contador gratis Skip to content

Nie jestem klasyczną pielęgniarką, ale jestem świetną mamą

Nie jestem klasyczną pielęgniarką, ale jestem świetną mamą
aluxum / Getty

Nie przepadam za moimi dziećmi. Nie unoszę się nad ich szkolnymi projektami, z pistoletem do klejenia na gorąco w dłoni, żeby poprawić ich niechlujstwo. Nie pakuję im uroczo zaaranżowanych obiadów, nie pomagam im ułożyć fryzury ani nie dopasowuję ubrań (prawie nigdy tego nie robią).

Nie przytulamy się zbyt często – robi mi się za gorąco i spocony – i nigdy nie mogłem spać razem, ponieważ chociaż ten pomysł brzmi absolutnie pięknie, nie mogę znieść dotykania podczas snu. Dźwięk płaczącego dzieciaka drze się na moich bębenkach. Nie lubię udawać i nienawidzę rękodzieła. Jestem niecierpliwy. Szybko się „stykam” i potrzebuję dużo przestrzeni osobistej.

Jest tak wiele zachowań, które, jak zakładałem, przyjdą mi naturalnie, gdy zostanę matką, że w rzeczywistości wcale nie przyszło mi naturalnie. Przez chwilę się zmuszałem. Nawiązałem kontakt „skóra do skóry”, jak w książkach. Mówiłem niskim, kojącym głosem. Siedziałem na podłodze z jednym lub drugim dzieckiem i udawałem, że zależy mi na Transformersach lub My Little Pony. Dosłownie płakałbym z nudów – prawdziwe łzy wyciekałyby mi z kącików oczu i spływały po twarzy. Moja skóra czołgałaby się z chęci wstania i ucieczki gdzieś, gdziekolwiek indziej.

Od tego czasu przestałem się zmuszać. Wydawało się, że nie potrafiłam ukształtować się na ten obraz wiecznie cierpliwej naturalnej wychowawczyni, która chętnie oddałaby się macierzyństwu. Nie przyszło to naturalnie, a kiedy to zmusiłam, zamiast zamienić mnie w kochającą matkę, w którą miałam nadzieję się ukształtować, sprawiło, że stałam się ostra i porywcza.

I tak, nie mając szczególnej świadomości tego, co robię, zacząłem rodzić w sposób, który był dla mnie wygodniejszy. Zacząłem zostawiać dzieci samym sobie, budując swoją karierę pisarską i ponownie zacząłem ćwiczyć, poświęcając czas dla siebie – kosztem bycia zawsze obecną matką. Przychodzili do mnie z prośbą o przekąskę i mówiłem im, żeby sobie pomogli. Prosili mnie, abym zagrał w grę, a ja mówiłem im, żeby sami znaleźli coś do zrobienia. Spałem, a oni sami dostawali śniadanie. Czułem się z tego powodu winny, ale byłem zmęczony. Ja tylko… nie mógł już.

A jednak wiem, że jestem dobrą mamą. W rzeczywistości powiedziałbym, że jestem teraz jeszcze lepszą mamą niż wcześniej, kiedy stawałem na głowie, próbując być mamą, o której książki, media i społeczne obrazy mówiły mi, że muszę być.

Wciąż dużo przytulam i upewniam się, że moje dzieci wiedzą, że są nieskończenie cenione. Przychodzę w ważnych momentach i pomagam im rozwiązywać problemy – ale tylko wtedy, gdy utkną po włożeniu wysiłku, by zrobić to samodzielnie. Nie pocieszam od razu, gdy ktoś płacze. Czy mogą się podnieść i otrzepać? Czy mogą dostać własny plaster? Czy naprawdę są zranieni, czy też potrafią samodzielnie przepracować swoje emocje? Pozwólcie, że opowiem wam o wypukłej klatce piersiowej mojej 8-latki i dumnym uśmiechu po tym, jak doznała zadrapania, a następnie sama ją czyści i bandażuje. I o moim 12-latku, który potrafi ugotować pełny posiłek. Zrozumieli to sami, ponieważ ja – nie zdając sobie sprawy z tego, co robię – usunąłem im z drogi.

Oddaliłem się od moich dzieci, a one rozszerzyły i wypełniły stworzoną przeze mnie przestrzeń. Stało się to dla mnie powodem do dumy – jak samowystarczalne są moje dzieci. To coś, co w nich każdego dnia doceniam i dla nich również jest powodem do dumy.

Zastanawiam się, czy zbyt często wychowanie i męczeństwo splecione są do tego stopnia, że ​​stają się synonimami. Może cofanie się jest jego własną formą wychowania.

Ponieważ moje dzieci wciąż wiedzą, że mogą do mnie przyjść. Kiedy były mniejsze, ale kiedy już zacząłem tworzyć między nami dystans, przeczytałem gdzieś, że jeśli Twoje dziecko przyłoży ucho do Twojej klatki piersiowej i nasłucha bicia Twojego serca i oddechu, może powstrzymać napad złości. Więc robiłem to. Pomimo mojego pragnienia osobistej przestrzeni i chociaż nie było to coś, co w naturalny sposób przyszło mi do głowy, zrobiłem to z głową w klatkę piersiową i zadziałało. Nadal to czasami robię, jeśli któryś z nich potrzebuje pocieszenia. Połóż głowę na mojej piersi.

I robią i nadal działa. A kiedy poczują się lepiej, biegają i bawią się sami.