Masz cholerną rację, miałem znieczulenie zewnątrzoponowe

Plecy zewnątrzoponowe
Zdjęcie za pośrednictwem Shutterstock

Zaraz wyjdę i powiem to: nigdy, nawet przez gorącą sekundę, nie chciałem naturalnego porodu.

Pomyślałem, że tak się stanie wyciskanie człowieka przez pochwę, wtedy miałem cholernie dobrze otrzymać pomoc odurzającą. Dobre rzeczy, proszę. Dawaj. Chodzi mi o to, że biorę kilka ibuprofenu i czołgam się pod poduszką grzewczą przy pierwszych oznakach skurczów – więc nie było wątpliwości, że naturalny, nieleczniczy poród spowodowałby absurdalny bałagan.

Dla pewności oglądałem filmy przedstawiające kobiety rodzące dzieci bez znieczulenia zewnątrzoponowego. Było wiele jęków, oddechów, kołysania się i dziwnych dźwięków, które brzmiały jak koza próbująca muczać. I chociaż podziwiałam ich umiejętność dokonywania wyborów dotyczących tego, jakiego rodzaju porodu chcieli mieć, i trzymania się go, nie czułam większej inspiracji, by spróbować samemu. Właściwie to po prostu dało mi to przytłaczające wrażenie, ile to kosztuje nie było rodzaj urodzenia dla mnie.

Nie. Nie. Nie, nie, nie, nie, i wszystkie inne sposoby na powiedzenie piekło naw.

Czy czułam się z tego powodu trochę winna? Jasne, za pierwszym razem – z tych samych powodów, dla których fanatycznie unikałem miękkich serów, kuwety, sushi, mikrofalówek, gorących kąpieli, kofeiny i każdego palącego w promieniu dwóch mil. Nie chciałam robić niczego, co mogłoby potencjalnie spowodować choćby odrobinę niepokoju u mojego rozwijającego się dziecka. Ale mój strach, że moje dziecko wyjdzie trochę ospale, został pokonany przez mój strach, nie wiem, palący ból w moich damach, gdy rozciągały się, aby dostosować się do czyjejś szerokości. ramiona.

Podczas pierwszego porodu byłam dość zdenerwowana faktycznym procesem uzyskania znieczulenia zewnątrzoponowego – nie jestem największym fanem igieł, zwłaszcza gdy są mniej więcej wielkości harpunu i są wycelowane w okolice kręgosłupa, i prawie myślałem, że się stchórzy. Ale kiedy już byłem na skraju muczenia kozy z bólu, praktycznie o to błagałem. W tym momencie przyjąłbym szybkie kowadło w głowę, a kiedy zobaczyłem anestezjologa wchodzącego przez drzwi, przysięgam, że został oświetlony niebiańskim światłem i towarzyszył mu chór alleluja. Przedstawił się i powiedział, że jest tam, aby ułatwić mi poród, w którym to momencie mogłem próbować go pocałować po francusku (szczegóły są niejasne). Przynajmniej szlochałam z wdzięczności, że był moim nowym najlepszym przyjacielem.

Trudno jest utrzymać się nieruchomo, gdy jesteś w ferworze pracy, a jeszcze trudniej jest pochylić się do przodu tak, jak tego potrzebują, kiedy masz brzuch wielkości Volkswagena. Ale powiem ci jedno: jeśli to oznacza, że ​​ból porodowy ustąpi, zrób to. A tymczasowe uszczypnięcie igły to nic w porównaniu z uczuciem, że twoja macica się wykręca. Bo wtedy – och, błoga ulga! – to zupełnie inne doświadczenie. Przed znieczuleniem zewnątrzoponowym jęczałem, sapałem i żałośnie zwisałem głowę nad garnkiem, ponieważ nie mogłem nawet przytrzymać lodówki. Później? Gadałem o tym z moimi pielęgniarkami i śmiałem się z nich Złote dziewczyny w telewizji. A kiedy przyszedł czas na parcie, poczułem tylko nacisk – nie ból.

Urodziłam teraz cztery razy i (radośnie! Radośnie! Chętnie!) Za każdym razem otrzymywałem znieczulenie zewnątrzoponowe. Nie zrozumcie mnie źle: wprowadzenie nowego życia na świat jest nadal wyczerpującym i wymagającym procesem, nawet pomimo zmniejszenia bólu. Raz lub dwa razy doświadczyłem kilku drobnych skutków ubocznych – takich jak drżenie lub łagodny ból głowy. Ale kiedy myślę o bólu głowy, a nie o odczuwaniu każdej sekundy porodu, cóż… Wiem, którą wolę znieść.

Poród to bardzo osobiste doświadczenie i tylko Ty możesz zdecydować, co jest najlepsze w Twojej sytuacji. Ale dla mnie wybór tego rodzaju ulgi miał sens. Nie majaczyłem z powodu szczególnego rodzaju agonii, którą może przynieść tylko poród – takiej, która może ukraść twój oddech, twój głos i twoją zdolność do powiedzenia czegokolwiek bez warknięcia. Mogłam skupić się na procesie zamiast na bólu, a na końcu osiągnęłam ten sam piękny rezultat, co matki nieleczone: nowe dziecko do pokochania.

Wydaje mi się, że moje dzieci będą sprawiać mi wiele bólu przez całe życie. Kto powiedział, że musi zacząć się na sali porodowej?