contadores publicos Saltar al contenido

Najważniejszą rzeczą, której nauczyłem się w mojej klasie porodowej

Najważniejszą rzeczą, której nauczyłem się w mojej klasie porodowej

Kiedy powiedziałem ludziom, że rodzę mojego męża Jamesa, najczęstszą odpowiedzią było to, że powinniśmy spodziewać się nieoczekiwanego. Przypominano nam, że możemy przygotować się na narodziny naszego pierwszego dziecka, ale może się to okazać zupełnie inne niż kiedykolwiek sobie wyobrażaliśmy.

Rozumiem. Ważne jest, aby pozostać otwartym na różne sposoby, w jakie dziecko może wejść na świat. Ale o ile chcieliśmy przygotować się do naturalnego porodu, klasa nigdy nie koncentrowała się na tym, co stanie się w dniu, w którym nasze dziecko zdecyduje się na swój debiut.

Przez osiem tygodni James i ja przygotowywaliśmy się do zajęć, jak para nastolatków pchających na test. Czytaliśmy po kolei lekcje, jeden z nas przejrzał główne punkty cotygodniowego czytania, a drugi przygotował przekąskę, którą moglibyśmy zjeść podczas długiej lekcji. Podczas jazdy metrem z naszego apartamentu z Brooklynu do klasy East Village kontynuowaliśmy naszą opiekę i staraliśmy się nie zadziwiać innych kierowców metra, pokazując zbyt wiele rysunków pochwy lub koronowanych czaszek dla dzieci.

Wzięliśmy udział w kursie z kilkunastoma innymi parami, z których każda spodziewała się letnich dzieci. James i ja co godzinę siedzieliśmy obok siebie w skarpetkach. Kołysaliśmy lalki wielkości dziecka, jakby były prawdziwymi dziećmi. Wycofaliśmy się z terminów takich jak krwawy show i odetchnęliśmy z ulgą, kiedy dowiedzieliśmy się, że małe niebieskie dzieci wkrótce staną się różowe. Ćwiczyliśmy oddychanie przez skurcze, radząc sobie z minutą lodu nałożoną na nasze nadgarstki. Przeprowadziliśmy wywiady ze sobą na etapach pracy. Przykucnęliśmy, przeciągnęliśmy się i skręciliśmy na pozycje. Można śmiało powiedzieć, że nikt z nas nigdy nie był publicznie. Potem pojechaliśmy metrem do domu i rozmawialiśmy o innych parach.

We wczesnych godzinach pracy James i ja staraliśmy się jak najlepiej wychowywać to, czego nauczyliśmy się przez te tygodnie. Kołysałem się i kołysałem, używając ramion Jamesa, aby mnie wspierać, gdy przepychałem skurcze. Upiłem łyk zupy miso, którą przygotował, gdy słońce wpadło do naszego mieszkania. Zapewnił mi poduszki, wodę i uczucie spokoju, gdy poruszałem się po hałasie w moim żołądku. Kiedy skuliliśmy się z tyłu taksówki i po wschodzie słońca ścigaliśmy się przez Most Brookliński w drodze do miejsca narodzin, niektóre aspekty tego wrażenia były filmowe. Ale w przeciwieństwie do kina nie było niczego niepodejrzewającego męża.

Moja praca szła w szalonym tempie i w centrum porodowym. Połowa technik, których nauczyliśmy się na zajęciach, pozostała całkowicie niewykorzystana. Ale jak podejrzewaliśmy przez cały czas, nie stosowaliśmy tak konkretnych technik, jak proces wspólnego przygotowywania się do porodu. Weekendowe stłoczenie, grupa, która sprawiła, że ​​zachichotałem i rumieniąc się, sadystyczny manewr lodowy, wszystko przygotowało scenę, tak, dla naturalnego porodu, ale co ważniejsze, dla wspólnoty.

Podczas jazdy taksówką o wschodzie słońca oboje oddychaliśmy łatwiej, nie tylko dlatego, że ćwiczyliśmy tę technikę, ale także dlatego, że wiedzieliśmy, że możemy się na sobie oprzeć, co jest być może najważniejszą lekcją ze wszystkich.

Czy urodziłeś się? Która część była najbardziej pomocna?

3 rzeczy do przeczytania dalej