Moja czterolatka zaczyna jesienią przedszkole i to dla mnie oznacza

Moja czterolatka zaczyna jesienią przedszkole i to dla mnie oznacza

córka kinder
Liderina / Getty

Tej jesieni moja porywcza córka pojedzie do przedszkola. Z końcami urodzin, które są w naszej okolicy, będzie jedną z najmłodszych w swojej klasie, rozpoczynając naukę w wieku 4 lat. Ale ten esej nie jest o tym. Nie chodzi też o to, czy ubrać dzieci na czerwono. Istnieje wiele forów dyskusyjnych i namiętnych postów na blogach, które właśnie to robią.

To mniej więcej ostatni rok, kiedy mój partner i ja zastanawialiśmy się, czy tej jesieni wysłać naszą córkę do szkoły podstawowej. Rozmawialiśmy z jej nauczycielami, pedagogami, przyjaciółmi i rodziną. Konsultowaliśmy się z każdym ekspertem. Ale ostatecznie nie chodziło o nią. Chodziło o nas. Naprawdę chodziło o to, żebym odpuścił. Zawsze chodzi o odpuszczenie.

Odpuszczanie zaczęło się, zanim się urodziła. Odpuszczenie świecącej ciąży, na którą liczyłam, porodu, na który planowałam. Dla nas to odpuszczanie, zanim się przywitaliśmy. Po raz pierwszy spotkałem córkę na oddziale intensywnej terapii kilka godzin po jej urodzeniu.

Trzymałem się mocno przez te pierwsze miesiące jej życia. Czasami czułem fizyczny ból, gdy trzymali ją przyjaciele i rodzina. Chociaż nie nosiłam już ciężaru ciąży, wydawało mi się, że część mnie została wycięta, że ​​nie mogę wrócić. Jej wejście na świat, jej bycie poza mną oznaczało pożegnanie ze sposobem jej poznania.

Puszczanie trwało. Podekscytowanie związane z jej pełzaniem i chodzeniem połączone ze zrozumieniem, że nie potrzebuje mnie do poruszania się po świecie. Obserwując jej radosne pierwsze kęsy awokado, rozkoszowałem się jej entuzjazmem dla tej nowej formy pożywienia. Opłakiwałam, co to znaczyło nie karmić jej wyłącznie swoim ciałem.

Puszczanie stawało się bardziej ekspansywne, gdy dorastała. Pamiętam, jak pierwszy raz zaśpiewała piosenkę, której nauczyła się na zajęciach muzycznych, do których uczęszczała ze swoim opiekunem. Zrozumienie, że miała świat poza naszym światem. Że z każdym dniem stawała się coraz starsza, śmielsza i dalej.

Zaskoczenie mnie zaskoczyło, gdy urodził się jej brat. Byłam podekscytowana, mogąc powitać mojego syna na świecie, ale byłam całkowicie nieprzygotowana na smutek i poczucie winy, które czułem, że nie jestem już tylko moją córką.

4,5 roku później odpuszczenie polega na obserwowaniu, jak staje się własną osobą. Czasami ta osoba jest wymagająca i emocjonalna, a odpuszczenie polega na tym, co to znaczy odczuwać skomplikowane uczucia wobec małej istoty, którą tak bardzo kocham. Chodzi o zrozumienie moich ograniczeń jako rodzica. Chodzi o uznanie, że jest mocno sobą i tak właśnie powinno być.

Ostatecznie, w minionym roku nauczyliśmy się akceptować odpuszczanie. Kiedy doszedłem do wniosku, że niezależnie od tego, czy posyłam dziecko do przedszkola w wieku 4, 5, czy 20 lat, nadal czułbym, że odpuszczam. Że każda faza rodzicielstwa, każdy kamień milowy wzrostu, oznacza akceptację zmian i bycie obecnym z małymi stratami, które towarzyszą.

Mój ojciec powiedział mi kiedyś, że jako rodzic czuje się najlepiej, gdy ja i mój brat wyszliśmy z domu i wyruszyliśmy na własną rękę. To, że choć trudno mu było pozwolić nam odejść, wiedział, że postąpił dobrze, ponieważ posuwaliśmy się naprzód. Przez lata mnie to wprawiało w zakłopotanie. Myślę, że teraz to rozumiem.

Choć może to być trudne, moim zadaniem jako rodzica jest to ogarnąć. Więc moja zaciekła dziewczyna pojedzie jesienią do przedszkola. Jest pewna siebie i podekscytowana. Jestem podekscytowany – ale też smutny. Przykro mi było pozwolić odejść od tego, co znaczyło być rodzicem przedszkolaka, którym jest, oraz małego dziecka i dziecka, którym była wcześniej. Jestem oboje i to jest w porządku.

Więc we wrześniu odpuszczę trochę więcej (i prawdopodobnie trzymam się dużo mocniej).