contador gratis Skip to content

Moja nastoletnia córka pożycza moje ubrania

Nastoletnia córka-pożyczkobiorca-z-ubraniami

W niektóre poranki moja 16-letnia córka wyłania się z mojej niezbyt uporządkowanej szafy z jedną z moich koszul lub swetrów. Podnosi granatową dopasowaną koszulkę lub uprząż beżową bluzę z kapturem przed owalnym lustrem w łazience, gdzie ocenia, czy pasuje do potencjalnego faworyta szkolnego stroju na ten dzień.

Staram się stać z daleka, ale nie mogę się powstrzymać od patrzenia, jak ocenia swoje opcje, gdy przechyla głowę z jednej strony na drugą – jej włosy wciąż są upięte w niechlujny kucyk, który spała poprzedniej nocy – jakby dokładnie rozważa swoją decyzję.

Czasami wychodzi, wybiera jedną ze swoich rzeczy; ale w inne dni wybiera jeden z moich ulubionych – miękki czarny kardigan – i pyta: „Czy mogę to dziś pożyczyć?” pięć słów, które zdają się ujarzmiać mój dzień, o 6:50 rano – myśl, że moje ciuchy są wystarczająco dobre dla mojej nastolatki – to dobry początek.

Emily nie jest fashionistką. Nigdy nie nosiła dużo makijażu i często wybiera za duże bluzy i legginsy. Ale czasami zajmuje jej więcej czasu, ostrożnie wybierając między zieloną lub niebieską koszulką z dekoltem w szpic lub wysokimi czarnymi butami a grafitowymi trampkami Converse.

Ale to właśnie w te szczególne poranki, kiedy to moja szafa, wplata się w nią i poza nią, czuję się bardzo podekscytowany, jakby to było potwierdzenie, że może jej mama jest trochę fajna. Coś w jej wyciągnięciu czarno-białej koszuli w paski, którą nosiłem tydzień wcześniej, lub oliwkowego swetra, o którym zapomniałem, że mam, przypomina mi nie tylko wspólne poczucie stylu, ale także naszą bliskość, że nawet w tych młodzieńczych latach są nadal połączone. Że nasz związek to coś więcej niż tylko to, że zawoziłem ją na trening pływacki iz niej, a także jej obecność przy stole podczas rodzinnego wieczoru taco.

Dorastając, ani razu nie pożyczyłem ubrania mojej mamy. Jej nieskazitelna szafa, z bluzkami w rzędzie, każdy guzik precyzyjny, każda zmarszczka doskonale wyprasowana. Swetry i koszule były starannie ułożone, jakby pracownik Talbots przychodził codziennie, kilka razy dziennie, aby złożyć i ponownie złożyć każdy element ubrania. Z jej butami i kapciami starannie ułożonymi w rzędzie i starannie zwisającymi paskami, zapach jej pachnących lawendą pasków utrzymywał się słodko w powietrzu. Mama zawsze miała dobry styl. I prawie nosiliśmy ten sam rozmiar. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby pożyczyć jej ubrania. Może nie zajrzałem wystarczająco do jej szafy. Może powinienem był poświęcić więcej czasu na przeglądanie jej półek i wiszących koszul, poprawiając granatowy welurowy szlafrok, który czasami nosiła, robiąc nasze kanapki z bologną i szwajcarskim serem. A może po prostu nie chciałem.

Kiedy myślę o szafie mojej mamy, nie wiedziałem wtedy, co to znaczy pożyczyć, a czego nie pożyczyć jej ubrań. Ciągłe „kim jestem?” pytanie pokutujące w moich nastoletnich latach. Ale teraz, kiedy moja córka czasami wybiera moje ubrania, zdaję sobie sprawę, że nie chodzi tylko o to, że moja mama i ja mieliśmy inne poczucie stylu, ale mieliśmy inny typ relacji. Może to dzisiejsze pokolenie z bliskością matki i córki; ponieważ taki poziom intymności, jaki mam z Emily, nie miałem z moją matką, kiedy dorastałem.

Obecnie relacje są często definiowane przez poczucie natychmiastowości, instynktowny moment w czasie; Emily i ja „meldujemy się” i często pozostajemy w kontakcie przez cały dzień: prosimy o zabranie garnituru i ręcznika na basen; odbierze cię za 15; uzyskał 89 punktów na teście Chem !!! A kiedy przymierza i pożycza moje ubrania przed szkołą, jest to coś jeszcze bardziej osobistego – jakby nie tylko pokazywała mi stylowe kciuki w górę z wieloma emotikonami z uśmiechniętą buźką. Raczej jest to bardziej potwierdzający wykrzyknik, jakby odbierała kawałek mojej tożsamości, a wszystko to bez cienia samoświadomości.

Pamiętam, jak trzymałem małą rączkę Emily, gdy szliśmy przez dział dziecięcy Nordstrom w Westchester Mall, jej przekrzywione warkocze kołysały się z boku na bok. Posadziłem ją na kolanach w przerośniętej narożnej garderobie, pomagając założyć jedną nogę, a potem drugą w parę jaskrawoczerwonych legginsów. – Ręce do góry, słodziutka – powiedziałam, po czym włożyłam białą koszulkę z długim rękawem upstrzoną malutkimi truskawkami. Trzymając się za ręce, spojrzeliśmy razem w lustro, aby ocenić, czy strój nam się podobał. Dziś decyzja należy raczej do niej niż do nas. Ale w te dni, kiedy biała koszulka z długim rękawem, którą wybiera, pochodzi z mojej szafy, to tak, jakbym, tak jak lata temu, byłam częścią jej procesu decyzyjnego.

Kiedy moja córka wychodzi rano z domu w jednym z moich swetrów, oznacza to dla mnie coś więcej niż tylko: „Lubię pożyczać twoje rzeczy”. Raczej subtelnie mówi: „Jestem z tobą połączony, jestem pod twoją opieką”, jakby nosząc część mojego ubrania, w jakiś sposób wiedziała, że ​​jest pod moją opieką. I ja też to czuję, kiedy wiozę ją do liceum, a ona wysiada z samochodu i idzie w stronę frontowych drzwi. Przez większość czasu nie odwraca się, żeby pomachać na pożegnanie. I to jest w porządku. Moja nastoletnia córka zdecydowała się pożyczyć moje ubrania. Może to sprawia, że ​​czuję się trochę jak biodro. Może to jak pieczątka na moim wyborze stylu. A może to tylko na ten konkretny dzień, nosząc moją koszulę, sweter lub kurtkę, czuje, że jestem owinięty wokół siebie.