contador gratis Skip to content

List do Al Trautwig od mamy przez adopcję

Rodzice Simone Biles są jej „prawdziwymi” rodzicami
Rachel Garlinghouse

Co słychać, Al?

Wiem. Masz zły tydzień.

Niedawno siedzę na sofie z moją 7-letnią córką zwiniętą obok mnie. Popijamy ciepłą herbatę i obserwujemy, jak robią to historycy, oszałamiający olimpijczycy – między innymi Simone Biles.

Celowo oglądaliśmy to wydarzenie. Simone jest adoptowana, podobnie jak moja córka. A Simone to silna czarna dziewczyna, podobnie jak moja córka. Patrzyłem, jak Simone jest właścicielem podłogi do gimnastyki, a potem widzę, jak oczy mojej małej dziewczynki błyszczą, jakby był świąteczny poranek, cóż, to wszystko.

A potem otworzyłeś swoje wielkie usta. Gdy kamera skierowała się na rodzinę Simone, zdecydowałeś zauważyć, że ludzie, których nazywa mamą i tatą, to jej dziadkowie.

Wiesz, dlaczego nazywa ich mamą i tatą? Ponieważ oni jej mama i tata.

To ci nie wystarczało. Kiedy członkowie społeczności adopcyjnej, tacy jak ja, zadzwonili do ciebie na Twitterze (nazywamy to clapback), po prostu kontynuowałeś – i szedłeś – aż w końcu twój pracodawca powiedział ci, żebyś to powstrzymał, usunął tweet i przeprosił.

Mam wrażenie, że zrobiłeś to, co musiałeś zrobić, by ocalić swój własny tyłek, ale prawdopodobnie nie do końca rozumiesz, dlaczego ci z nas w społeczności adopcyjnej są teraz dość wkurzeni.

Pozwól mi cię uczyć.

Jestem matką adopcyjną, ale nie jestem matką adopcyjną. Nie żyję w stałym stanie „rodzicielstwa adopcyjnego”. Adopcja była jednorazową czynnością sądową, która ogłosiła mnie matką moich dzieci.

Jestem matką z adopcji, ale nie jestem fałszywą mamą. Nic, co robię, nie jest fałszywe. Nie sprzątam fałszywych wymiotów. Nie udaję kąpieli ani nie karmię moich dzieci. Nie fałszywie piorę ubrania dla małych dzieci ani nie przytulam moich córek. Nie fałszywie czytam im bajki na dobranoc, nie wycieram spodni ani nie przewożę ich do szkoły i gimnastyki.

Jestem matką z adopcji, ale nie udaję mamy. Nie udaję, że badam szczepionki, plastik BPA i niezdrowe składniki żywności. Nie udaję, że wstaję w środku nocy, żeby pocieszyć dziecko, które miało zły sen. Nie udaję, że chwalę córkę za to, że podzieliła się z siostrą. Nie udaję, że mówię swoim dzieciom, żeby pamiętały, żeby powiedzieć „proszę i dziękuję” i „przepraszam”.

Jestem matką z adopcji, ale nie jestem jedyną mamą moich dzieci. Ani przez sekundę nie myślę, że jestem jedyną w swoim rodzaju. Nie żyję w samoobronnej bańce, w której moje dzieci nie mogą dzielić się swoimi prawdziwymi uczuciami i preferencyjnym językiem otaczającym ich adopcję. Nie każę moim dzieciom wybierać między rodzicami, którzy je poczęli i urodzili, a nami, tymi, którzy je adoptowali.

Jestem matką z adopcji, ale nie jestem matką nieistotną. Nie wierzę, że chwilowe interakcje z moimi dziećmi, w których je prowadzę i zachęcam, są daremne. Nie rozumiem w pełni, jeszcze nie, znaczenie każdego spotkania dla moich dzieci, kibicowania im i chwalenia ich wysiłków i osiągnięć, ale wiem, że moje dzieci potrzebują usłyszeć, jak ktoś wyjątkowy intonuje ich imię. Nie za każdym razem mi się to udaje, ale próbuję, tak jak wszyscy rodzice.

Z adopcji jestem dumną mamą trójki pięknych, inteligentnych, zabawnych, utalentowanych i przepełnionych radością dzieci. I bez względu na to, w jaki sposób będą odnosić się do mnie i rodziców, którzy ich stworzyli, zaakceptuję, obejmę i będę się cieszył. Jestem zaszczycony i zaszczycony, że mogę być rodzicami moich dzieci i nauczyłem moje dzieci, że ludzie tacy jak ty, którzy upierają się, że po prostu nie mogą zaakceptować faktu, że adopcja tworzy autentyczną rodzinę, mają dość ograniczone możliwości dobrego życia.

Twoje parametry nas nie definiują.

Mała dziewczynka siedząca obok mnie na kanapie? To moje prawdziwe dziecko. Ona nie jest moim adoptowanym dzieckiem. Ona nie jest moim dzieckiem. Ona nie jest moim może dzieckiem. Ona jest moim dzieckiem.

Jestem jej mamą – bez zastrzeżeń, bez wyjaśnień.

Więc następnym razem, jeśli będzie następny raz, będziesz miał milionową publiczność, opowiadając jedno z najważniejszych wydarzeń roku, chcę, abyś miał szacunek dla utalentowanych i ciężko pracujących młodych ludzi reprezentujących kraj i ich rodzice – ich prawdziwi rodzice – siedzą na widowni i dopingują ich.

Jako mama dam ci bezpłatną radę: pozostań na swoim pasie. Nie czepiaj się Simone Biles i jej rodziny. A przede wszystkim, jeśli nie masz nic miłego do powiedzenia, trzymaj usta zamknięte i swój cynizm z dala od Twittera.

Nie ma za co.