contador gratis Skip to content

Mój syn jeździł na łyżwach na swoim wózku inwalidzkim i dlatego to taka wielka sprawa

Mój syn na łyżwach
Jamie Sumner

– Proszę pani, czy chcesz, żebym mu pomogła na lodzie? Menedżer lodowiska w niebieskiej koszuli wyciągnął obie ręce, jakby prosił mnie do tańca. Ale on naprawdę tylko czekał, aż puszczę uchwyty krzeseł. Nie mogłem tego zrobić.

Kiedy planowałem letnie wakacje w Kolorado, więcej niż kilka razy ciężko mi było na myśl o wszystkich zmianach, jakie musielibyśmy wprowadzić. Chciałem być odważny i wykorzystać dzień, tak jak kazał mi Robin Williams Stowarzyszenie Umarłych Poetów, ale chciałem też, żeby wszyscy byli szczęśliwi, zdrowi i ŚPIĄ.

Wyobraziłem sobie chorobę wysokościową podczas snu na wysokości 8000 stóp. Wyobraziłem sobie drzemki, które pominęlibyśmy na rzecz wędrówek i pływania, przejażdżki pociągiem i restauracji, które moglibyśmy musieć opuścić, zanim nadejdzie jedzenie, ponieważ którekolwiek z moich trojga dzieci przeżywało krach. Ale co więcej, wyobraziłem sobie mojego sześcioletniego syna Charliego, który musi obserwować z boku, jak jego młodszy brat i siostra robią to, czego nie mógł robić na swoim wózku inwalidzkim.

Zbadałem plecaki turystyczne i kupiłem najlepszy z pięciogwiazdkowymi recenzjami i opiniami ekspertów, abyśmy mogli go zabrać na szlaki. Upewniłem się, że gondola, która wniesie nas na górę, jest zgodna z ADA. Zmusiłem go do wypicia dodatkowej wody dla suchego powietrza i wszędzie, gdzie szliśmy, brałem do wyciskania torebki musu jabłkowego.

Chciałem, żeby był obecny i uczestniczył w jak największym stopniu. Tym się właśnie zajmuję. Kiedy myślę, że może być uwięziony w swojej niepełnosprawności, opracowuję obejście – jak MacGyver, ale ze specjalnymi potrzebami.

Ale nie mogłem wymyślić sobie drogi na łyżwach. Zakładałem, że to sytuacja, w której będziemy stać z boku i patrzeć. Więc kiedy kierownik lodowiska zaproponował, że zabierze Charliego na lód na jego wózku inwalidzkim, nie mogłem się ruszyć. Ścieżka, o której myślałem, że została zablokowana, nagle się otworzyła i byłem zajęty przetwarzaniem zarówno nowych lęków, jak i nadziei.

„Kochanie, pozwól, że go wezmę”, powiedział mój mąż, Jody, wyciągając ręce dokładnie w taki sam sposób, jak kierownik – jakby wyganiał zwierzę z ukrycia. Spojrzałem na Charliego. Uśmiechnął się i wskazał na lód. To było dla mnie wystarczająco dobre. Więc usunąłem się z drogi i puściłem go.

Jody wystartowała – na tyle szybko, że aż krzyczę: „zwolnij swój ruch!” Potem po prostu poddałem się wesołości. To było zbyt nieoczekiwane, żeby nie pozwolić sobie na chwilę. Charlie kopnął nogi, a wózek ześlizgnął się i zsunął jak saneczkarstwo. Jody kręcił się w kółko, kręcił i jeździł na łyżwach do tyłu – wykorzystując cały swój trening hokejowy, aby zmusić nasze dziecko do latania. I to jest dokładnie to, co zrobił Charlie. Leciał po lodzie. Ludzie wiwatowali za każdym razem, gdy przechodził, a on machał jak król.

Po pół godzinie jego policzki były trochę czerwone, a palce trochę sine, ale to było najszczęśliwsze, jakie kiedykolwiek widziałem. Następnej nocy, kiedy wróciliśmy na drugą rundę, ktoś oświadczył się na lodzie. Charlie klaskał dla szczęśliwej pary, a one w zamian klaskały za niego. Było to wspaniałe lodowisko tej nocy i każdej nocy, którą odwiedzaliśmy.

To był rodzaj wesołości i zbiorowej miłości, o którym nigdy nie myślałem, że zobaczymy w takim miejscu, jak to, na lodzie, pod gwiazdami, 8000 stóp nad poziomem morza w mieście spalonych słońcem turystów. To był najlepszy moment włączenia, na jaki mogłem liczyć. To był cud na lodzie.