contador gratis Skip to content

Mama winy za przeprowadzkę

Przeprowadzka z dziećmi: kiedy rodzice czują się winni
gabczi / Shutterstock

Poruszanie się jest do niczego na każdym etapie życia. Usunięcie całego nadmiaru bzdur ze swojego miejsca (i zastanawianie się, jak skończyło się tak dużo rzeczy w każdym razie), sortowanie, pakowanie i wyczerpywanie się taśmy oraz owijanie zniszczonych przedmiotów we wszystko, co można znaleźć, szarpanie, ciągnięcie, popychanie, podnoszenie i kończenie na obolałych ramionach, zmiażdżonych palcach i połamanych paznokciach. Czyszczenie przestrzeni, którą zostawiłeś. A potem długi proces osiedlania się w nowym domu. To jest wyczerpujące. Ale poruszanie się z dziećmi to zupełnie nowa gra, zwłaszcza jeśli są w wieku szkolnym. Wraz z bibelotami i tchotchkami pakujesz najcięższą rzecz ze wszystkich: poczucie winy rodziców i niepokój.

Kiedy mojemu mężowi zaproponowano wymarzoną pracę siedem godzin drogi, nie mogliśmy odmówić. Ale od czasu, gdy przyjął ofertę, byłem rozdarty, myśląc o wszystkich sposobach, w jakie prawdopodobnie rujnowaliśmy życie naszych dzieci. Wyobraziłem sobie, jak strasznie się dostosowują, nie nawiązują przyjaźni, są niepocieszeni samotni i przygnębieni, a któregoś dnia – jako pokręceni, nieszczęśliwi dorośli – określają nasz ruch w momencie, gdy ich życie zaczęło się staczać. Jak to możliwe nie negatywnie na nie wpłynąć? Mam na myśli…

Nie mieli nic do powiedzenia.

Oczywiście decyzja o przeprowadzce została podjęta wyłącznie przez mojego męża i mnie, czyli „Dorośli” (no cóż, większość tego czasu), co oznacza, że ​​właśnie powiedzieliśmy dzieciom: „Hej dzieciaki! Zostawiamy tutaj twoje życie, czy się z tym zgadzasz, czy nie! ”

Oczywiście przez cały czas mówię swoim dzieciom, co mają robić, ale przy tym było mi źle. To było znacznie więcej niż tylko „umyj zęby” czy „zjedz warzywa”. Bycie dzieckiem jest do dupy, gdy twoja opinia nie ma tak naprawdę wpływu na ważne decyzje dorosłych, nawet jeśli tak jest jest ostatecznie w twoim najlepszym interesie.

Musieli opuścić szkołę.

Po raz pierwszy wszedłem do szkoły Truman Elementary jako zdenerwowany rodzic zupełnie nowego przedszkola. Sześć lat później wyszedłem ze łzami w oczach po pożegnaniu nauczycieli i personelu, który kochał, prowadził i wychowywał troje moich dzieci – najstarsze, aż do piątej klasy. Są to ludzie, którzy codziennie widywali moje dzieci dosłownie lat i znał je intymnie, dziwactwa i specjalne potrzeby i wszystko. Zostali zaakceptowani dokładnie za to, kim są. A co by było, gdyby było inaczej w ich następnej szkole, gdzie wszyscy wiedzieli, że są nowymi dziećmi?

Musieli zostawić swoich przyjaciół.

Czy uwielbiałam wszystkich przyjaciół moich dzieci? Nie całkiem. Był dzieciak, który robił kupę na naszym podwórku i ten, który nauczył mojej 6-latki słowa „suka”. Ale niezależnie od mojej matczynej opinii, byli to towarzysze, z którymi moje dzieci postanowiły się związać i spędzili razem godziny zabawy i szaleństw – eee, przyjaźni – razem. Przyjaciele z dzieciństwa robią wrażenie na całe życie, a teraz odbierałem ich załodze i stawiałem w sytuacji, w której w ogóle nikogo nie znali.

Musieli opuścić nasze sąsiedztwo.

Mieliśmy szczęście mieszkać w dzielnicy pełnej dobrych sąsiadów, ludzi, którym ufałem. Moje dzieci wiedziały, że gdyby kiedykolwiek czegoś potrzebowały, mogą zadzwonić do prawie każdego na naszej ulicy. Nasi sąsiedzi załatali je po wrakach rowerów, zabrali na spacery na łonie natury, dali im dodatkowe cukierki na Halloween i bacznie ich obserwowali. Dzieci znały każdy dom i każdy cal terenu. A gdyby nasi nowi sąsiedzi nie byli tak mili? A jeśli nienawidzą dzieci?

Musieli opuścić nasz dom.

Mój najstarszy miał zaledwie 2 lata, kiedy kupiliśmy nasz pierwszy dom, a trójka moich pozostałych dzieci nigdy nie mieszkała w żadnym innym domu. To był jedyny dom, jaki kiedykolwiek znali, ich bezpieczne miejsce, w którym mogli poruszać się z zamkniętymi oczami. Znali wszystkie drogi ucieczki na wypadek pożaru. Teraz musieliby obudzić się w nieznanym miejscu (i musiałbym przypominać wszystkim 8000 razy, w których szafach, szafach i szufladach wszystko się mieści).

Ostatecznie posunięcie poszło o wiele bardziej płynnie, niż sobie wyobrażałem. Wszystkie lęki w mojej głowie okazały się szalenie przesadzone, a dzieciaki się przystosowały. Po prostu nie przyznałem im wystarczającej oceny ich zdolności do bycia odpornymi.

Spotkaliśmy się z ich nowymi nauczycielami i zabraliśmy ich na wycieczkę po ich nowej szkole. Postawiliśmy sobie za punkt, aby przedstawić się naszym nowym sąsiadom i wykorzystaliśmy technologię, aby pomóc dzieciom pozostać w kontakcie ze starymi przyjaciółmi. Bawili się dobrze, odkrywając każdy zakamarek w naszym nowym domu i odkrywając nasze podwórko. Chodziliśmy na spacery i przejażdżki, odkrywając fajne rzeczy w naszej nowej społeczności i od razu zaangażowaliśmy się w lokalną bibliotekę i jej różne programy dla dzieci.

Jasne, tęsknią za naszym starym deptakiem – ja też – ale zrobimy tutaj tyle samo wspomnień, jeśli tylko damy temu czas.

W końcu nasz stary dom też był kiedyś nowy.

[free_ebook]