contador gratis Skip to content

Masz prawo opłakiwać swoje poronienie

masz-prawo-żałować-poronienia

Miałam prawie 12 tygodni, kiedy poroniłam nasze przypadkowe trzecie dziecko w pracy, zanim w godzinach szczytu wyruszyłam do przedszkola.

Gdy zbliżyłam się do pokoju dziecięcego i poczułam, jak wilgoć dociera do moich rajstop, poczułam przypływ energii i dumy nie różniący się od euforii, którą czułam po urodzeniu moich dwóch córek. To już koniec, tak po prostu.

Badanie tego ranka ujawniło zniszczoną komórkę jajową, która nie rozwinęła się od 7 tygodni. Nie byłem ani zdziwiony, ani smutny. Mogłem dokładnie określić dzień, w którym moje objawy ustąpiły, a to nieplanowane trzecie dziecko podążało zbyt szybko za ogonem naszej najmłodszej córki, która miała zaledwie rok. Pomijając fakt, że tak naprawdę nie zdecydowaliśmy, że chcemy trzeciego, nadal karmiłam piersią i rozpaczliwie pragnęłam odzyskać swoje ciało. Właśnie wróciłem do bardzo pożądanej pracy w niepełnym wymiarze godzin. Krótko mówiąc, czas był okropny.

Wysłałem krótkiego SMS-a do kilku znajomych, którzy wiedzieli, odrzucając wszystkie ich obawy. – To nie było nawet dziecko – powiedziałem. „Mam dwie zdrowe dziewczyny i nie było to zaplanowane”. Wierzyłem w swoją własną mantrę.

Zdziwiłem się kulą, którą uniknąłem. Pomyślałem o nowych dżinsach, które mógłbym teraz kupić, i wakacjach, które moglibyśmy zarezerwować. Przede wszystkim pomyślałem, jakie miałem szczęście, że mogłem zostać na nowo wynegocjowanej pracy. Szczęście, szczęście ja.

Więc opad był nieoczekiwany. Nie byłem przygotowany, gdy dwa dni później nagle poczułem się rozpaczliwie przygnębiony i zaniedbany przez wszystkich, którzy myśleli, że wszystko w porządku, ponieważ powiedziałem im, że tak. Pozostawanie opanowanym w pracy dodawało traumy. Desperacko chciałem płakać, ale wiedziałem, że jeśli to zrobię, nie przestanę. „Jutro będę płakać” – powiedziałem sobie.

Wszystkie srebrne podszewki związane z brakiem ciąży rozproszyły się, pozostawiając po sobie tylko ciemne, przytłaczające chmury. Po raz pierwszy w życiu nic mnie nie obchodziło. Nie te dżinsy, o których myślałem, że chciałem. Nie ciało, które głupio myślałem, że odzyskałem.

Za każdym razem, gdy patrzyłem na naszą rodzinę, czułem, że kogoś brakuje. Pomimo tego, że wmawiałem sobie, że to naprawdę nie jest dziecko, tak bardzo odczułem jego stratę. W chwili, gdy jesteśmy w ciąży, myślimy o tym nowym życiu, nawet jeśli wydaje nam się, że w ogóle o tym nie myślimy. Czy to byłaby inna dziewczyna, czy wreszcie równowaga hormonalna została przywrócona wraz z chłopcem? Jak poradziłby sobie nasz najmłodszy, wciąż jeszcze niemowlę? A konkretnie, jak bym sobie radził? Ale w głębi duszy wiemy, że tak się stanie, a mimo wszystkich zmartwień jest dwa razy więcej nadziei.

W swoim zwyczajnym życiu zdałem sobie sprawę, że z przyjemnością przełamałem konwencję z tym trzecim dzieckiem, które często jest postrzegane jako hazard lub luksus. Takiego, który faktycznie jest prezentem i który uczy, że małe rzeczy nie mają znaczenia – jeśli dwie na trzy osoby mają szczotkowane zęby, to jest to całkiem dobry dzień.

Zamiast tego poronienie odebrało trzeciemu dziecku dar. A rok kalendarzowy nagle rozciągnął się w nieskończoność, wypełniony pustymi kamieniami milowymi, których starałbym się nie uwzględniać. Przyszłość wydawała się niepewna pod każdym względem. Nie miałem obietnicy, że będę wiedział, że spróbujemy kogoś innego; to było zbyt ryzykowne. Zdecydowałem, że wolę poczekać i mieć nadzieję na kolejny prezent.

Nigdy z nikim nie rozmawiałam o moim poronieniu, ponieważ nie wiedziałam jak. Jakie słowa mogłyby pomóc mi poczuć się lepiej? Potrzeba było ogólnego listu od pielęgniarki środowiskowej ze słowami „proszę przyjąć nasze kondolencje”, aby przyznać, że mam nawet prawo do żałoby. Trzymałem się tego listu przez miesiące. Jedyna wskazówka, że ​​kiedykolwiek byłam w ciąży.

„Potrzeba czasu, żeby dojść do siebie” – powiedziano mi i stopniowo zacząłem znowu czuć się sobą. Odważyłem się powiedzieć o tym szefowi. Wyznałam ambicję pisania, opublikowałam książkę, którą pisałam na Amazon i założyłam bloga. Poronienie nagle zaczęło mieć jakiś sens. Lub, co bardziej prawdopodobne, po prostu tego potrzebowałem.

Ale kwestia trzeciego dziecka nie ustępowała i dopiero gdy zdecydowaliśmy się wziąć naszą przyszłość w swoje ręce, zacząłem prawidłowo leczyć.

Po dwóch latach mamy trzecie dziecko. I równowaga hormonalna ma został przywrócony z chłopcem. W niektóre dni radzimy sobie dobrze. Inne dni? Nie tak bardzo. Ale nadziei jest dwa razy więcej niż zmartwień. Miałem co do tego rację.

Moje poronienie już mnie nie prześladuje, ale nie ma dnia, w którym nie chciałabym wiedzieć, jak lepiej sobie z tym poradzić. Kiedy nie żałuję, że się smuciłem. Kiedy nie żałuję, że ktoś mi powiedział, jak ważna jest rozpacz. Ponieważ poronienie nigdy się nie kończy. Właśnie tak. I nie powinno.

Masz absolutnie prawo do żałoby.