contador gratis Skip to content

Myśli o 20-letniej przerwie w college’u

wspominając college w wieku 40 lat
Gratisografia

W dniu, w którym skończyłam 20 lat, dostałam kartkę urodzinową od mojego młodszego brata. „Wow” – napisał swoją ciasną, postrzępioną kursywą – „Nie mogę uwierzyć, że jesteś 20! ” Ja też nie mogłem w to uwierzyć. Dwudziestka to wielka sprawa – matematyczny koniec dzieciństwa i dorastania, początek dorosłości. W końcu byłem na tyle dorosły, że ktoś był pod wrażeniem mojego wieku, ale wciąż był na tyle młody, że nie obraziło mnie ich zdziwienie.

Oczywiście nic się tak naprawdę nie zmieniło w dniu, w którym skończyłam 20 lat. Wewnątrz nadal czułam się 19, 14, a czasami nawet 10. Niezależnie od kalendarza, nie zbliżałam się wcale do dorosłości. Ale 20 to chyba pierwszy raz, kiedy zdałem sobie sprawę, że nigdy tego nie zrobię być znowu coś – nastolatek, dziecko – i ten czas naprawdę poszedł tylko w jednym kierunku.

Byłem przygotowany na 20 zjazd uczelni, aby poczuć się podobnie przyziemnie. W moich cynicznych chwilach uważałem to za niewiele więcej niż sposób na zwiększenie darowizn absolwentów i wzbudzenie lojalności uczelni. Poza tym ze wszystkich dni naszej kariery w college’u, które świętowaliśmy, ukończenie szkoły było chyba najmniej znaczące ze wszystkich. Nasz odbył się na stadionie piłkarskim – miejscu, które rzadko odwiedzałem podczas moich czterech lat – w celu spełnienia wymogów bezpieczeństwa mówcy inauguracyjnego, prezydenta Clintona. Musieliśmy przybyć bardzo wcześnie, aby przejść przez wykrywacze metali, a mimo ulewnego deszczu nikt z nas nie był w stanie nosić parasoli ze względu na zagrożenie bezpieczeństwa. W różnych kierunkach ciągnęli nas rodzice, dziadkowie i rodzeństwo. Nie, ukończenie szkoły wcale nie przypominało college’u – może bardziej przypominało prawdziwe życie – więc obchodzenie rocznicy wydawało się arbitralne, fałszywe upamiętnienie przeważnie pustej chwili.

A jednak panująca mądrość mówi, że tylko przegrani lubią zjazdy – ludzie, którzy nie wykroczyli poza okres dojrzewania lub ci, którzy chcą pochwalić się, jak wspaniałe potoczyło się ich życie. Więc czy nie jest fajnie powiedzieć, że świetnie się u siebie bawiłem?

W widzeniu ludzi, którzy cię znali, gdy byłeś młody, jest coś innego niż wszystko inne. Nawet jeśli tak naprawdę się nie znaliśmy, a może nie lubiliśmy się, łączyliśmy niepowtarzalną intymność. Pod rozmową o karierach i dzieciach oraz miłości i żalu płynęła rzeka zrozumienia: Pamiętam cię, kiedy byłeś młody, kiedy dopiero zaczynałeś sobie wyobrażać, jak może wyglądać świat z tobą w nim. I przebywanie w pobliżu ludzi, którzy to pamiętali, sprawiło, że my też to zapamiętaliśmy.

Po raz pierwszy od lat na kampusie czas wkroczył i wyniósł się – życie tam wydawało się minutę i sto lat temu. Skręciłem za róg i zobaczyłem przyjaciela wychodzącego z dormitorium i przez chwilę wydawało mi się, że nadal tam mieszkamy. Omawialiśmy wczesną menopauzę przy tych samych stołach, na których kiedyś omawialiśmy przygody na jedną noc i lęki związane z ciążą. Przypomniałem koleżance noc, kiedy dowiedziała się, że jej chłopak zdradził ją z jej najlepszą przyjaciółką, tej samej nocy, kiedy przefarbowałam włosy na czerwono za pomocą Kool-Aid. Zapomniałem o intensywności, z jaką tu żyliśmy i kochaliśmy, o tym, jak dorastaliśmy z naszymi chłopakami i planami zawodowymi, o naszej szczerej wierze w to, co tworzy dobre życie. Zrobilibyśmy to inaczej – lepiej – niż ktokolwiek inny, kto był przed nami. Teraz, 20 lat później, chcieliśmy odwrotnie, zostawić za sobą dorosłe życie i powrócić do beztroski naszej młodości. Tak, poszliśmy na kompromisy, wiele z nich i nie było nam z tym problemu.

Stojąc pod namiotem w piątek wieczorem, tupiąc nogami w podłogę, żeby się rozgrzać, opowiedziałem znajomym, jak spędziłem większość tygodnia poprzedzającego spotkanie, zgarbiony na podłodze pokoju mojej córki, przyszywając imienne etykiety na jej bieliznę dla Obóz letni. „Nie wyobrażam sobie, żebyś to robił” – powiedział jeden z przyjaciół, a ludzie wokół niego przytaknęli. Byłem zaskoczony. To byłem teraz ja – czy kiedyś byłem taki inny? Co jeszcze o mnie pamiętał, o czym zapomniałem?

Weekend trwał w ten sposób, grupy ludzi stały wokół, wspominając fragmenty tej samej historii, kiedy razem staraliśmy się stworzyć całość. Czy to była noc, w której zgubiłeś buty? A może to był rok młodszy? Czy byłeś tam tej nocy, kiedy pocałowałem tego chłopca? A jak miał na imię? Wszystko zlewało się ze sobą, wspomnienia popękane, linie czasu szkicowe. Przeszłość była diamentem, który badaliśmy pod różnymi kątami.

Teraz poruszaliśmy się po kampusie inaczej. Wiadomości tekstowe przelatywały w powietrzu, obciążając sieć. Gdybyśmy wtedy mieli telefony komórkowe, wysłałbym tylko nieskończony ciąg gdzie ru gdzie ru gdzie ru. Koniec z okrężnymi wędrówkami i przypadkowymi spotkaniami, wszystko zorganizowane, zaplanowane, z góry ustalone. Ale to, co pozostało niezmienne, to nasza potrzeba spotkania się, połączenia.

Podczas sobotniego obiadu usiedliśmy przy stole piknikowym, gdy jedna kobieta opowiadała nam o śmierci swojego ojca, boleśnie znanej historii o chorobie, diagnozie i śmierci. Siedzieliśmy i słuchaliśmy, szanując jej smutek. „Pamiętam spotkanie z twoim tatą” – powiedział ktoś. “Ty robisz?” – zapytała, przypominając sobie historię, którą opowiadał. To był ten, o którym zapomniała, i wzruszył mnie sposób, w jaki go moczyła, kąpiąc się w pamięci o ojcu. Nie zapomniano o nim również w tym miejscu; jego fragmenty wciąż tu są porozrzucane.

Rozmawiałem z chłopcem, który zapłodnił swoją dziewczynę z college’u i poślubił ją, gdy był jeszcze studentem. Nadal są małżeństwem – od 20 lat – i zastanawiałam się w milczeniu, co trzeba zrobić, żeby się tu dostać, jak udało im się przejść tą trudną, samotną ścieżką. Uśmiechnął się, opowiadając o ich najmłodszej córce, zawodowej walcowni. Aby odnieść sukces, powiedział: „Potrzebujesz równowagi, siły rdzenia i szybkich małych kocich łapek”.

Twarze moich przyjaciół są starsze, a zmarszczki są głębsze, gdy się śmieją. Mężczyźni zmieniają się w ojców, których spotkałem kiedyś w weekend rodziców. Jeśli w prawdziwym życiu potrafię trzymać się z daleka od procesu starzenia się, wyobrażam sobie, że mi się to nie przydarzyło, to widok ludzi, których znałem, gdy byliśmy młodzi, przypomina mi, że nikt z nas nie jest odporny. W miarę upływu weekendu przemowa się zmieniła. Podjęliśmy się trudnych tematów, takich jak uzależnienie, żal i rozpacz. Zdałem sobie sprawę, że nie ma zwycięzców i przegranych, że tylko dlatego, że przegrałeś jedną rzecz, nie oznacza, że ​​nie stracisz wszystkiego. Są ludzie, którzy mają więcej, i tacy, którzy mają mniej, i nie ma w tym żadnego rymu ani powodu.

Wróciłem w nocy do swojego pokoju hotelowego i zapisałem w zeszycie. Nie, nie ma nic szczególnego w 20, nic, co odróżnia ją od 10, 15 lub 42. Większość momentów przejścia nie ma miejsca w przypadku klaśnięcia pioruna, uderzenia pioruna lub formalnego spotkania na greenie. Zakradają się do ciebie grubo i powoli, tak jak kot budzi cię rano. Najpierw łapie drzwiczki w drzwi, potem wspina się i muska cienkimi wąsami twoją śpiącą twarz. W końcu wstaniesz, aby ją nakarmić, ale potrzebujesz jeszcze tylko kilku minut pod kołdrą, zanim będziesz gotowy stawić czoła dniu.

W niedzielny poranek padał lekki deszcz i ogarniała mnie melancholia. Sobotnie krystalicznie błękitne niebo poszarzało, kampus pokrywał wilgotny koc. Podczas śniadania w hotelu zdecydowałem, że czas już iść. Nie chciałem wracać do kampusu, stać pod smutnym, mokrym namiotem i żegnać się ze wszystkimi. Nie chciałem sobie wyobrazić, jak wrócą do swojego prawdziwego życia, życia tak pełnego, bogatego i skomplikowanego jak moje. Chciałem zatrzymać tu wszystkich, jak skamieniałości wyryte w starożytnych głazach. Chciałem sobie wyobrazić, że zawsze tam będą – że oni miał zawsze tu byłem – ludzie, którzy pamiętali moją wersję, którą ledwo pamiętałem. Chcę, żeby tu zostali, abym zawsze mógł wrócić i zanurzyć w niej chochlę, ilekroć będę potrzebował łyka.