contador gratis Skip to content

Myślisz, że jesteś teraz zmęczony? Poczekaj

Rodzicielstwo: przejście od zmęczenia do wyczerpania
Zsolt Biczo / Shutterstock

Jako oczekująca mama prawdopodobnie otrzymałeś ostrzeżenie „Śpij teraz, póki jeszcze możesz”. (Umm, jakbyś mógł sobie pozwolić na dodatkowy sen i zaoszczędzić go, kiedy go potrzebujesz? Jak możesz nawet spać dłużej niż kilka godzin, podczas gdy twój 8-miesięczny płód kopie twój pęcherz?)

Jako nowa mama prawdopodobnie słyszałeś: „Śpij, kiedy dziecko śpi”.

tak, jasne. Słyszeliśmy to wszystko.

Wiedziałem, że wchodząc w rodzicielstwo, będę zmęczony. Wiedziałam, że mój mąż i ja będziemy wykończeni opieką nad noworodkiem. I byliśmy, ale przeżyliśmy. Nie wiedzieliśmy, co do cholery robimy, ale udało się.

Jasne, we wczesnych tygodniach grzebaliśmy w dniach niekończącego się karmienia, snu i pieluchowania. Ale minęło trochę czasu, żeby zjeść porządne posiłki i wziąć prysznic. Chodziliśmy nawet na spacery po okolicy, które najczęściej przypadały na szaloną godzinę czarownic naszego maluszka. Byliśmy zmęczeni, ale przeważnie czuliśmy się prawie jak ludzie.

Kiedy nasz syn miał około miesiąca, odbyliśmy małe spotkanie w naszym domu i kilka osób powiedziało ze zdziwieniem: „Wow, dobrze wyglądasz. Naprawdę wyglądasz wypoczęty. ”

I wiesz, dlaczego wyglądałem na tak cholernie wypoczętego?

Ponieważ opieka nad noworodkiem wcale nie jest tak męcząca i wyczerpująca jak pogoń za sześciomiesięcznym dzieckiem, które uczy się raczkować.

Kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem byłam na podłodze i pakowałam prezenty, podczas gdy nasz syn spędzał trochę czasu na brzuszku. Podniósł się na rękach i prawie na kolanach, co było czymś nowym. A potem zaczął się kołysać w tę iz powrotem. Przestałem się owijać, a mój mąż i ja nawiązaliśmy kontakt wzrokowy. Coś się działo. To było inne.

Nasz syn ruszył do przodu.

Czy on… Czekaj… Czy to się liczy? Czy on jest…

Następną rzeczą, o której się dowiedzieliśmy, był przeciskanie się przez dywan i szarpanie rolki papieru do pakowania. Nie trzeba dodawać, że Boże Narodzenie stało się ciągłym cyklem zamiatania igieł sosnowych i drzazg, przenoszenia ozdób poza ich zasięg i ponownego pakowania prezentów.

Po kilku tygodniach pełzania po wojsku mój syn podszedł do schodów. Byliśmy w kuchni na parterze naszego dwupoziomowego domu. Gotowałem obiad i pomyślałem, że jest bezpieczny, ponieważ tak naprawdę nie mógł nigdzie iść.

Myliłem się.

Patrzyłem, jak wyciąga rękę i kładzie jedną rękę, a potem drugą, na pierwszym stopniu.

Co…?

A potem jego tyłek podniósł się z ziemi.

Nie, nie może.

A potem wstał.

Nie. Nie. Nieee!

Pobiegłem za nim, kiedy podniósł kolano na najniższy stopień i sięgnął jedną ręką za drugą do następnej. Podparłam jego tyłek ręką i weszłam z nim po schodach. Całe cholerne schody… bez zatrzymywania się… za pierwszym podejściem. Na podeście doczołgał się do drzwi frontowych i zaczął w nie walić. Otworzyłem drzwi i usiedliśmy, patrząc na zewnątrz. Kilka miesięcy później to nadal jedno z jego ulubionych zajęć.

Ten mały kamień milowy doprowadził mnie i mojego męża do czystej paniki. Teraz, kiedy dzieciak czołgał się i wchodził po schodach, zaczynał też podciągać się na wszystko – kanapę, stolik do kawy, bramkarz, moje spodnie, ceglany kominek. Niestety, to oznaczało, że on też brał udział w małych upadkach. W rezultacie otrzymaliśmy poduszkę wykonaną na zamówienie na kominku i podwórku oraz jardy z piankowymi obrzeżami na rogach stołów, szafek i kuchennej wyspy.

Pełzanie po brzuchu dziecka szybko przekształciło się w pełzanie na rękach i kolanach. Teraz jest we wszystkim. Do góry schodami. W dół korytarza. Na stoliku do kawy…na tym. Wspinając się po uchwytach kuchennej szuflady. Rozplątywanie rolki papieru toaletowego. Spłukiwanie cholernej toalety (drzwi łazienki są teraz po prostu zamknięte). Chwycił się krawędzi stołu w jadalni, jakby próbował podciągać się. Próbuje wspiąć się głową w dół do swojego bramkarza. Krążąc od stolika do stolika na koniec, do paczki i zabawy do krzesła.

Teraz jestem zmęczony.

Nie, byłem zmęczony, kiedy po raz pierwszy przywieźliśmy go ze szpitala do domu.

Teraz jestem kurwa wyczerpany.

A teraz wygląda na to, że jest prawie gotowy do chodzenia.