contador gratis Skip to content

Nie tak wyobrażałem sobie mój pierwszy rok z moim ostatnim dzieckiem

wychowywanie dziecka w czasie pandemii 1
Katie Cloyd / Instagram

Urodzenie dziecka podczas pandemii COVID-19 było dla mnie naprawdę emocjonalne i dziwne.

Moje ostatnie dziecko urodziło się na początku stycznia. Kiedy po raz pierwszy ją zobaczyłem, wiedziałem, że jest ostatnim elementem naszej rodzinnej układanki. Byliśmy kompletni. Byłem całkowicie pewien, że rok 2020 będzie najlepszym rokiem w naszym życiu, gdy poznaliśmy naszego ostatniego kolegę z drużyny.

Pierwsze kilka miesięcy spędziliśmy głównie w domu. Wracałem do zdrowia po trzecim cesarskim cięciu, był sezon grypowy, a na zewnątrz było mroźno. Wędrowaliśmy tu i tam, łapiąc posiłek lub załatwiając sprawy, ale przez większą część stycznia i lutego zostaliśmy w naszym nowym pakiecie.

W końcu na początku marca poczułem się na tyle pewnie, że wyruszyłem sam. Sam zabrałem dzieci do lekarza. Pewnego ranka poczułem się szczególnie zmotywowany i sam zabrałem całą trójkę do zoo. To było magiczne. Mieliśmy najlepszy dzień. Czułam się jak mama roku. Zabijałem to. Oficjalnie byliśmy poza blokadą dziecka. Uważaj, cywilizacja. Katie wróciła do pracy, a cała jej załoga jest w holowaniu.

Ha ha. Hahaha.

Dzień po tej wycieczce do zoo pojawiły się wiadomości o COVID-19. Naukowcy dosłownie jeszcze nic o tym nie wiedzieli, a my mieliśmy noworodka. Moja rodzina wróciła do samoizolacji na tydzień przed większością innych ludzi. Jest lipiec i prawie cały czas jesteśmy w domu. Trzymamy się tego tak bardzo, jak to tylko możliwe, dopóki środowiska medyczne i naukowe nie zgodzą się, że możemy wrócić do pewnego rodzaju normalności.

Dosłownie przeżyłam wspaniały tydzień prawdziwego życia z moim nowym dzieckiem, zanim świat rozpadł się na kawałki. Rok 2020 okazał się totalnym gównem, a końca wciąż nie widać.

Teraz moja mała Amelia ma sześć miesięcy. Jest radością i uwielbiamy ją.

Ale ona prawie nigdzie nie była. Jej pierwszy rok nie jest taki, jak sobie wyobrażałem.

Nie jestem tym zdruzgotany. Jestem niezmiernie wdzięczna, że ​​pracuję na pół etatu w domu, więc pobyt z nią jest całkowicie wykonalny. Odczuwam taką ulgę, że jest zdrowa, rośnie i jest doskonała. Spędzenie pierwszego roku mojego dziecka w zaciszu i bezpieczeństwie naszego słodkiego małego domu to nic, czym można by się rozrywać i zdaję sobie z tego sprawę. Nie biorę wszystkich swoich przywilejów za coś oczywistego.

Ale mam uczucia i nie wszystkie są ciepłe i niewyraźne. Nie mogę spędzić całego życia w błogiej wdzięczności. Jestem człowiekiem żyjącym w najdziwniejszym czasie, jaki można sobie wyobrazić, i nie mam pewności, co o tym myślę.

To maleństwo jest moim ostatnim dzieckiem i musiałem przemyśleć wszystko, co dla niej zaplanowałem. W tym wieku moi chłopcy byli na wakacjach i jednodniowych wycieczkach. Zanurzyli palce w oceanie, odwiedzili ogrody zoologiczne i akwaria oraz zwiedzili pobliskie miasta. Spotkali wszystkich, których kochamy.

Moja córka była w domu prawie wyłącznie. Prawie wszystkie cudowne ubranka, które wybrałam na jej pierwszy rok, zostały w domu. Wkładam ją do nich i robię zdjęcia, ale potem odkładam je w nieskazitelnym stanie. Wyrasta z nich, zanim ktokolwiek inny ją zobaczy.

Wszystkie moje wspaniałe aparaty do noszenia dzieci leżą na wieszakach w jej szafie i zbierają kurz. Moje piękne tkane chusty nigdy nie ujrzą światła dziennego.

Moje dziecko nie było w stanie odwiedzić rodziny mojej mamy w New Jersey ani mojego taty w Nowej Anglii. Kupiłem jej mały kombinezon z napisem „wicked smaht”, żeby rozśmieszyć babcię, kiedy ją zobaczy. Jest stuprocentowa szansa, że ​​wyrośnie z tego, zanim ją założymy i polecimy jej pierwszym lotem do Bostonu. A propos mojej babci – nigdy jej nie widziała.

Moja mama przyjechała tu na narodziny Amelii i odeszła, myśląc, że wróci za sześć tygodni. To było prawie sześć miesięcy temu. Dzięki COVID-19 nie zrobili jeszcze nawet wspólnego zdjęcia. Nie myśleliśmy o tym we mgle tych pierwszych dwóch tygodni, ale pomyśleliśmy, że zrobimy im słodkie zdjęcie razem w ich najlepszym wielkanocnym stylu. To nie było możliwe.

Nie był też Dzień Matki.

Lub 4 lipca.

Nie wiemy, jak długo to potrwa ani o ile bardziej będzie tęsknić.

To tylko kłopot.

Nie mówię, że wszystko w tej sprawie jest okropne. To nie jest. Spędzam dni tuląc się do zdrowego dziecka, robiąc milion zdjęć i bawiąc się na zewnątrz na naszym dużym, trawiastym podwórku. Chodzimy na basen mojego taty i kilka razy w tygodniu jedziemy samochodem, żeby zmienić scenerię. Moje dziecko dobrze się rozwija i wszystko jest w porządku.

Po prostu nie tak wyobrażałam sobie mój pierwszy rok z moim ostatnim dzieckiem. Chciałem rozpocząć naszą przygodę jako pięcioosobowa rodzina, ale w tej chwili wielkie przygody i wielkie plany są wstrzymane.

Nawet gdy wybuchła pandemia COVID-19, wciąż myślałam, że początek roku szkolnego będzie dla mnie szansą na spędzenie czasu z dzieckiem jeden na jeden. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że potrwa to tak długo. Moi chłopcy mieli w tym roku chodzić do szkoły w pełnym wymiarze godzin. Trzecie dzieci nie mają zbyt wielu spotkań jeden na jeden, a to miała być jej szansa. Ciągle się tego broniłem.

Zamiast tego od przyszłego miesiąca będę pomagać mojemu starszemu synowi w ukończeniu drugiej klasy w domu poprzez naukę na odległość. Mój czterolatek cierpi na autyzm i jego zespół zgadza się, że potrzebuje zorganizowanego programu przedszkolnego, aby przygotować się do przedszkola. Jego obecność będzie oznaczać zwiększone ryzyko dla naszej rodziny – zwłaszcza dla niego. Pracuję nad złagodzeniem własnego niepokoju, aby zrobić dla niego to, co najlepsze. Ale to oznacza, że ​​nadal będziemy musieli ciężko pracować, aby ich nie wziąć niepotrzebny ryzyko.

Jeszcze chwilę będziemy w domu. To nie koniec dla nas.

Oczywiście ten rok to nie tylko smutek i rozczarowanie. Nawet COVID-19 nie może stłumić absolutnej radości związanej z nowym dzieckiem. Jestem wdzięczny za nasze zdrowie i bezpieczeństwo oraz możliwość trzymania naszych dzieci w domu, dopóki coś się nie zmieni.

Wiem też, jakie mam szczęście, że moje dziecko urodziło się, zanim to wszystko się zaczęło. Jest to prawdopodobnie o wiele trudniejsze dla osób, które urodziły dzieci od czasu wybuchu pandemii. Mam takie szczęście, że urodziłem się w świecie, który już znałem. Narodziny dziecka w świecie pandemii COVID-19 to kolejny poziom trudności.

Urodzenie dziecka jest piękne i wyjątkowe. Po prostu urodzenie dziecka w pandemii oznacza rozczarowanie zmieszane z radością. Ta pandemia zmieniła wszystko, co sobie wyobrażałem w tym roku. Jestem trochę zdenerwowany wszystkimi rzeczami, które przegapiliśmy, a te cenne miesiące spędzamy w zupełnie inny sposób, niż się spodziewałem.

Widzę, jakie mamy szczęście i jednocześnie jestem trochę smutny. Dokładnie tak się czuję, mając dziecko podczas pandemii.