contador gratis Saltar al contenido

Nie musisz mi mówić, że jestem dobrą mamą. Musisz słuchać.

Nie musisz mi mówić, że jestem dobrą mamą.  Musisz słuchać.
Natthawon Chaosakun / Shutterstock

W pewnym momencie prawie każda mama mówi: „Jestem złą mamą”. Zrobiliśmy coś, z powodu czego czujemy się winni lub walczymy w jakiejś dziedzinie, której na pewno nie zrobiłaby dobra mama. W końcu wstyd zżera nas na tyle długo, że poddajemy się i powierzamy komuś nasze niedoskonałości.

Nieuchronnie ich odpowiedzią jest zapewnienie nas, że nasza wina sama w sobie jest dowodem na to, że jesteśmy wystarczająco dobrzy. Najwyraźniej a naprawdę zła mama nie martwiłaby się o swoje rodzicielstwo. Tak długo, jak czujemy się winni, zawstydzeni lub cierpimy, wiemy, że nam się to udaje.

Mam zamiar skopać tu kilka świętych krów, ale ta logika jest błędna i te zapewnienia wcale nie są pomocne.

Zacznijmy od prawdy: może ja naprawdę jestem zła mama.

Nie chodzi mi o to, że jestem rodzajem rodzica, który krzywdzi jej dzieci – nie. I nie chodzi mi o to, że nie udaje mi się sprostać jakimś nieosiągalnym standardom idealnej mamy, która ma wszystko razem, robi wszystko zgodnie z instrukcją i zawsze pamięta o noszeniu pasujących skarpet. Nie wiem nawet, gdzie jest ta książka ani jaki styl rodzicielstwa jest dziś „właściwy”, więc się tym nie martwię.

Kiedy mówię, że jestem złą mamą, mam na myśli porażkę w jakiejś dziedzinie macierzyństwa, którą cenię, i martwię się, jak to wpłynie na moich małych ludzi. Może za dużo krzyczę lub staram się połączyć z moim dzieckiem. Może czuję się przytłoczony potrzebami mojego dziecka i martwię się, jeśli je spełniam. Może walczę z depresją lub uzależnieniem lub powtarzam wzorce, których nauczyłem się, dorastając i przysięgałem, że moje dzieci nigdy nie zobaczą. To może nie pasować do powszechnej definicji złego rodzicielstwa, ale kiedy nadaję sobie tę etykietę, mówię, że widzę prawdziwy problem w moim domu. I, co jeśli mam rację?

Kiedy mówisz mi, że jestem dobrą mamą, ponieważ kocham swoje dzieci na tyle, by się o nie martwić, mylisz się. Kocham moje dzieci każdym kawałkiem mojej istoty, ale to nie sprawia, że ​​moje zmagania znikają w magiczny sposób. Prawda jest taka, że ​​miłość nie wystarczy.

Matka urodzenia moich dzieci je kochała. Wiem, bo byłem na sali rozpraw i patrzyłem, jak jej serce pęka w dniu, w którym sędzia odebrał jej prawa rodzicielskie. Absolutnie kochała swoje dzieci. Jednak jej miłość nie wystarczyła. To nie rekompensowało tego, co im zrobiła. Nie mogło ich to uchronić przed dodatkowym maltretowaniem, jakiego doznałyby, gdyby pozwolono im wrócić z nią do domu. Jej miłość nie wystarczyła, moja też nie.

Rodzicielstwo to połączenie miłości i działania, ale czasami walczymy z tym równaniem i potrzebujemy pomocy, aby to naprawić. Jeśli zatrzymasz się i posłuchasz mamy, która postanowiła podzielić się z tobą swoimi zmaganiami, może się okazać, że jest coś bardziej efektywnego, co możesz dla niej zrobić, a następnie uspokoić ją zmęczoną, nadużywaną afirmacją.

Możliwe, że przyjęła pomysł, że jeśli nie jest Mary Poppins, to jest Matką Gothel i po prostu potrzebuje kogoś, z kim mogłaby porozmawiać. Może też mieć problemy i potrzebuje twojego wsparcia w znalezieniu doradcy lub lokalnej klasy dla rodziców. Może widzi w tobie siłę i chce rady, ale będzie zbyt bała się zapytać, czy twoja początkowa odpowiedź wskazuje, że naprawdę powinna mieć to wszystko razem.

Ten scenariusz, że mamy są dobre, o ile są nieszczęśliwe, zamyka nasze prawdziwe rozmowy wszystko czerpać korzyści – zwłaszcza ci, którzy w tej chwili stoją przed wyzwaniami.

Rodzicielstwo w tej kulturze jest trudne. Zawsze jest ktoś za rogiem lub po drugiej stronie ekranu, gotowy opowiedzieć światu o wszystkich sposobach, w jakie rujnujemy życie naszych dzieci, nie wychowując rodziców dokładnie tak, jak sobie wyobrażali, że ludzie to robili 47 lat temu.

Zwłaszcza mamy trzymane są w sprzeczności ze standardami, których nie da się kontrolować i które zmieniają się codziennie. Na szczęście w końcu pojawia się reakcja i odrzucenie ideału „idealnej mamusi” pojawia się, ale zastanawiam się, czy wahadło nie przesunęło się za daleko. Być może zdaliśmy sobie sprawę, że bycie idealną mamą jest niemożliwe, więc zamiast tego przyjęliśmy szaleństwo, w którym każdy dostaje trofeum, które wyrządzamy naszym dzieciom. Jeśli nikt nie jest „złą mamą”, to wszyscy są idealną mamą i wszyscy powinniśmy czuć się wspaniale z rodzicielstwem.

Tak jak między Martą Stewart a ZbieraczeMyślę, że w rodzicielstwie jest dobre medium. W tym miejscu możemy przyjąć dla siebie realistyczne cele, jednocześnie mając swobodę mówienia o swoich błędach i sięgania po pomoc, gdy jej potrzebujemy.

Martwienie się o swoje rodzicielstwo nie czyni cię dobrą matką. Kochanie swoich dzieci nie czyni z ciebie dobrej matki. Bycie mniej niż 100% doskonałym nie oznacza, że ​​jesteś złą matką ani porażką. Każda osoba sama decyduje, czym jest skuteczne rodzicielstwo i odpowiednio ocenia siebie. Oznacza to, że możesz zrobić coś zupełnie innego niż ja, bez rujnowania naszych dzieci. Oznacza to również, że ponieważ jestem człowiekiem, będą chwile, kiedy nie spełnię zasad, które wyznaczyłem dla siebie, lub mogą pojawić się nieprzewidziane wyzwania, które powalą mnie na tyłek. Kiedy tak się dzieje, mogę się martwić lub czuć zawstydzony lub rozpocząć spiralę samobójczych myśli i etykiet.

Następnym razem, gdy znajdziesz się w obliczu samozwańczego „złego rodzica”, zanim sięgniesz po swój ulubiony frazes, zrób nam wszystkim przysługę i przestań wczuwać się w krzywdzącą mamę stojącą przed tobą. Możesz ulec pokusie, aby ją natychmiast odprawić, ale zatrzymaj się na chwilę i spróbuj tego: „Większość mam czasami tak myśli. Co się dzieje?” Potem słuchaj.

Może potrzebuje zapewnienia, że ​​wszystko w porządku, a może potrzebuje przyjaciela, z którym będzie mogła porozmawiać. Może potrzebuje środków lub profesjonalnej pomocy. Może po prostu potrzebuje kogoś, kto będzie obserwował dzieci podczas drzemki.

Nigdy się nie dowiesz, dopóki nie posłuchasz wystarczająco długo, aby naprawdę usłyszeć jej serce.