Saltar al contenido

Nie potrzebujemy tego gówna: 5 rzeczy, których rodzice NAPRAWDĘ potrzebują

Nie potrzebujemy tego gówna: 5 rzeczy, których rodzice NAPRAWDĘ potrzebują
Tracey Shaw / PEXELS

Kiedy byłam w ciąży z moim pierwszym synem, miałam dość długą listę rzeczy, których potrzebowałam jako rodzic. Łóżeczko i przewijak były oczywistymi potrzebami. Wiaderko na pieluchy było koniecznością. Ważny był też naprawdę wygodny (tj. O wiele za drogi) fotel bujany.

Po urodzeniu dziecka lista wymagań została rozszerzona o książki – mnóstwo, wiele książek. I nie mówię o książkach dla dzieci czy książkach z tablicami, ale o samopomocy i książkach dla rodziców. Z dzieckiem, które nie przestawało płakać i ledwo spało przez całą noc, desperacko potrzebowałam informacji i wskazówek. Potrzebuję rady i jej potrzebowałem stat!

Z biegiem czasu lista rzeczy, których potrzebowałem, powiększyła się o wymyślny wózek, duże urządzenie do zabawy dla dzieci, drogie butelki, które wyglądały jak zlewki laboratoryjne, informacje o tym, kiedy wprowadzić pokarmy stałe, porady, jak usypiać dziecko przez całą noc, inne przewijak i więcej książek wypełnionych poradami, które można naprawić wszystkie problemy.

Okazuje się, że nie potrzebowałem tego. Ani jednej cholernej rzeczy.

Zamiast porad, badań naukowych, sprzecznych informacji i drogich produktów, oto czego rodzice naprawdę potrzebują:

1. Potrzebujemy cierpliwości i współczucia i potrzebujemy kogoś, kto będzie nam trzymał te pieprzone drzwi.

Kiedy przedzieramy się z torbą na pieluchy wielkości walizki i wózkiem wielkości małego autka, podczas gdy trzymamy rączkę wijącego się malucha i mamy dziecko przypięte do piersi, potrzebujemy tylko kogoś, kto przytrzyma otwarte drzwi . Nie musimy patrzeć z boku, bo nasz wózek jest cholernie duży, a maluch krzyczy „Ja nie chcę! ” w górnej części płuc, gdy próbuje wjechać na ruch uliczny. Nie potrzebujemy ludzi pędzących obok nas z ciężkimi westchnieniami zniecierpliwienia. Potrzebujemy tylko kogoś, kto przytrzyma te pieprzone drzwi.

2. Potrzebujemy motywujących rozmów i ofert pomocy.

Kiedy przyznajemy, że nie spaliśmy od trzech dni z rzędu, nie potrzebujemy, aby ludzie opowiadali nam o najnowszych badaniach wspierających metodę wypłakania, rodzinnego łóżka, metody Ferbera czy olejku lawendowego. metoda na każdego. Nie potrzebujemy, aby ludzie nam mówili, że każda strategia snu, którą próbujemy, jest nieskuteczna, uszkadza delikatną psychikę naszego słodkiego dziecka i gwarantuje, że nasze dziecko będzie spać ze smoczkiem, dopóki nie pójdzie do college’u. I na pewno nie potrzebujemy, aby ludzie mówili: „To, co musisz zrobić, to…”, ponieważ możesz się założyć, że cokolwiek rzekomo „musimy zrobić”, zostało już wypróbowane. Co my potrzeba jest kimś, kto posłucha, trochę empatii i powie: „To jest naprawdę cholernie trudne. Pozwól mi zabrać dziecko na kilka godzin ”.

3. Potrzebujemy przebaczenia i współczucia.

Kiedy się pogmatwamy, kiedy krzyczymy na nasze dzieci lub odwracamy się na chwilę, nie potrzebujemy osądu i krytyki. Nie potrzebujemy ludzi, którzy mówią nam, jak nie pozwoliliby na to, albo ich dziecko nigdy by tego nie zrobiło. I na pewno nie potrzebujemy wstydu. Różnice zdań to jedno; kwestionowanie motywów rodziców lub miłości do dziecka to coś zupełnie innego.

4. Potrzebujemy plemienia.

Przyjaciele, którzy też mają dzieci, są wspaniali, ale niekoniecznie są tym samym, co plemię. Znajomi mamy podpowiedzą Ci, która nauczycielka w przedszkolu jest jej ulubioną i gdzie kupić używane korki do baseballu. Przyjaciele mamy zaproszą Ciebie i Twoje dzieci na randkę, a nawet zrobią dla Ciebie lasagne po urodzeniu drugiego dziecka. Znajomi mamy są mili, ale plemię to nawet więcej. Plemię tak zorganizuje plan posiłków, żebyś nie musiał gotować przez miesiąc po powrocie ze szpitala do domu. Plemię nie tylko zaprosi Cię na randki; plemię będzie pilnowało twoich dzieci przez całe popołudnie, żebyś mógł spać. A plemię nie da rady – chyba że zapytasz.

5. I potrzebujemy gór i gór łaski – dla innych i my sami.

Nikt nie jest perfekcyjny. Powtarzam: Nikt nie jest perfekcyjny. Więc wszyscy przestańmy udawać i bądźmy prawdziwi. Będę pierwszym, który przyzna się, że na co dzień spierdalam. Krzyczę na moje dzieci. Poddaję się ich płaczliwym prośbom o kolejny loda, więcej czasu przed ekranem lub późniejszą porę snu. Udaję, że ich słucham loooonnng opowieści o tym, kto-wie-co, zerkając na mój telefon. Pozwalam im jeść za dużo fast foodów i nie czytam z nimi tak często, jak powinienem. Nie zrozum mnie źle, jest wiele sposobów na wygrywanie również w tej kwestii rodzicielskiej. Ale cały czas spierdalam i prawie każdej nocy przypominam sobie, że to, co się stało, jest zrobione i (próbuję) wybaczyć sobie wszystkie błędy, które popełniłem w ciągu dnia.

Żałuję, że te wszystkie lata temu nie wiedziałem, czego naprawdę będę potrzebować jako rodzic. Mogłem spędzić mniej czasu na czytaniu książek, które zawierały porady, a więcej na słuchaniu moich przeczuć. Wydałbym mniej pieniędzy na urządzenia i urządzenia, które moim zdaniem ułatwią rodzicielstwo – i od czasu do czasu więcej pieniędzy na opiekunkę do dzieci. I poświęciłbym dużo mniej energii, dbając o to, co myślą inni ludzie, co potwierdziły najnowsze badania i co zalecają „eksperci od rodziców”. Zamiast tego byłbym dla siebie milszy, delikatniejszy i bardziej wyrozumiały. Ponieważ ostatnio zdałem sobie sprawę, że rodzice naprawdę potrzebują dobrego systemu wsparcia, selektywnej pamięci i postawy IDGAF.

Drogi sprzęt, niezamówione porady, sprzeczne badania i lista zaleceń? Pieprzyć to gówno. Nikt nie ma na to czasu.