contador gratis Skip to content

Mogą być zepsute, ale moje dzieci to nie dupki

Dlaczego rozpieszczone dzieci niekoniecznie są dupkami
Milan Stojanovic / iStock

Moje dzieci czasami błagałyby, żeby się różniły, ale ja jestem dość wyrozumiałym rodzicem. Mamy swoje zasady i przestrzegam ich – przez większość czasu. Ale jestem też gotów wysłuchać ich opinii. A jeśli przedstawią dobry argument, naginam zasady.

Więc podniosę brudne ciuchy mojego 9-latka z podłogi, jeśli miło powie, że jest zbyt zmęczony, żeby to zrobić. I dam mojemu młodszemu synowi lizaka, chociaż nie jest to „pora deseru” tylko dlatego, że wygląda tak cholernie słodko ze swoją nową fryzurą i powiedział mi, jak pięknie wyglądam w nowej sukience pięć minut temu. Zgadza się, rozpieszczałem dzieci.

Ja też ich rozpieszczam. Nie mam gotówki, żeby je kupić też dużo rzeczy, ale dostają zabawki, gry wideo i lody. Szczerze mówiąc, wszystkie pieniądze, które mamy w banku, trafiają prosto do nich. To mój świat, taki jaki powinien być, kiedy są dziećmi.

O to chodzi – oni Dzieci. Czasami krzyczą z głowy z powodu najmniejszych, najbardziej bezsensownych rzeczy, ale to dlatego, że nie rozwinęli jeszcze właściwej kontroli impulsów. Cokolwiek sprawia, że ​​są w stanie to zrobić, nie ukształtowało się jeszcze w ich małych mózgach, więc staram się być wobec nich cierpliwy. Muszę nauczyć ich struktury, tak, ale muszę być świadomy tego, skąd pochodzą, i mieć jak największą empatię dla ich uczuć. To na pewno trudna równowaga.

Poza tym są po prostu tak absurdalnie słodkie i małe, i chcę im pozwolić, póki mogę. Więc kiedy mój 3-latek prosi, abym położył się z nim na całą drzemkę, po prostu nie mogę odmówić. A kiedy mój 9-latek ma koszmar, pozwalam mu spać w moim pokoju tej nocy, a potem przez tydzień lub dwa, bo… czemu nie?

Może czasami jestem popychadłem. Ale oto rzecz, nad którą nie będę się schylać ani ruszyć: nie pozwolę moim dzieciom być palantami. I nie chodzi tylko o to, by dbali o swoje maniery. W rzeczywistości maniery nie oznaczają szaleńca bez zrozumienia dobroci i szacunku.

Jak więc mam nauczyć moje dzieci, aby były miłymi ludźmi?

Najpierw rozmawiamy o uczuciach w naszym domu – cały czas. Moje dzieci prawdopodobnie mają dość tego, że mówię o uczuciach. Ale tutaj są duże. Jeśli nie postępują właściwie – niezależnie od tego, czy nie schodzą z ekranów, kiedy im mówię, nie biją się w brzuch, czy odrzucają lunch, o który prosili – muszę wiedzieć, co się z nimi dzieje.

Czasami nie mogą mi powiedzieć w tej chwili i tak, potrzebują dyscypliny, jeśli coś wymyka się spod kontroli lub jeśli krzywdzą siebie lub innych. Ale nie karzymy ich za to uczucia. Kiedy już są w stanie zebrać swoje gówno, są całkiem dobrzy w mówieniu mi, co się dzieje, co ich wkurza, irytuje, cokolwiek.

Okazując im szacunek dla ich uczuć, uczę ich życzliwości, miłości i empatii. Z kolei nauczyli się być dobrymi słuchaczami – mnie, swoich nauczycieli, swoich przyjaciół.

To, jak ich traktuję, jest wzorem tego, jak będą traktować innych. A jeśli to czasami oznacza, że ​​napotykam ich na rozpieszczanie, pobłażanie lub rozpieszczanie, to niech tak będzie.

Czego chcę większość jest dla moich dzieci, aby czuły się kochane, bezpieczne i bardziej kochane. Naprawdę wierzę, że obsypywanie ich bezwarunkową miłością – napełnianie ich nią po brzegi – będzie oznaczać, że będą mieli o wiele więcej do podzielenia się z innymi.

Nie jestem idealny. Po prostu błądzę przez tę sprawę rodzicielstwa. Ale mogę szczerze powiedzieć, że cokolwiek robię – nawet jeśli wiąże się to ze sporym zepsuciem – wydaje się działać. Moje dzieci są dobrymi dziećmi, dobrymi przyjaciółmi i dobrymi uczniami. I pewnego dnia dorosną, by być dobrymi mężczyźni którzy ponad wszystko cenią sobie życzliwość i szacunek.