Mam relację między miłością a nienawiścią dzięki funkcji TimeHop na Facebooku

Mam relację między miłością a nienawiścią dzięki funkcji TimeHop na Facebooku

rodzic specjalnej troski
Ondrooo / iStock

Rano jest pewien porządek, tak naprawdę jedyny taki czas można odebrać przy trójce dzieci poniżej 5 roku życia. Dzień to nić, którą ostrożnie nawijam pod osłoną ciemności, a potem patrzę, jak się rozwija po poruszeniu się niemowląt. Odtąd panuje chaos.

Wieczorem znów jestem rozwikłany. Ale poranek należy do mnie i rozkładam go z wojskową precyzją. Zrobić kawę. Zbierz obiady dla dzieci. Wypuść psa i zagrozić jej życiem, jeśli zaszczeka. Na koniec usiądź jak ninja przy kuchennym stole z kawą, śniadaniem i wiadomościami.

Nie daj się zwieść. „Wiadomości”, o których mówię, są nieaktualne. Najważniejsze informacje na Twitterze, przewijanie Facebooka, najbardziej pobieżne spojrzenia Nowojorczyk, głównie na pokaz. Ostatnia wiadomość jest oczywiście moja – aplikacja, której nie mogę kliknąć, dopóki nie wzmocnię się jedzeniem, piciem i cichą medytacją, TimeHop.

W teorii TimeHop to filmowy montaż naszego życia, który chcielibyśmy, aby ktoś zrobił. Jest to pokaz slajdów z próbnej kolacji, mający na celu wywołanie uśmiechu, śmiechu i wzdrygnięcia się z powodu trwałej ondulacji, którą kiedyś uważałeś za dobry pomysł. W rzeczywistości TimeHop to emocjonalny wir, który unosi się u wybrzeży Twojego życia, czekając na lądowanie – przynajmniej dla mnie jako rodzica dziecka ze specjalnymi potrzebami.

Nie tak dawno temu TimeHop był przyjemnym spacerkiem po ścieżce wspomnień. Ale minęło pięć lat, lata, które oznaczały miesiące spędzone na OIOM-ie, tysiące terapii, dopasowania ortez nóg i serie wózków inwalidzkich, każdy większy od poprzedniego, jak lalki matrioszki. W miksie mamy też pierwsze kroki, pierwsze brania, pierwsze słowa, pierwszych przyjaciół w szkole.

To jak gra na automatach w Vegas. Czy po ostatnich łykach kawy zobaczę przejażdżkę wozem późnym wiosennym wieczorem zeszłego roku, kiedy cała trójka dzieciaków trzymała się za ręce przez nanosekundę potrzebną do zrobienia zdjęcia? A może zobaczę wnętrze sali OIOM-u sprzed czterech lat, pulsujący inkubator, który będzie łonem naszego syna przez pierwsze dwa miesiące jego życia, kiedy nie będę mógł?

Czy będzie to jego pierwszy raz, kiedy stanie wysoko ze swoim fizjoterapeutą, z tą uśmiechniętą twarzą, która spojrzała na nią pełną zaufania i determinacji? A może to pociągi zabawiały go w gabinecie pediatry, kiedy czekaliśmy na rozpoznanie zapalenia płuc? Kiedy się nad tym zastanowić, hazard prawie nie jest wart twoich pieniędzy.

Prawie. Ponieważ czasami chmiel wyjaśnia to wyraźniej, niż mógł to kiedykolwiek zrobić mój zamroczony umysł. Mój syn nigdy nie kroczył po zwykłej linii czasu. Znał alfabet, zanim zaczął mówić. Znał cyfry, kolory i każdą nutę, którą można było pingować, zanim zaczął chodzić. Jest swoistym podróżnikiem w czasie – podobnie jak wszystkie dzieci ze specjalnymi potrzebami.

Wiemy, że lepiej nie przywiązywać ich do tej karty rozwojowej. Jak zabawne. Są skaczącymi kwantami. Ich sekwencje wydarzeń są nieprzewidywalne. Są to tunele czasoprzestrzenne we wszechświecie – te, które zapewniają dostęp do miejsc, do których nie zawsze możemy dotrzeć za pomocą naszej logiki i nieustannie kroczymy naprzód przez zwyczajowe fazy życia.

Dlatego moja poranna rutyna ma swoją stronę TimeHop. Z tą zaskakującą obiektywnością technologii przypomina mi to, co było wcześniej. Jeśli kusi mnie, by spojrzeć tęsknie przez żywopłot na linię rozwoju, to odkłada moje pieniądze na los i przypadek oraz wiarę, że istnieje wzór w losowości.

Daje mi dowód na to, że ścieżka, którą podążamy, może nie jest liniowa, ale prowadzi do czegoś dużego – wielkiej gotówki z twoich żetonów. Jeśli na to pozwolę, przypomina mi, że zarówno niedawna, jak i odległa przeszłość niosą nadzieję. Ale najpierw potrzebuję kawy.