contador gratis Skip to content

Nikt – w tym nauczyciele – nie powinien krytykować tego, co pakuję w lunch mojego dziecka

Obraz PicMonkey
EmirMemedovski / Getty Images (lewy obraz) i Melinda Tankard Reist / Facebook (prawy obraz)

Kiedy mój syn był w trzeciej klasie, przyszedł do domu i powiedział mi, że jeden z opiekunów obiadowych w jego szkole narzekał, że ma w pudełku tylko „przekąski”. Zasugerowała, że ​​powinien przyjść do szkoły z zdrowszymi opcjami.

– Może powinnaś znowu zacząć pakować mi kanapki, mamo – powiedział półżartem, ale najwyraźniej niezadowolony z tego, że zostałeś osądzony.

Problem z jego sugestią polegał na tym, że każda kanapka, którą dla niego zrobiłem w historii jego kariery w szkole podstawowej, pozostała nietknięta. Kanapki jadł dobrze w domu, ale szkoła to inna historia. Nie jestem pewien, dlaczego tak było, ale był wtedy bardzo wybredny. Podczas gdy mogłem nakłonić go do jedzenia w domu trochę zdrowo, było coś w jedzeniu lunchu w stołówce, co po prostu mu się nie podobało.

Może to były mocne zapachy, tłumy, fakt, że 200 głośnych dzieciaków AF zostało upakowanych na małej przestrzeni? Cokolwiek to było w tamtym czasie, jedyne, co mogłem nakłonić go do jedzenia, to przekąski. Wiesz, precle, wafle ryżowe, batoniki muesli, od czasu do czasu paluszki serowe. Nic strasznego, ale na pewno nic nie przypomina posiłku.

A jeśli nie jadł tych rzeczy, On. By. Nie. Jeść. W. Wszystko. Przez lata próbowałem innych opcji na lunch i zawiodły żałośnie. Zbyt wiele razy wracał do domu nie jedząc nic przez cały dzień, więc zrobiłem to, co musiałem zrobić i spakowałem mu to, co miał zjeść.

Oczywiście, ten doradca lunchowy nic o tym nie wiedział. I chociaż jej komentarz nie przeszkadzał mi aż tak bardzo, dostałem się pod skórę, zwłaszcza że mogłem powiedzieć, że mój syn poczuł wstyd z powodu tego, co się stało.

Cała sprawa sprawiła, że ​​zacząłem się zastanawiać, dlaczego ludzie mają czelność wypowiadać się na ten temat. Po pierwsze, patrzysz na jeden posiłek, który je ten dzieciak. Nie masz pojęcia, dlaczego posiłek wygląda tak, jak wygląda, co jeszcze je dziecko i jakie są szczególne okoliczności jego życia.

O ile dzieciak nie przyniósł czegoś poważnie zepsutego lub w jakiś sposób szkodliwego, powinno tak być Nie troska o urzędnika szkolnego. Moim zdaniem jedyna rzecz związana z jedzeniem, jaką szkoła powinna móc regulować, to to, czy dzieci mogą przynosić do szkoły określone alergeny (a jeśli to reguła, to trzeba to traktować poważnie, bo alergie mogą być śmiertelne).

W tamtym czasie myślałem, że jestem jedyną osobą, której dziecko było pytane o wybory żywieniowe w szkole. Ale nie jestem sam. Od tamtej pory słyszałem wiele historii o rodzicach, którzy byli karceni i zawstydzani w podobny sposób.

Przykład: w 2017 roku blogerka i aktywistka Melinda Tankard Reist opublikowała notatkę od nauczyciela dziecka swojej przyjaciółki, zasadniczo zawstydzając dziecko za przyniesienie ciasta czekoladowego do szkoły. Post został udostępniony na stronie Reist na Facebooku, gdzie szybko stał się wirusowy.

OSTRZEŻENIE: Przeczytaj to i przygotuj się na WRAŻENIE.

W poście Reist udostępnia zdjęcie listu, który otrzymało dziecko jej przyjaciółki po przyniesieniu tego dnia do szkoły kawałka ciasta czekoladowego. Ozdobiony czerwoną, marszczącą brwią buzię na górze, brzmi: „Twoje dziecko ma ciasto czekoladowe z kategorii Red Food dzisiaj. Wybierz zdrowsze opcje dla Kindy ”.

W poście dołączonym do zdjęcia Reist pisze: „Moja przyjaciółka (matka 8 zdrowych dzieci, co następuje w odniesieniu do nr 7) otrzymała to dzisiaj od krewnych jej 3-latka”.

OK, więc to był trzylatek, który tego dnia przyniósł do szkoły jeden kawałek ciasta czekoladowego. Jak to w ogóle jest dziwne? Zakłada się, że to był pierwszy raz, kiedy dzieciak dostał wiadomość, więc oczywiście nie było to codzienne wydarzenie. A nawet jeśli tak, kogo to obchodzi?

I tak, myślę, że gdyby to był siódmy (z 8!) Dzieciak tej mamy, prawdopodobnie wie, kiedy jest i nie jest właściwe dawanie dziecku poczęstunku podczas lunchu. JFC.

Jak wyjaśnia Reist Rodzice, zgodnie z oficjalną polityką szkoły „przetworzone ciasto” nie może być wysyłane na zajęcia. Jednak w tym przypadku nie był to „przetworzony”, a raczej resztki domowego tortu urodzinowego, które przyniosło dziecko. Więc poza tym, że – przynajmniej moim zdaniem – zasada „bez ciasta” jest i tak głupia, ta matka nawet nie złamała żadnej zasady.

Należy pamiętać, że kiedy wysyłasz dziecko do domu z karą dyscyplinarną za coś takiego jak jedzenie, zawstydzasz je jedzeniem, bez dwóch zdań. To, co jemy lub czego nie jemy, jest bardzo osobiste i nie ma nic dziwnego. Co więcej, zawstydzanie dziecka w ten sposób – zwłaszcza takiego małego – nie jest pozbawione konsekwencji.

Dzieci pamiętają takie upokarzające sytuacje. Przypomnij sobie swoje dni w szkole. To prawdopodobnie najmniej zawstydzające lub przerażające sytuacje, które pamiętasz najbardziej – i które pozostawiły na tobie trwałe wrażenie.

Jak mówi Reist Rodzice, „Rozumiem, że udręczeni nauczyciele najprawdopodobniej próbują realizować politykę szkolną, nie będąc przeszkolonymi dietetykami. Ale moim największym zmartwieniem jest to, gdzie zawstydza nas jedzenie. Kiedy dzieci postrzegają jedzenie jako „dobre” lub „złe”, może to wywołać u nich zaburzenia odżywiania ”.

TAK. Dokładnie to.

A poza poważnym i prawdziwym problemem zaburzeń odżywiania, co z brakiem bezpieczeństwa żywnościowego lub zawstydzaniem kogoś na podstawie tego, do jakiej klasy społecznej należą? Może jakieś dziecko przyniosło do szkoły mniej niż pożyteczny obiad, bo tylko tyle znajdowało się w szafkach kuchennych. Może dziecko ma zaburzenie przetwarzania sensorycznego lub zdiagnozowaną niechęć do jedzenia lub zaburzenie. Może dziecko ma spektrum autyzmu.

A może dziecko po prostu chciało tego dnia przewracać kawałek tortu czekoladowego, bo czemu nie?

Chodzi o to, żeby nie mówić. Ponadto szkoły powinny rozważyć ponowną ocenę swoich „zasad żywieniowych”. Nie są lekarzami ani dietetykami i naprawdę nie jest ich miejscem, by mówić, jaki rodzaj jedzenia trafia do ciał ich uczniów.

Reist rzeczywiście udzieliła znakomitej rady dla swojej przyjaciółki, której dziecko skarciło się za ciasto czekoladowe: „Powiedziałem jej, żeby jutro włożyła dwa kromki i kazała im się zgubić”.

Myślę, że to właściwa rada. Twoje powody, dla których pakujesz lunch swojemu dziecku, są ważne, osobiste i absolutnie niczyjej sprawa, tylko twoja. Kropka.