contador gratis Skip to content

Nigdy nie pomijaj lunchu

napad złości chłopca

Wczoraj spędziłem noc w hotelu w New Haven w Connecticut. To była rozkosz. I wszystko, co naprawdę zrobiłem, to dotarłem tam o 21:00, zjadłem dwie małe paczki frytek, wypiłem puszkę napoju gazowanego, przerzuciłem kanały telewizyjne, przespałem całą noc, obudziłem się sam, gdy moje ciało było gotowe, wróć spać, wstać z łóżka, ćwiczyć jogę, zjeść bardzo przeciętne śniadanie w hotelu, wziąć prysznic i iść do mojej książki. To było niebo. Absolutny raj.

I ciągle się zastanawiałem, co jeśli Gwen też tu była? Moglibyśmy się zrelaksować. I przytul się. Może nawet uprawiać seks, gdybyśmy pamiętali jak. Być może będziemy musieli zadzwonić do portiera po napiwki. Mógłby stać nad nami i dawać wskazówki. Jestem prawie pewien, że tragarze uprawiają dużo seksu. Właściwie jestem całkiem pewien, że każdy bez małych dzieci uprawia dużo seksu.

Następnego dnia wracam do domu z rekolekcji i totalnej klęski. Dzień zaczynamy na przyjęciu urodzinowym trzylatka. Gwen i ja zapominamy o upewnieniu się, że nasi dwaj chłopcy zjedzą porządny lunch podczas uroczystości. Kiedy więc wróciliśmy do domu, posadziliśmy chłopców przy kuchennym stole na dużą przekąskę. Jednak do tej pory są już bardziej głodni i pękają z niepokoju i emocji. Beczki proszku. Gwen sprawdza naszą pocztę głosową i stwierdza, że ​​nasza opiekunka odwołała spotkanie. Gwen i ja mieliśmy mieć randkę. Gwen jest zdruzgotana.

Informujemy chłopców, że nasza opiekunka, którą uwielbiają, nie przyjdzie. Eksplozja. Najpierw krzyczy Noe. To za dużo dla małego Benjiego, więc jak domino, on też wychodzi z siebie. Gwen podnosi Benjiego. Siedzę z Noah. Pomiędzy szlochami zjada tuńczyka i siada. Benji też.

Po obiedzie bawią się szczęśliwie przez dwadzieścia minut. Oglądamy każdego z nich w przedstawieniu kukiełkowym. Potem Gwen i ja wymykamy się, żeby opracować plan. Udamy się na plac zabaw, a potem wyjdziemy na kolację.

Plac zabaw to świetna zabawa.

Potem obiad. Nasz największy błąd dnia. Postanawiamy udać się do naszej restauracji randkowej. To będzie zabawa. Mają niesamowite belgijskie frytki (i sos z kaczki do maczania).

Parkujemy. Siadamy. Zamawiamy. Nadchodzi makaron z serem Noego. Podobnie krewetki Benjiego. Benji widzi makaron Noego i chce je. Noah nie chce z nich rezygnować. Jest dzieckiem i nie mówi: „Przykro mi, ale nie sądzę, żebym chciał się tym podzielić”. Zamiast tego mówi: „Ahhhhhhhhh !!!!!!!!!!”

I to oczywiście powala małego Benjiego, który dołącza do chóru z absolutnym entuzjazmem. Jesteśmy w eleganckiej restauracji. Noah i Benji są tam jedynymi dziećmi i krzyczą z całych sił. Ludzie piją Shiraz za 9 dolarów i piwa warzone w skali nano. Patrzę przez stół i Gwen chowa się pod serwetką. Dosłownie. Jakby to było duże sombrero.

Swoją drogą zapomniałem wspomnieć, że Gwen zostawiła sweter w samochodzie, więc jako szal, niedbale zarzucony na ramiona, ma na sobie parę dresów Noaha z torby na pieluchy. Wygląda dość elegancko w dresach, szaliku i serwetce z materiału.

Więc Benji chce makaronu z serem. Noah krzyczy i nie chce się dzielić. Mówię mu, żeby dał Benji’emu kilka makaronów, a ja zamówię więcej. On się zgadza. Zamawiam więcej. Benji i Noah pożerają obie porcje. Kręcąc ręką, jak marynarz w barze, zamawiam kolejną rundę. „Nie przestawaj!”

Wreszcie chłopcy są skończeni. Gwen nie tknęła swojego steku. Skończyłem kurczaka, ale nie pamiętam, żebym go jadł. Otrzymujemy czek. Wliczając napiwek, to najdroższy posiłek, jaki Gwen i jakie kiedykolwiek jadłyśmy. I mamy mdłości od stresu.

Morał tej historii? Może czasami nie jest to łatwe. A może nie pomijaj lunchu. To prawdopodobnie prawda. Przynajmniej sprawiłoby to, że mój dzień byłby o wiele lepszy.