contador gratis Skip to content

Mój mąż jest zabawnym rodzicem i nie mam z tym problemu

Mój mąż jest zabawnym rodzicem i wszystko mi z tym w porządku
RapidEye / iStock

Moja reputacja jako „nie-zabawnego” rodzica zaczęła się, gdy moje dzieci były małe. Po każdym tygodniu karmienia na żądanie, zmiany pieluch, kłótni malucha i krótkich drzemek, potrzebowałam przerwy od moich dwóch małych dziewczynek. Kiedy nadciągał sobotni poranek, mój słodki, ciężko pracujący mąż często wyprowadzał dzieci z domu na kilka godzin. „No dalej dziewczyny”, mawiał. „Zróbmy coś fajnego!”

Kiedy mój mąż wyrwał z mojej nogi czepiającą się, płaczącą 3-latkę, zgarnął dziecko i wyszedł za drzwi na dzień zabawy, oznaczało to dla mnie bardzo potrzebny czas w samotności. Oznaczało to również, że pobyt w domu z mamą na pewno był nie zabawa. Nie tylko to, ale ja nie było zabawne – i to była prawda. Kocham moje dziewczyny jak szalone i często przez nie przepełnia mnie soczysta, soczysta radość, ale codzienna harówka macierzyństwa sprawiała, że ​​jestem zepsuty. Według ostatnich badań opublikowanych w American Sociology Review, Nie byłem jedyny. Zasadniczo mamy mniej lubią przebywać ze swoimi dziećmi niż tatusiowie, „ponieważ wykonują więcej„ pracy ”i mniej„ przyjemnych ”zadań rodzicielskich”.

Nie ma nic zabawnego w przygotowywaniu wielu posiłków dziennie, tylko po to, aby rozczarowany maluch rzucał je na podłogę. Myśl o zajęciu się praniem sprawiła, że ​​prawie oszalałem. Próbuję pielęgnować czteromiesięczne dziecko, gdy mój 3-latek ciągle domagał się, żebym „położył dziecko!” doprowadził mnie do łez. Przygotowanie do wycieczki zajęło do godziny, w zależności od tego, czy dziecko miało wybuch przed, czy po tym, jak przypiąłem ją do fotelika samochodowego. Poza tym byłem wykończony.

Zanim nadszedł weekend, nie obchodziło mnie, kto ma być tym „zabawnym”. Chciałem tylko wziąć prysznic i kilka godzin ciszy. Potrzebowałem czasu na zresetowanie, zebranie kawałków i wypicie nieprzerwanej filiżanki kawy więcej niż potrzebowałem, aby pokazać moim dziewczynom, jak bardzo mogę być zabawny. Byłem w trybie przetrwania.

Podczas gdy te kilka godzin bez dzieci w każdy weekend przywracało mi energię, w poniedziałek rano znów byłem niewolnikiem długiej listy zadań wirujących w mojej głowie, gdy moje dwie młode dziewczyny wirowały bezlitośnie wokół mnie. Do południa znów byłem zestresowanym rodzicem, który nie sprawiał mi przyjemności.

Nie podobała mi się ta wersja siebie. ja był zabawa, cholera! Kiedyś tańczyłem do białego rana, robiłem shoty usta-usta z barmanami w Meatpacking District i wskakiwałem do mojej zdezelowanej Mazdy na dzikie wycieczki dla kaprysu. Okej, więc może moja dwudziestokilkuletnia wersja zabawy była trudna do pokazania jako 30-letnia mama, ale byłam gotowa to zmodyfikować. Rzecz w tym, że mój mąż, usiłując uspokoić moją obdartą duszę, był już burmistrzem Funville. Więc jeśli nie byłem zabawnym rodzicem, jakim byłem rodzicem?

Patrząc wstecz, nietrudno to zobaczyć. Odświeżony po samych porankach, miałbym uszy, gdy dziewczyny wróciły do ​​domu z opowieściami o swoich przygodach. Słyszałem dobre, złe i wręcz brzydkie, słuchając z podnieceniem lub empatią, uśmiechem lub grymasem w zależności od tego, co się stało. Trzymałem się każdego ich słowa, chcąc być częścią ich doświadczenia, jak tylko mogłem. Moje dziewczyny przyszły, aby zobaczyć mnie jako swoją tablicę rezonansową, swoje ciche miejsce, ich ciepłe centrum. Jeśli moim mężem jest ten, z którym jeżdżą na nartach i wspinają się po górach, jeżdżą na rowerach i pluskają w basenie, to ja wracają do domu.

Zanim zostałam mamą, nie miałam pojęcia, jak bardzo zmieni mnie rodzicielstwo. Nie zdawałem sobie sprawy, że odłożyłem na bok części siebie z konieczności lub desperacji albo po prostu dlatego, że moje dzieci wymagały ode mnie czegoś innego. Nie chciałem rozwalić mojej zabawy, ale tak się stało. Kiedy mój mąż w sposób organiczny przyjął rolę zabawnego rodzica, stworzyło to dla mnie równą i nieco przeciwną rolę, która dodaje równowagi naszemu życiu rodzicielskiemu: jestem Rodzicem Domu Bazowego.

Teraz moje dziewczyny są nastolatkami i nastolatkami, a ich młodsza siostra ma 5 lat. Wraz z ich rozwojem, tak samo jak nasze połączenie. Nie zawsze jest to idealne – wychowywanie nastolatków i przedszkolaków to wyzwanie – ale staram się pozostać wierna swojemu tytułowi. Dziewczyny często szukają mnie swoimi poważnymi pytaniami i złożonymi problemami, opierając się na moim ramieniu lub zwijając się obok mnie dla pocieszenia. Przyjmuję ich wielkie emocje i łagodzę ich małe frustracje. To jest więź, którą mamy i nie zamieniłbym jej na całą zabawę na świecie.

Tymczasem mój mąż nadal uchodzi za fajnego, ale dziewczyny spędzają coraz więcej czasu z przyjaciółmi, jego obowiązki nieco się poluzowały. Na szczęście dla mnie, jest naprawdę dobry w wydobywaniu mojej radości z mojej strony, więc nie zdziw się, jeśli zobaczysz, jak tańczę na stołach w pobliskim barze.