contador gratis Skip to content

Matka walczy o leczenie swojego dziecka z ADHD

Do rodziców, którzy decydują się leczyć swoje dzieci
dedzura / iStock

Trzymałem w dłoni małe pigułki i się złamałem. Przegrałem walkę i teraz toczyłem nową wojnę. Patrząc na mnie jego drobną, ufną twarzą, powiedziałem największe kłamstwo w moim życiu: „To jest bezpieczne. Będzie dobrze. Obiecuję.” Wszystko w mojej istocie krzyczało na mnie: „Kłamca! Okropna matka! Niepowodzenie!”

Dzień, w którym podałem synowi leki na ADHD, był jednym z najtrudniejszych w moim życiu. Przez długi czas walczyłem z trzymaniem jednej z tych tabletek w dłoni. Próbowałem „naturalnego podejścia”. Ograniczyłem barwniki spożywcze, kupiłem drogie żarówki „naturalnego światła” do użytku w naszej kuchni. Kupiłem mu mini-trampolinę do podskakiwania. Kazałem mu biegać po naszym salonie, pomiędzy odrabianiem zadań domowych. Czytałem mu, kochałem go, walczyłem o niego.

Mój syn nie chciał brać tabletek. Mając silną alergię na orzechy, był zbyt ostrożny w próbowaniu nowych potraw. Jeśli to nie było coś, co miał wcześniej, nie chciał tego próbować. Czy to jedzenie, restauracja, czy nawet słodycze, jeśli były nowe, nie trafiały do ​​jego ciała. Zmuszenie go do połknięcia tej pigułki było bitwą na chęć – którą ostatecznie wygrałem po łzach (po obu stronach), obietnicach, groźbach i wreszcie łapówce.

Powiedziałem mu, że to bezpieczne, ale wiedziałem, że nie powinienem tego obiecywać. Czytałem wyniki badań, efekty uboczne i przestraszyłem się. Badania miały zaledwie około 20 lat i nie były kontynuowane mój syn. Skąd wiedziałem, że nie będzie jeden dziecko ma niepożądaną reakcję? Skąd wiedziałem, że nie wpłynie to na zdolność jego mózgu do formowania się i wzrostu tak, jak powinien, ponieważ w wieku, w którym się kształtuje, wciskałem mu małe tabletki? Skąd wiedziałem, że to zadziała?

A jednak obiecałem mu, że wiem, a ponieważ jestem jego mamą, jego obrońcą i osobą, która kocha go bardziej niż cokolwiek innego, uwierzył mi. Połknął pigułkę – tego dnia i kilka dni później. Otwierając tę ​​butelkę każdego ranka, przypominało mi, że mam niewidomą matkę. Obserwowałem go pod kątem oznak zmiany nastroju, jedzenia, snu, czegokolwiek. Przestał jeść obiad – po prostu nie był głodny. Nauczyciele zaczęli mi mówić, że jest spokojniejszy, ale nie bardziej skoncentrowany. Mógł siedzieć, ale nie mógł się lepiej skoncentrować. Przez większość czasu nie przeszkadzał.

Nie dawałem mu tabletek w weekendy. Nienawidziłam patrzeć, jak jest spokojny. Wiem, że to brzmi szalenie, ale mój syn nie powinien być spokojny. Jest żywy, dziki, głośny, szalony i czasami (wiele, wiele razy) sprawia, że ​​mam ochotę krzyczeć z frustracji i wyczerpania. Ale że jest moim chłopcem. Tak właśnie działamy. Ten cichy, spokojny dzieciak – który stał się tak chudy, że jego lekarz powiedział, że musimy spróbować nakłonić go do jedzenia większej ilości kalorii w jakiejkolwiek formie – był nie mój syn! Nie mogłem być świadkiem zmian, jakie spowodowali w moim synu, więc dawałem mu je tylko na dni szkolne, a nie w weekendy ani w lecie.

Kontynuowałem leczenie przez pięć lat.

Potem doszedł do gimnazjum. Zaczął głośniej mówić, że nie chce brać lekarstw. “Chcę chcieć zjeść obiad. Nie podoba mi się, jak sprawiają, że się czuję – powiedział.

Zmuszałem teraz moje dziecko do zażywania leków, a on błagał mnie, żebym przestał.

Gimnazjum było ciągłymi spotkaniami rodziców z nauczycielami, bo on nadal nie wykonywał swoich zajęć. Codzienne e-maile z informacją, że musi odrobić dodatkową pracę domową, ponieważ cały dzień wpatrywał się w kosmos, były przytłaczające. Łamałem się. On też był. Nocne walki o odrabianie lekcji zabijały nas oboje. W naszym związku nie było radości. Jego poczucie własnej wartości było zerowe, moja cierpliwość dawno się skończyła i wszyscy cierpieliśmy. Mimo to każdego ranka w tygodniu wręczałem mu tabletki i wysyłałem do szkoły z pudełkiem śniadaniowym, o którym wiedziałem, że wróci do domu pełny. Wziął je, nie patrząc mi w oczy, jego uległość mówiła więcej, niż kiedykolwiek był w stanie jego opór.

Moja porażka, mój wstyd sprawiły, że moja skóra była zbyt napięta, mój żołądek pękł. Każda wizyta u lekarza w celu uzupełnienia trzymiesięcznej recepty (jednorazowo tylko na trzy miesiące, ponieważ jest to lek, który może nadużywać) była miażdżąca. Miałem nadzieję, że czas to zmieni, że może nowy lek może pomóc. Wypróbowaliśmy cztery, każdy z własną wersją piekielnych skutków ubocznych. Ranek każdego nowego narkotyku był kolejnym wycięciem w moim pasku winy. „Jesteś pewnie ten jest w porządku? ” pytał, wciąż mi ufając. Skinąłem głową, kłamstwa przychodzą teraz łatwiej, ale poczucie winy staje się trudniejsze do zniesienia.

Wiele się dla nas zmieniło z wielu powodów. Dojrzewa, znaleźliśmy alternatywną szkołę, w której może uczyć się w sposób, który najbardziej mu odpowiada i we własnym tempie. Ale największą zmianą było to, że nie połyka już tych tabletek. Nie noszę już peleryny poczucia winy.

Piszę to do tych, którzy tak myślą my, rodzice, którzy decydują się na lekarstwa, robią to łatwo. Że robimy to, ponieważ przeszliśmy pranie mózgu lub ponieważ nie „staraliśmy się wystarczająco mocno”. Leczenie twojego dziecka jest nie była to łatwa decyzja i trudno byłoby mi znaleźć rodzica, który nie walczyłby z tą decyzją. Piszę to jako okno do tego piekła i jako prośbę, aby być milszym dla tych rodziców, którzy musieli podjąć tę trudną decyzję. Dla niektórych jest to zmiana życia i najlepsza decyzja w historii. Innym, takim jak ja, pomogło to niektórym, ale nie zmieniło gry, na które liczyłem. Dla niektórych to nic nie zmienia i wracają do punktu wyjścia.

Bądź miły (pod każdym względem), powstrzymuj się od osądu i obyś nigdy nie znalazł się w obliczu takiej decyzji – takiej, w której musisz złożyć dziecku obietnicę, której nie jesteś pewien, czy możesz dotrzymać.