contador gratis Skip to content

Ojcostwo zniszczyło mój obraz siebie w sposób, jakiego nigdy nie mogłem sobie wyobrazić

Obraz siebie ojca
NelliSyr / iStock

Nagłe uświadomienie sobie tego, co oczywiste.

Mimo że minęło już półtora roku, kiedy ktoś nazywa mnie tatą, nadal czuję, że mówi się o tym w cytatach, jakby żartowały. Nie chodzi o to, że jestem za młody, by zostać nowym ojcem – w wieku 50 lat jest wręcz przeciwnie. Ale w środku czuję się jak Lev i ja bardziej jak bracia, a Michelle, mimo że jest młodsza ode mnie, jest dorosłą osobą w domu.

Nie tylko dlatego, że jestem tak niedojrzały, że często padam na podłogę i czołgam się z Levem, do tego stopnia, że ​​prawdopodobnie nie jest pewien, czy jestem jego dużo starszym bratem, czy może jakimś uszkodzonym szympansem. Ale bardziej dlatego, że moje wewnętrzne poczucie siebie wciąż ma 13 lat. Kiedy Michelle rozmawia z Levem i mówi coś w stylu: „Czy chcesz, żeby tatuś przeczytał ci bajkę na dobranoc?” Zawsze czuję, że wszyscy żartujemy, bo jak mogłem, zaledwie kilka miesięcy po mojej bar micwie, być czyimś tatą? Ale to fajna gra, więc wszyscy się bawimy i w końcu czytam mu książkę w jakimś wymyślonym języku bekania i być może nic nie szkodzi mojemu potajemnemu złudzeniu. Chociaż pewnego dnia nauczyłem go ślinić się.

Nawiasem mówiąc, ten zahamowany rozwój mojej tożsamości nie ogranicza się do bycia ojcem. Nadal odwracam się i patrzę za siebie, gdy ktoś zwraca się do mnie „proszę pana” na lotnisku lub w restauracji. Czuję się jak Tom Hanks Duży, oszust, radośnie cieszący się z faktu, że w jakiś sposób świat traktuje mnie jak dorosłego, kiedy w środku wciąż czytam Szalony magazyn i umieszczanie naklejek Wacky Packages na drzwiach mojej sypialni. Pomimo mojej pełzającej niemocy i słabnącej fizycznej obecności, po prostu jakoś nigdy nie przestałem czuć się chłopięcy – i na dobre lub na złe, wciąż czołgam się pod kuchennym stołem z Lewem.

Ale wczoraj wydarzyło się coś przełomowego. Michelle i ja odwiedzaliśmy moich rodziców i siedzieliśmy w cieniu pod drzewami, podczas gdy Lev bawił się nago w małej plastikowej wannie wypełnionej wodą. Powolna bryza z trudem poruszyła ciemne liściaste drzewa iglaste nad naszymi głowami. Zarówno wilgotne letnie powietrze, jak i sam czas zdawały się na tyle zwolnić, że nagle zdałem sobie sprawę z oczywistości. Uderzyło mnie, że chociaż nie mam psychologicznej potrzeby, by czuć się jak ojciec, bycie tatą to związek, a Lev potrzebuje, żebym był tym facetem.

Niedawno wszedł do tego rozległego i zagmatwanego wszechświata, Lew nie ma na myśli tego ironicznie, kiedy nazywa mnie „da-da”. W rzeczywistości wymaga ode mnie, bym odgrywał dla mnie rolę, jaką odegrał mój własny ojciec, opartej na solidności, uosabianiu życzliwości, cierpliwości, zawsze na miejscu. Więc nawet jeśli osobiście zagubię się w przedłużonej zadumie Piotra Pana, nie mogę zapomnieć, że ojcostwo to tango, które wymaga dwojga. A w tym związku nie jestem najważniejsza. Moje potrzeby wychowawcze zostały już zaspokojone z nienaganną cierpliwością i hojnością przez mojego własnego ojca. Teraz moja kolej, aby spróbować go naśladować i być czyjąś skałą Gibraltaru.

Wartości, o których myślałem, były najważniejsze w moim własnym obrazie – będącym w centrum uwagi – muszą ustąpić miejsca bardziej subtelnie heroicznemu. Ale tylko dlatego, że to nie jest mój czas, aby zabłysnąć, stojąc w centrum uwagi i dostarczając puentę, nie oznacza, że ​​bycie tatą jest aktem znoju. Ojcostwo wciąż może być ekscytujące, ale daje szansę zabłysnąć w inny, cichszy sposób, będąc kotwicą na czyimś statku, który niepewnie opuszcza port.

I kiedy Lew uczy się płynąć w swoją własną życiową podróż w plastikowej wannie, siedzę tutaj, oszołomiony objawieniem, że nie, to nie jest jakiś dzieciak z kosmicznego żartu. To jest moja rodzina. Jestem ojcem.

Aby uczcić i ochrzcić tę niesamowitą podróż, wstałem i nalałem wiadro wody mojemu synowi, wiedząc, że mój własny ojciec nigdy by mi tego nie zrobił, ale być może wziąłem się do działania jakimś dawno zapomnianym instynktem, że to coś, o czym zdecydowanie zrobiłbym mojemu młodszemu bratu.

Ponieważ Lew chlapał się w tej plastikowej wannie, dmuchając bąbelki wodą z mydłem, gruchając z zachwytu na te kruche, opalizujące, mydlane kule, bąbelki tak ulotne jak w tej chwili, zakładał, że dwoje dorosłych obserwujących go to normalni iw pełni wykwalifikowani rodzice. w końcu w pewnym sensie o to prosił.

Ten post pojawił się wcześniej na Fatherly.