contador gratis Skip to content

Moje dzieci dorastają, ale moja praca zdecydowanie nie jest „skończona”

kids-Job-prawie-gotowe-1
Straszna mama i Jamie Hodgson / Getty

„Mamo, co robisz przez cały dzień?” mój siedemnastoletni syn Dylan zapytał mnie pewnego dnia zeszłej wiosny, kiedy przechodził przez kuchnię, wrzucając do zlewu swoją miskę płatków – posypaną jednodniowymi matowymi płatkami.

“Dlaczego pytasz?” Zapytałem, pod wrażeniem, że jego miska na płatki rzeczywiście dotarła do zlewu, zamiast ropieć w jego pokoju, zastygając w zielonej, puszystej masie pod łóżkiem.

– Cóż – kontynuował – tak jak wiem, że zostałeś w domu, żeby nas wychować, ale ponieważ w przyszłym roku idę do college’u, a Brennan będzie miała szesnaście lat i będzie w stanie jeździć wszędzie, to jakbyś skończył być rodzic.”

Trochę gotowe? Te słowa zszokowały mnie jak wiadro zimnej wody na mojej głowie, sprawiając, że zacząłem łapać oddech. Trochę gotowe? O nie, nie, nie, Nigdzie nie skończyłem z wami dzieci, Pomyślałem sobie, mieszanina złości, strachu i wątpliwości bulgotała w moim ciele.

Kiedy moje dzieci były małe, obiecywałam sobie, że będę idealną mamą. Carol Brady nowego tysiąclecia. Czytałem im każdego wieczoru i robiłem im zielone koktajle każdego ranka. Tworzyłbym wykresy do obowiązków domowych i oczekiwałbym, że zostaną wykonane bez narzekania. Uczyłabym je, jak dzielić się z innymi, oddawać mniej szczęścia iw żaden sposób nie pozwalać im nosić szortów w temperaturach poniżej sześćdziesięciu stopni.

Z perspektywy czasu może nie osiągnąłem ideału. Czasami wolałem oglądać Kawaler zamiast czytać Jeśli dasz myszce plik cookie. Być może jedyną zielenią na śniadanie była prawoślazowa koniczyna unosząca się w miseczkach z płatkami śniadaniowymi. Może słowa „Posprzątaj swój pokój i nie każ mi więcej pytać” wyleciały mi z ust w decybelach bardziej odpowiednich na mecz piłki nożnej niż w dziecięcym pokoju i zwykle chciałem, żeby założyli jakieś cholerne spodnie krótkie czy nie, żeby nie przegapili autobusu. Ale pomimo wybojów po drodze zawsze miałem więcej czasu. Czas poprowadzić ich do inteligentnych, słodkich, grzecznych i czarujących mężczyzn, którymi mieli być.

Jednak zeszłej wiosny rozważałem możliwość, że słowa Dylana były prawdziwe: że byłem taki Gotowe. Pamiętam, że pomyślałem, że to oznacza, że ​​nie tylko nie jestem idealną mamą, ale jestem do niczego. Jeśli skończyłem, oznaczało to, że ostatecznym produktem jest dwóch chłopców, którzy, choć kochający, zostawiają mokre ręczniki na podłodze, aż zapach stęchlizny opanuje tylny korytarz. Chłopcy, którzy uważają gofry Eggo za pożywne śniadanie, obiad i kolację. Chłopcy, którzy wkładają kartony po sokach z powrotem do lodówki, pozostawiając na dnie tylko jaskółkę, i rzucają śmierdzące skarpetki w róg kuchennej podłogi. Nie mogłem nawet pomyśleć o dziewczynach, które porzucili SMS-em, pustych rolkach papieru toaletowego wiszących na haczyku i niedokończonej pracy domowej pozostawionej na blacie. Samo myślenie o tym skłoniło mnie do przypięcia do każdego z nich plakietki, która brzmiała: „Drogi przyszły partner, przepraszam, zrobiłem, co mogłem. Powodzenia.” Pani Brady nigdy by na to nie pozwoliła.

„Och Sherri, twoi chłopcy są wspaniali, a ty jeszcze nie skończyłaś” – powiedziała mi moja przyjaciółka Victoria pewnego popołudnia kilka dni po komentarzu Dylana. Próbowała mnie pocieszyć, kiedy płakałem w kieliszku chardonnay. „Po prostu przechodzisz do najtrudniejszej części”. Trudna część?

„Wkrótce będziesz musiał się wycofać i pozwolić im robić swoje” – wyjaśniła Victoria, matka dwójki dwudziestolatków. „Nie ma nic trudniejszego niż obserwowanie, jak dzieciak, którego tak bardzo kochasz, robi naprawdę głupie rzeczy i świadomość, że nie możesz ich powstrzymać” – powiedziała z miną kobiety, która tam była. „I powiem ci, że podejmują naprawdę głupie decyzje”.

Minął ponad rok od komentarza Dylana w kuchni. W tym czasie wiele się zmieniło (no cóż, poza mokrymi ręcznikami). Widzę, jak dojrzewa w tego słodkiego, czarującego, inteligentnego młodzieńca, o którym miałem nadzieję, że się pojawi. Obecnie ma 18 lat i ukończył szkołę średnią; pracuje w pełnym wymiarze godzin i przygotowuje się do wyjazdu na studia za kilka tygodni. Victoria miała rację: moja praca jako jego mamy w zeszłym roku była dla mnie wyzwaniem.

Zdałem sobie sprawę, że muszę trochę poluzować rodzicielski uścisk, ułatwiając Dylanowi i mnie wejście w dorosłość. (Jego młodszy brat, jeszcze nie tak bardzo.) Złagodziłem przypomnienia, by wstać do pracy, nauczyłem się połykać „nie zapomnij” i „dokąd idziesz”, które grożą mi codziennie wyskakiwaniem z ust . Wyrzuciłem nawet godzinę policyjną i przestałem sprawdzać Find My Phone pod kątem jego miejsca pobytu (chociaż nie usunąłem aplikacji – hej, to postęp).

Porównałam mój rozwój rodzicielski do psiej kupy. Kiedy moje dzieci były młodsze, potrafiłem powstrzymać je przed stąpaniem po śmierdzącej kupie psiej kupy na chodniku, czasem delikatnym stuknięciem, a czasem głośnym „uważaj!” Teraz, gdy są nastolatkami, bo wiedzą wszystko, a ja najwyraźniej nic nie wiem, wkraczają w kupę – i (kiedy już skończę przeklinać) sprzątam bałagan z ich ulubionych butów Air Max, żeby ich nie śledzili do domu. Ale mam nadzieję, że jako młodzi dorośli będą mogli zobaczyć kupę przed sobą i dokonać wyboru, aby ją obejść, a jeśli w nią wkroczą one posprzątam to.

Nie oznacza to, że kiedy Dylan wyjeżdża na studia tej jesieni, a Brennan wkrótce potem, nie będę spać w nocy i martwić się, mając nadzieję, że są bezpieczni, karmieni i szczęśliwi. Wiem, że moje serce trochę pęknie, gdy zostaną zmiażdżone przez pierwszą prawdziwą miłość lub zgubią swoją drogę. Jednocześnie będę gotów kibicować im, gdy podejmą wymarzoną pracę lub wyruszą w nową przygodę. A kiedyś wnuki? Zdecydowanie jestem na to! Ale przede wszystkim planuję być przy każdym z nich, gdy wejdą w wielką kupę kupy, wręczą im wybielacz i mimo wszystko ich pokochają. Więc trochę gotowe? Nie, nie jestem nawet blisko.