Saltar al contenido

Nadal winię siebie za czas, kiedy mój syn odszedł

son-wandered-away-1
Scary Mommy and Phique Studio

Było piękne, jasne jesienne popołudnie i moje dzieci przesiadywały na placu zabaw szkoły mojego starszego syna, tak jak dziesiątki razy wcześniej. Szkoła właśnie się wypuściła i wszędzie były dzieciaki grające w berka, zwisające z barów z pieniędzmi, skaczące w tę i inną stronę.

Mój trzecioklasista grał w piłkę nożną ze swoimi przyjaciółmi, a mój trzyletni syn Peter bawił się z innym młodym rodzeństwem, które się kręciło. Wydawał się trochę bardziej temperamentny tego popołudnia, ale nie było to nic niezwykłego dla namiętnego, aktywnego małego dzieciaka, takiego jak on. Narzekał mi, że jest gotowy do wyjścia, ale powiedziałem mu, żeby poczekał jeszcze kilka minut, aż jego brat skończy.

Pamiętam, że patrzyłem na telefon, ponieważ przyszła wiadomość od męża o tym, o której wraca do domu. Nadal pilnowałem Petera jak jastrząb, ponieważ wiedziałem, że ma skłonność do oddalania się, ale obliczyłem, że mam wystarczająco dużo czasu, aby zająć się krótkim SMS-em.

Myliłem się. Kiedy podniosłem wzrok, Petera nie było. Na początku myślałem, że właśnie poszedł pobawić się w innym miejscu na placu zabaw, ale kiedy przeskanowałem plac zabaw w poszukiwaniu jego turkusowej bluzy z kapturem, nie było nic. W panice wykrzyknąłem jego imię: „Peeeeeettteerrr !!!! Gdzie jesteś?”

Wciąż nic.

Guillaume-d2 / Pixabay

Mój przyjaciel zobaczył, że wpadłem w panikę, zapytał, co się stało, i szybko zebrał zespół, aby wyruszyć na polowanie na Petera. W tym momencie moje serce waliło w piersi i nie myślałem racjonalnie, ale pamiętam, że zdecydowałem się wyjść po schodach z placu zabaw na chodnik, mając mgliste wspomnienie, że to tam Peter spędzał czas, kiedy błagał mnie, żebym wyszedł, tuż przed otrzymaniem SMS-a.

Pobiegłem po schodach. Czas robi zabawne rzeczy, gdy wpadasz w całkowitą panikę, szukając zagubionego dziecka. To było tak, jakby czas płynął w najwolniejszym możliwym tempie na świecie, a także z dużą prędkością ognia.

Pamiętam, że czułem się pewien, że zostanie znaleziony i będzie w porządku, a także absolutnie pewien, że nigdy go nie znajdę lub że zostanie mu w jakiś sposób skrzywdzony. Dziwnie można było poczuć obie rzeczy naraz.

Dotarłem na szczyt schodów i musiałem zdecydować, którą drogą iść dalej. Znowu podążałem za swoim instynktem i skręciłem w lewo. Naprawdę nie mogłem ci powiedzieć, dlaczego, ale czułem się dobrze. Zobaczyłem kobietę, która wyglądała, jakby właśnie wyszła z pociągu, z teczką stojącą obok niej bezczynnie, jakby dzisiaj był normalny dzień, a nie dzień, w którym prawdopodobnie straciłbym mojego ukochanego syna.

Przeszedłem przez podjazd szkoły (Samochody!!! Mógł zostać potrącony przez samochód !!!) i poszedłem jeszcze pół przecznicy na trawnik przy kościele, gdzie czasami bawimy się też po szkole.

I tam był – O mój Boże, tam był – leżąc na trawie, szlochając.

Niewiele pamiętam z tego, co stało się później. Próbowałem wyciągnąć z niego historię o tym, dlaczego odszedł. Pomyślał, że czas już iść, powiedział i myślał, że nadchodzę. Powiedział mi, że się boi. powiedziałem mu ja był przestraszony. Powiedział mi, żebym się nie bała. Powiedziałem mu, że nic na to nie poradzę.

Potem powiedziałem mu bez wątpienia, że ​​nigdy nie był, zawsze, aby iść gdziekolwiek, nie mówiąc mi. Kiedy chwyciłam jego małe ciałko w ramiona i szlochałam na całej jego turkusowej bluzie, pamiętam, jak przebiegał mi przez głowę każdy możliwy scenariusz.

A co by było, gdyby wyszedł na ulicę? A co, jeśli nadjeżdżał samochód, kiedy przechodził obok podjazdu na szkolny parking? A jeśli ktoś go porwał?

Starałem się o tym nie myśleć, ale oczywiście tak było. Jak mógłbym nie? Najgorsze było to, jak głęboko winiłem siebie. Uważam się za jedną z najbardziej świadomych bezpieczeństwa i ostrożnych matek. Wiedziałem, że czasami wędrował. Dlaczego pomyślałem, że mam nawet 30 sekund, żeby spojrzeć na swój telefon?

Wina, wina, wina. Mogłabym to zracjonalizować, mówiąc, że nawet najlepsze matki popełniają błędy. Mógłbym porozmawiać o tym, że czasami nie wiesz, co potrafią twoje dzieci, dopóki tego nie zrobią. Mógłbym sobie pogratulować, że tak szybko go znalazłem, że mam instynkt mamusi, by wiedzieć, gdzie go znaleźć.

I zrobiłem te rzeczy. Do dziś robię to.

Ale powiem ci to. Nic, co mogę zrobić, nigdy nie pozbędzie się poczucia winy i zmartwienia, które czuję z powodu tego wydarzenia. Mój syn czuje się dobrze. Jest zdrowy. Miałem szczęście. Nigdy więcej nie odszedł, a ja nie odrywałem od niego wzroku przez wiele lat, prawdopodobnie znacznie dłużej, niż potrzebowałem.

StockSnap / Pixabay

Wydarzenie polegające na odejściu miało miejsce ponad trzy lata temu i nie lubię o tym mówić. Nie lubię o tym myśleć. A jeśli kiedykolwiek wspomni o tym mój mąż lub jedno z moich dzieci, znowu zacznę odczuwać tę panikę. Pamiętam tak dobrze, jak to było nie wiedzieć, gdzie jest mój syn, nie wiedzieć, czy wszystko z nim w porządku.

Dzielę się tą historią zarówno jako rodzaj opowieści ostrzegawczej (tak, twoje dziecko może odejść w ciągu zaledwie 30 sekund), ale także po to, aby powiedzieć sobie i każdej matce, że wszyscy popełniamy błędy. Zdarzają się rzeczy, które są pod naszą kontrolą. Ale to nie znaczy, że jesteśmy złymi matkami. Nie oznacza to, że musimy być pogrążeni w poczuciu winy przez całą wieczność.

I tak, kiedy mówię „mamy”, mam na myśli konkretnie „mamę”, ponieważ uważam, że tego rodzaju obwinianie siebie jest najczęściej doświadczeniem bycia mamą, a nie tatą. Nie mówię w ogóle że ojcowie nie kochają swoich dzieci na księżyc iz powrotem i nie czują się niesamowicie źle, gdy coś pójdzie nie tak.

Ale myślę, że jest mniej prawdopodobne, że tatusiowie obwiniają siebie tak otwarcie i że poczucie winy i zwątpienie w siebie utrzymują się przez lata… przez cholerną wieczność.

Jestem taka wdzięczna, że ​​tego dnia mojemu synowi nie stało się nic gorszego. Wierzę, że moje szybkie instynkty i wszelkie sposoby, w jakie przygotowałem mojego syna do dokonywania mądrych wyborów (jak nie wchodzenie na ulicę) zrobił chroń go, a przynajmniej nie pogarszaj sytuacji.

Mimo to jestem prawie pewien, że to doświadczenie zawsze będzie żyło w moich kościach jako jedna z moich największych porażek jako mama – jedna, którą będę nadal przeżywać w kółko, zastanawiając się, jak mogłem to zrobić lepiej. Ale wydaje mi się, że to właśnie znaczy być mamą, mieć kawałek serca wychodzący poza ciało i nigdy nie czuć, że mogłabyś zrobić wystarczająco dużo, by je kochać i chronić.