contador gratis Skip to content

Nie jestem stworzona na sportową mamę

Nie jestem stworzona na sportową mamę
Rawpixel.com/Shutterstock

Hej, oddane sportowe matki, potrzebuję twojej rady.

Widzę, jak siedzisz z boku, kołysząc koszulką zespołu, z przekąskami, butelkami wody i swoim niepohamowanym entuzjazmem. Pochylasz się do przodu, krzyczysz, krzyczysz i wrzeszczesz, jakby to było najlepsze cholerne wydarzenie sportowe, w jakim kiedykolwiek uczestniczyłeś. I muszę być szczery, jestem dość zazdrosny. Choć bardzo chciałbym być taki jak ty, wiem o sobie jeden niefortunny fakt, a jest to takie: nie nadaję się na sportową mamę.

Nie pomaga to, że nie lubię sportu. Nigdy tego nie robiłem, nawet na odległość. Zawsze byłem ostatnią osobą wybieraną, kiedy dzieliliśmy się na zespoły na lekcjach wf, ponieważ wszyscy wiedzieli, że jestem niezdarny i powolny oraz ogólnie nie znam zasad w każdej grze. W liceum nie uprawiałbym zajęć pozalekcyjnych, nawet gdyby oznaczało to, że wyhodowałbym spektakularny zestaw cycków i dostałbym pełne stypendium na studia.

A teraz, jako dorosły, nie zwracam absolutnie żadnej uwagi na to, jaka drużyna zawodowa jest w której fazie play-off i kto idzie na Super World Series Bowl czy cokolwiek innego. Tak, szczęśliwie mógłbym żyć życiem całkowicie pozbawionym sportu.

Ale jest z tym tylko jeden problem: moje dzieci. Jak jakiś kosmiczny podstęp, dostałem czterech chłopców. A kiedy masz czworo dzieci – z każdy płeć – przynajmniej kilku z nich na pewno będzie fanami sportu. Dlatego kilka tygodni temu dwóch moich synów błagało o zapisanie się do koszykówki, a ja (niechętnie, potajemnie kopiąc i krzycząc w środku) ustąpiłem. W ten sposób znalazłem się w zagmatwanym królestwie ludzi, którzy relacja na żywo za to gówno i jak zdałem sobie sprawę, z rosnącym lękiem, że nigdy nie będę jednym z nich.

Po pierwsze, tak miękki jak mój tyłek, nie jest kompatybilny z twardymi trybunami i składanymi krzesłami. Ale wydaje mi się, że nawet te są lepsze niż czas, w którym praktyka polegała tylko na staniu, a ja stałem jak sardynka pośród tłumu innych rodziców przez ponad godzinę (nie mogłem nawet zobaczyć swojego dziecka, tylko tył głowy).

Są też inne dzieci. Chociaż ogólnie rzecz biorąc, koledzy z drużyny moich chłopców wydają się szanować i grzecznie się zachowywać, zawsze jest garstka takich, którzy tego nie robią. A ponieważ rodzicom nie wolno oszukiwać, muszę siedzieć i patrzeć, jak mój mały synek odsuwa się łokciem, wyrywa mu piłkę z rąk podczas „gry swobodnej” przed treningiem i wszelkiego rodzaju inne chore shenanigans.

Kiedy nie ma wystarczającej liczby piłek do koszykówki dla każdego dziecka, mój syn zawsze dzieli się nimi bez wahania – więc wkurza mnie, gdy inni nie chcą robić tego samego, a on stoi tam przez dłuższy czas z pustymi rękami. A kiedy podczas ćwiczeń jeden z wyższych, bardziej agresywnych chłopców klasnął niecierpliwie w dłonie i krzyknął: „Chodź onnn! ” Musiałam wziąć kilka głębokich oddechów, ponieważ mamy nie powinny fantazjować o uderzaniu w gardło.

Wiem, że nie mogę chronić moich dzieci przed wszystkim i będą musiały radzić sobie z niegrzecznymi i nachalnymi ludźmi. Ale ja też nie lubię siedzieć i patrzeć, jak to się dzieje (zwłaszcza nie na trybunach – Auć!).

A propos oglądania, to inna sprawa: bycie widzem wywołuje u mnie lęk przed występem. Jestem typem osoby, która ogląda karaoke i wstydzi się śpiewających ludzi, więc nic dziwnego, że trudno mi patrzeć, jak moje dzieci popełniają (normalne, naturalne, nieuniknione) błędy na boisku do koszykówki. Wiem, że to nawet nie jest wielka sprawa (to nie jest tak, że są to główne mecze ligowe czy coś w tym rodzaju), ale tak bardzo chcę, aby odnieśli sukces i czuli się dobrze ze swoimi umiejętnościami, że siedzę na krawędzi, jakby czyjeś życie zależało umiejętności kozłowania piłki bez potykania się o nią. Nie mam chłodu.

Wszystko to razem sprawia, że ​​myśl o znoszeniu ćwiczeń dwa razy w tygodniu i weekendowych rozgrywkach brzmi jak tortura. A to, z tego, co mi powiedziano, jest stosunkowo łatwym zobowiązaniem. Znam rodziców, którzy spędzają całe soboty i niedziele, podróżując z pola na boisko, z boiska na boisko, z meczu na mecz. Wydają ponad setki dolarów na dziecko na sprzęt i mundury. Osobiście wolałbym wydać kilkaset dolców na zamontowanie ładnego kosza do koszykówki na naszym podjeździe i spędzać weekendy na obserwowaniu, jak moje dzieci od niechcenia strzelają do kosza. Wiesz, w zaciszu naszego własnego domu, gdzie mogę na nich wrzeszczeć, jeśli są dupkami.

Myślę, że od tego momentu sporty zespołowe będą częścią mojego życia i będę musiał to zaakceptować. A ponieważ jak każda mama jestem frajerem dla moich dzieci, pójdę na każdą praktykę i każdą grę i kibicuję im, ponieważ to kochają i zasługują na moje wsparcie, czy mi się to podoba, czy nie. Ale mamusie sportowe, potrzebuję rady.

A może środek uspokajający. Którykolwiek.

[free_ebook]