najostrzejsze części rodzicielstwa

Najbardziej obrzydliwe strony rodzicielstwa

najostrzejsze części rodzicielstwa

Zanim zostałam mamą, wraz z mężem wychowaliśmy pięknego małego szczeniaka laboratoryjnego o imieniu Lola. Była naszą ukochaną, uwielbianą przez miłość, przytulanie, smakołyki, zabawki i spacery. Kochałem ją ponad miarę, ale kiedy śliniła mnie, blechh… Wciąż się wzdrygam, myśląc o tym. A kupa… fuj! Degradacja związana z noszeniem przez ulicę plastikowej torby pełnej śmierdzących bzdur przyprawiała mnie o mdłości.

Ale, och… och, gdybym tylko wiedziała, w co się pakowałam, kiedy zostałam matką. Okazuje się, że rodzicielstwo w dużej mierze polega na odczuwaniu lekkich mdłości dzięki swoim dzieciom. Rzućmy okiem na niektóre z najobrzydliwszych części rodzicielstwa, dobrze?

Najcięższe części rodzicielstwa

1. Kupka dziecka. Wielu z nas pamięta słodki, mleczny zapach naszych noworodków przytulających się do naszych piersi. Ja też czule wspominam ten zapach. Zapach, który pamiętam mniej czule, to pieluszka pełna śmierdzącego, luźnego gówna w kolorze musztardy. Ale my, rodzice, wypełniamy swój obowiązek (gra słów nie jest zamierzona) i zmieniamy pieluchę za pieluchą pełną tych rzeczy, napełniając pojemniki w naszych domach pełnymi dosłownie bzdur.

Położyłem moją ukochaną 2-tygodniową córkę na przewijaku położonym na otomanie w moim salonie. Przygotowano mnie chusteczkami, pieluchami, maściami i ściereczkami, aby osuszyć jej cenny mały tyłek. Zdjąłem jej mokrą pieluchę, z ulgą, że zawierała tylko siusiu. Wziąłem jej maleńkie kostki w dłoń i uniosłem je, żeby ją umyć, kiedy wypuściła ciche westchnienie… i strumień odchodów napędzany silnikiem odrzutowym, który rozpryskał się na mojej koszuli, zamieniając ją w obrzydliwego męskiego Jacksona Pollacka. Czy wspomniałem, że wyżej wymieniony strumień rozpryskał się również przez moje włosy i poduszki kanapy? Jak uroczo!

2. Wypluj. Jako nowa matka spędzałam godziny na zabawie z moim przystojnym małym chłopcem. Kiedy leżeliśmy razem na kanapie po jego karmieniu, zacząłem podrzucać go w powietrze. Zachichotał gwałtownie, krzycząc z radości. „Brawo!” Krzyczałem za każdym razem, gdy wzbiła się w powietrze. Mój szeroki uśmiech był odzwierciedleniem jego uśmiechu. Nagle mój szeroki uśmiech wypełnił się czymś ciepłym i kwaśnym. Tak.

3. Kupka malucha. W życiu dziecka przychodzi moment, w którym nie powinno już być w pieluchach. Dla mnie ten moment miał miejsce, gdy mój dwuipółletni syn został poczęstowany ciasteczkiem z okazji Dnia Św. Patty. Następnego dnia patrzyłem, jak chowa się w kącie, ściskając poduszkę i wykrzywiając twarz, wypychając dwójkę. Kiedy skończył (wiedziałem, że skończył, ponieważ natychmiast usiadł okrakiem na swojej wysadzonej piłce Thomas the Tank Engine i zaczął podskakiwać, testując sprężystość swojej pieluchy), wezwałem go do wspomnianej wyżej otomany. Cóż za matka tego wszystkiego, co święte…?!?! Jego kupa była jasnozielona, ​​jak gówno wielkości człowieka.

Nawet nie każ mi zaczynać od kupy w wannie. Ponieważ pewnego ranka, będąc w wannie, moja córka zrobiła kupę tak obszerną, że uniosła jej maleńkie ciałko. Dosłownie! Byłam tak zdumiona, że ​​zanim oblałam wannę wybielaczem, wysłałam SMS-a ze zdjęciem bałaganu do męża. Jak prawdziwy mężczyzna był dumny z osiągnięć swojej córki.

4. Nauka korzystania z nocnika. Z naszym synem przyjęliśmy podejście „rozbierzcie go i pozwólcie mu biegać nago, aż zostanie przeszkolony”. Oczywiście nasz uparty syn wziął na siebie zakradanie się w kąty i wyrzucanie śmieci. Odkrywanie tego nigdy nie jest przyjemne, gdy spacerujesz boso po jadalni.

Pomyślałem, że fakt, że dziecko wkłada odpowiednie płyny ustrojowe i ciała stałe do pojemnika w kształcie żaby, sprawi, że moje życie będzie mniej skupione na kupie. Ale nie. Nadal zajmuję się wycieraniem tyłków, a teraz dodatkowo czerpię przyjemność z zabawy w pokojówkę oraz opróżniania i sterylizacji garnka pana lub pani.

W powiązanym ostrzeżeniu, jeśli będę musiał zabrudzić jeszcze jeden ślad poślizgu z głupkowatej twarzy Scooby Doo, uśmiechającego się do mnie z tyłka zwartych białasów mojego syna, zamierzam spazować.

5. Krew. Kiedy zadzwonił mój telefon i nazwa dzwoniącego brzmiała „Transport”, miałem straszne wizje wypadku autobusowego. Moje dziecko! Mój mały chłopiec! Z bijącym sercem odebrałem telefon z zapartym tchem. I… dzwonili, żeby powiedzieć, że mój 5-latek ma krwawienie z nosa. Cały ten terror, ten dramat z powodu małego krwawienia z nosa?

Kiedy autobus zatrzymał się przed domem, zdałem sobie sprawę, dlaczego dzwonili. Dzieciak wyglądał, jakby wskoczyli do klubu walki w przedszkolu. Mokre chusteczki utknęły mu w nozdrzach, zimowy płaszcz przesiąknięty krwią wprowadziłem go do kuchni i zacząłem litanię pierwszej pomocy obejmującą Q-Tips, okłady z lodu i wazelinę.

Zanim to cholerstwo skrzepło, wyglądałem jak ofiara morderstwa na CSI.

6. Wymioty. „Boli mnie głowa, mamo. To boli. Przestań boleć, mamo! ” krzyczy moja 3-latka z tylnego siedzenia. Kiedy manewruję w korku, próbując znaleźć parking, na który mógłbym wjechać, zaczyna się. Słyszę dławienie się, dźwięk przypominający tłok w toalecie. Pomiędzy rundami krztuszenia się, z jej gardła wydobywa się piskliwy jęk. A gdy łzy spływają jej po policzkach, zawartość żołądka (w tym gorący lody z krówką, bajgiel, hummus, paluszek serowy i winogrona) eksploduje z przodu jej koszuli, pokrywając fotel samochodowy i kolana. Gdy skręcam między samochodami w poszukiwaniu nieuchwytnego parkingu, uderza mnie zapach, wypełniając samochód jak gaz łzawiący.

Kiedy w końcu otwieram drzwi samochodu, aby ocenić uszkodzenia, jestem oszołomiony. Gdzie do diabła zacząć? Jedyna droga prowadzi przez to.

Po rozebraniu się, wytarciu, wysuszeniu, ponownym ubraniu i powtórzeniu tych samych kroków na foteliku samochodowym jest gotowa do rozpoczęcia dalszej podróży do domu.

„Czuję się lepiej, mamo” – uśmiecha się.

Chociaż zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, aby wykąpać się środkiem odkażającym do rąk, jestem prawie w 100% pewien, że moje paznokcie będą wymagały dokładnego przycięcia po zakończeniu gorącego, godzinnego prysznica.

7. Smark. W pobliżu nie ma żadnej cholernej tkanki, kiedy jeden z nich kicha te dwa długie sznurki smarka, które wiszą nad ich ustami, słabo zwisając nad jaskinią ich rozwartych ust. Tak, użyłem rękawa.

8. Mocz. Czy kiedykolwiek musiałeś regularnie zmieniać pieluchę chłopca? Wystarczająco powiedziane.

9. Język nocnikowy. Pięcioletni chłopcy mają obsesję na punkcie wszelkich funkcji organizmu. Dziś mój syn i jego przyjaciel siedzieli, jedząc orzeszki ziemne. Spędzili całe dziesięć minut, powtarzając sobie nawzajem zdanie „siusiu tyłków” i za każdym razem histerycznie śmiejąc się.

Ten przykład ma tylko pełne półtorej godziny, które mój syn spędził na oglądaniu „The Muppets Movie” i określaniu Kermita jako „Turd It the Log”.

10. Łazienki publiczne. Jak tylko, i mam na myśli natychmiast, po wejściu na jakąkolwiek publiczną arenę, moje dzieci będą nalegać, że muszą siusiać gorzej niż kiedykolwiek w ciągu całego swojego życia. Jeśli nie zabiorę ich natychmiast do najbliższej publicznej toalety, wysikają podłogę.

„Mamo, to pachnie”.

„Tak, tak. OK, po prostu stój i NIE RUSZAJ SIĘ !!!! ”

Skrupulatnie sprawdzam każdą kabinę, aby określić, która toaleta jest najmniej narażona na opryszczkę. Myślę tylko o kropelkach tajemniczego płynu rozpryskujących się na siedzeniu, papierze toaletowym na podłodze pokrytej szumowiną i utrzymującym się zapachu. „Okej, ten” – zamawiam. „Boże, NIE! NIE „DOTYKAJ NICZEGO !!!!”

Moja córka śpiewa radośnie, a jej koścista pupa zwisa niepewnie, jej ręce zaciskają się na krawędziach siedzenia. Odliczam sekundy do zanurzenia jej w kadzi z Purel. “Czy już skończyłeś?”

“Nie. Muszę zrobić kupę… Słyszałam, jak pluska do wody, mamusiu – chichocze.

„To po prostu niesamowite, kochanie. Skończyłeś? ”

„Wszystko gotowe”. Wyrzucam końce papieru toaletowego i podaję jej mam nadzieję, że jest czystsza. „Pat, pat, pat” – polecam. – Okej, kochanie, cofnij się, żebym mógł się zarumienić.

“NIE! CHCĘ TO ZROBIĆ! TO MOJA KUPA! CHCĘ TO ZROBIĆ! CHCĘ TO ZROBIĆ!” zaczyna wpadać w złość.

“W PORZĄDKU! Dobrze dobrze. Zrób to już! Pospiesz się ”.

“Tak!” Ona się rumieni. „Och, mamo, ta toaleta była spryskiwaczem”, radośnie informuje mnie, kiedy przełykam wzbierającą mi w gardle żółć.

– Chodźmy po prostu umyć ręce – mówię, pędząc ją do zlewu. „Och, na miłość boską!” Czy to możliwe, że zlew jest bardziej brudny niż toaleta?

„Dlaczego to powiedziałaś, mamo?”

„Nic, kochanie, nic. Po prostu daj mi trochę mydła i… NIE! CO ROBISZ?”

„Chciałem tylko zobaczyć, jak to smakuje”.

Widziałeś kiedyś program „Dirty Jobs”? Okazuje się, że wszystko, co Mike Rowe musiał zrobić, aby pokryć się błotem, to prokreacja Bon appétit!