contador gratis Skip to content

Moje dziecko już dorosło i chciałbym mieć trochę więcej czasu

puste gniazdo

Mój syn poinformował mnie niedawno, że nie pisałem posta od prawie roku. I to nie z braku materiału. Szczerze mówiąc, w tym czasie wydarzyło się kilka rzeczy, które są całkiem godne internetu.

Mógłbym napisać o tym, jak odciąłem część kciuka za pomocą krajalnicy do mandoliny. O tym, jak podniosłem kawałek kciuka, który odciąłem, włożyłem go z powrotem na miejsce, owinąłem wokół niego papierowym ręcznikiem i właściwie debatowano przez kilka minut, czy potrzebowałem pomocy medycznej. Okazuje się, że potrzebowałem kilku tygodni opieki medycznej. Myślę, że tylko prawdziwy Włoch poświęciłby część palca, żeby jej rodzina mogła idealnie pokroić smażonego bakłażana.

Mógłbym napisać o tym, jak zaraz po tym, co obecnie nazywa się „Incydentem z mandoliną”, zdiagnozowano u mnie raka skóry głowy. Ale moje pisanie jest zwykle bardziej humorystyczne i naprawdę nie mogłem wymyślić, jak zmienić to w coś zabawnego. Nawiasem mówiąc, teraz jest w porządku. Żartujesz sobie, rak płaskonabłonkowy.

Inny temat, o którym mogłem pisać w Internecie: moje najstarsze dziecko skończyło liceum. To duże wydarzenie, prawda? Została przyjęta na University of Washington, jej szkołę pierwszego wyboru, a nasze rodziny przyleciały po jej ukończenie, było fajnie i fajnie i prawdopodobnie uroniłem kilka łez podczas ceremonii. Naprawdę nie pamiętam.

A potem tego lata pracowała, aby zaoszczędzić pieniądze, i rozmawialiśmy o tym, czego będzie potrzebować do szkoły. Kupiliśmy nową pościel do jej akademika. I to było ekscytujące i nic mi nie było. Kupiliśmy szuflady i minilodówkę. I było dobrze. Kilka dni temu zamówiliśmy jej podręczniki online i wysłaliśmy je na jej adres w akademiku. I nadal było dobrze.

A potem wczoraj spakowaliśmy wszystko do samochodu, wjechaliśmy nim na prom i wyruszyliśmy na UW w Seattle. Przenieśliśmy ją do czystego, jasnego, prawie zupełnie nowego budynku akademika. Potem zjedliśmy cudowną kolację z jej współlokatorką i jej super-miłą rodziną i wszystko powinno być w porządku.

Ale kiedy przytuliłem córkę na pożegnanie i patrzyłem, jak idzie ulicą miasta, z dala od nas, jej rodziny, jej opiekunów, to było jak patrzenie, jak wychodzi z dzieciństwa. I w nieznane. A potem nie było dobrze. Więc teraz napiszę.

To tak, jakbym został trafiony emocjonalnym odpowiednikiem huraganu. To znaczy, pomyślałem, że będę smutny, kiedy wyjdzie. Nie możesz spędzać z kimś każdego 18-letniego dnia, a potem nie przegapić ich, kiedy się wyprowadzają, nawet jeśli twoje dziecko jest wrzodem na dupie. Mój nie jest, nawiasem mówiąc, co prawdopodobnie utrudnia.

Wiedziałem, że będę się martwił, ponieważ do tej pory prawie cały czas wiedziałem, gdzie jest moje dziecko. Wiedziałem, o której położyła się spać, o której się obudziła i co zjadła na śniadanie. Teraz, z dnia na dzień, mieszka w dużym mieście i nie wiem, czy wystarczająco się wyspała, w co się ubrała, czy też pamiętała, żeby zabrać ze sobą kurtkę. Jedyne słowo, które przychodzi mi do głowy, aby opisać całą tę niewiedzę, jest… niepokojące.

Co dziwne, obok zmartwienia jest poczucie winy. Zastanawiam się nad wszystkim, co kiedykolwiek zrobiłem jako rodzic. Czy odpowiednio przygotowałem ją do „prawdziwego” świata? Przestraszyłem ją za bardzo czy za mało? Czy naprawdę będzie trzymać gaz pieprzowy w plecaku? Czy użyje go, jeśli będzie musiała? Dlaczego nie kazałem jej wziąć udziału w zajęciach z samoobrony? Czy wie, jak wysłać paczkę? Czy kiedykolwiek powiedziałem jej, że poczta jest zamykana o 5:30?

Gniew. Nie spodziewałem się, że poczuję złość. Tak, jestem teraz wkurzony na świat, że nie przygotowałem mnie na to. Ile niezamówionych porad otrzymujemy w latach rodzicielstwa? Tysiące? Na każdym innym etapie czułem się zasypywany informacjami i opiniami. Ludzie bez końca mówią o tym, jak trudno jest mieć noworodka, bezsenne noce, karmienie piersią, wspólne spanie. Napady złości malucha. Przedszkolaki wybredne. Lata gimnazjalne, hormony, wredne dziewczyny, zastraszanie. Szkoła średnia, presja rówieśnicza, narkotyki, alkohol, stres akademicki. SMS-y i prowadzenie pojazdu. I tak dalej. To znaczy, nie można do tego zmusić ludzi Zamknij się o tych rzeczach.

Ale kiedy wspominasz, że Twoje dziecko wyjeżdża na studia, odpowiedź zawsze brzmiała: „Och, jakie to ekscytujące!” i to wszystko. Cóż, teraz, kiedy to się stało, myślę: „Zaczekaj chwilę! Dlaczego zrobił nikt powiedz mi, to znaczy naprawdę Powiedz mi, że, to, to jest kamieniem milowym, który jest absolutem najtrudniejsze czas rodzicielstwa wszystkich? ” Ani jedna osoba nie powiedziała: „Och, twoje dziecko wyjeżdża na studia? Tak mi przykro. To dla ciebie totalnie kiepskie ”.

I kierunek, Cieszę się z jej powodu. I kierunek, Jestem podekscytowany za nią. I nie, nie wolałbym, żeby została w domu na zawsze. Ale nic z tego nie umniejsza faktu, że dla mnie, mamy, jest to teraz do niczego. Więc mówię wam teraz, rodzice młodszych dzieci, ponieważ nikt mi tak naprawdę nie powiedział. To jest do bani. Nie ma za co.

Ludzie mówią: „Och, masz szczęście, że ona będzie za godzinę drogi”, co aż do wczoraj naprawdę mnie pocieszało. Ale szybko zdałem sobie sprawę, że nie ma to większego znaczenia, jeśli nie ma jej w sypialni i jest godzina drogi, a jeśli nie ma jej w sypialni i jest pięć godzin stąd. Tak czy inaczej, nie ma jej w swojej sypialni. Tak czy inaczej, w domu jest za cicho.

Ciągle mam w głowie tę wizję mojej małej dziewczynki odchodzącej w kierunku jej budynku, aw tej wizji walczę ze łzami i krzycząc: “Czekać! Obróć się! Proszę, jeszcze nie skończyłem. Potrzebuję więcej czasu… tylko trochę więcej czasu! ”

Ale mój czas się skończył i wszystko, co mogę zrobić, to mieć nadzieję, że dobrze go wykorzystałem.

I chociaż moje serce jest ciężkie, a emocje pomieszane, moja głowa jest czysta i znam prawdę. Potrzebuję trochę więcej czasu… ale ona tego nie robi. Jest silna, mądra, piękna i gotowa. Ona jest cała twoja, świecie. Proszę, traktuj ją uprzejmie.