contador gratis Skip to content

Pięć powodów, dla których rodzicielstwo było łatwiejsze w 1984 roku

1984

EJ kończy pięć lat w ciągu trzech miesięcy, a wychowywanie pięciolatka jest znacznie bardziej skomplikowane, niż kiedykolwiek przypuszczałem. W 1984 roku miałem pięć lat. Rodzicom wydawało się, że to łatwiejszy czas. Nie sądzę, aby macierzyństwo w żadnym pokoleniu było łatwe, ale teraz mamy wiele rzeczy, które sprawiają, że jest to o wiele trudniejsze. Niedawno zdałem sobie sprawę, że jestem trochę zazdrosna o nasze matki i prostotę roku 1984. Przede wszystkim zazdroszczę im, że nie mają internetu, co wydaje się być źródłem wszystkich moich obaw związanych z macierzyństwem.

1. Netflix. Kiedy kilka miesięcy temu zaczęliśmy streamować Netflix, pomyślałem, że nie może być lepiej. Teraz jestem nieco przekonany, że Netflix jest zarządzany przez diabła. EJ ma obsesję na punkcie Netflixa. „Mamo, po prostu pobierz to na Netflix. Czy to nie jest na Netflix? Czy mogę to teraz obejrzeć? Na Twoim telefonie? W moim kąciku? W telewizji?” Natychmiastowy charakter sprawia, że ​​niecierpliwy 4-latek jest jeszcze bardziej niecierpliwy. „Dlaczego się nie ładuje? Czy nie ma WiFi? ” Któregoś wieczoru EJ wszedł do mojej sypialni, kiedy oglądałem telewizję. „Mamo, oglądasz Netflx?” „Nie.”

“Na żądanie?”

“Nie…”

“Co oglądasz?”

“TELEWIZJA…”

Spróbuj wyjaśnić, dlaczego niektóre programy są dostępne w serwisie Netflix, a niektóre programy i odcinki nie. Nie śmieszne. Miałem dwie możliwości w wieku 5 lat; oglądać to, co było aktualnie w telewizji (w 90% przypadków nie było to coś, co mnie interesowało, zwykle MASH) lub grać. O wiele łatwiejszy wybór wtedy.

Ponadto Netflix doprowadził do ponownego odkrycia Caillou. Nasze matki nigdy nie miały do ​​czynienia z Caillou…

2. Facebook. To naprawdę najgorsza rzecz, jaka kiedykolwiek przytrafiła się matkom. Facebook może służyć jako narzędzie porównawcze. Sally publikuje zdjęcia swojego dziecka wykonującego projekty inspirowane Montessori, a ja muszę wybiec i kupić stolik sensoryczny. Mary robi zdjęcia swojemu dziecku w zoo, kiedy ja jestem w pracy i nagle próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz EJ był w zoo. Teraz czuję się jak palant, że nie zabrałem mojego dziecka do zoo przez kilka miesięcy i jestem pewien, że będzie przerażony, że to przegapi. Niezwłocznie odnawiam nasze członkostwo, przysięgając, że będę tam chodził przez cały czas, tylko po to, aby pamiętać, kiedy Maryja będzie następnym razem.

Są zdjęcia pysznie ugotowanego, zdrowego obiadu i właśnie trzeci wieczór z rzędu nakarmiłam moje dziecko pizzą. Zdjęcia mam ćwiczących, podczas gdy ja ledwo mogę przygotować obiad w nocy.

Są też posty „informacyjne” od innych mam o tym, czego nie powinnaś i powinnaś robić.

„Nie karm tym swojego dziecka”.

„Moje dziecko nigdy by nie oglądało…”

„Świetny artykuł o tym, dlaczego takie a takie jest złe”. (kiedy obecnie jesz i / lub robisz to i takie)

Może to być przytłaczające, szczególnie dla młodych mam. Nasze mamy nigdy nie musiały tak uważnie „przyglądać się” innym mamom i ich życiu. Nigdy nie zajmowali miejsca w pierwszym rzędzie, codziennie aktualizowanym o tym, jak układają się inne dzieci / rodziny / mamy. I nigdy nie musieli zmagać się z ideą pozostania w kontakcie, odłączając się i ciesząc chwilą. Facebook może być niesamowitym sposobem budowania społeczności ludzi, na których Ci zależy, oglądania uroczych zdjęć, utrzymywania kontaktu ze znajomymi i śmiechu, ale może to być również walka o wyplenienie przytłaczających informacji i pozostanie w rzeczywistości. Nasze matki miały tylko rzeczywistość… to, co było tuż przed nimi.

3. Pinterest. Było niekończących się postów na blogach dotyczących Pinteresta. Nasze matki nie musiały patrzeć, jak mama Johnny’ego przypina wszystkie rzemiosła, które z nim wykonuje, niekończące się materiały do ​​wydrukowania dla przedszkola, ani też, jak Twój dom mógłby być znacznie lepiej zorganizowany i stylowy, gdybyś miał czas lub umiejętności. Nie musieli przypinać i ponownie przypinać setek przepisów, rękodzieła, książek i projektów DIY, które nigdy by się nie wydarzyły i tylko cię prześladują. W ten sposób czujesz się jak nieodpowiednia matka, współmałżonek i kucharka. Nigdy nie zrobię ciasteczek w renifery, ale przynajmniej w 1984 roku nie zdawałbym sobie sprawy, że jest taka opcja.

4. Google. Google doprowadził matki do paniki, paranoi i uzbrojenia w fałszywe informacje. I GTS (Google That Shit) wszystko iw rezultacie wariuję. Wiem, że nie jestem sam. Google sprawia, że ​​mała czerwona wysypka jest oznaką dżumy dymieniczej. Pozwoliło matkom na niedokładną diagnozę naszych dzieci na podstawie jednego małego objawu i wezwanie pediatry w panice. Pedi EJ powiedział mi w zeszłym tygodniu: „Po prostu nie Google. Zadzwoń do mnie, ale nie Google ”. Następnie rozmawiałem wczoraj z moją siostrą, która miała bardzo podobną rozmowę ze swoim lekarzem. Google czyni nas neurotycznymi i zapewnia poziom niepokoju naszym własnym mamom, którego nie uczą.

5. _____ Wolny Spędzam 50% czasu na myśleniu o tym, czy rzeczy są nietoksyczne, wolne od BPA, hormony, barwniki i cokolwiek, co mówią mi ludzie wolni. Analizuję kremy, zabawki, żywność, soki, wodę, a nawet miejsca docelowe. Zadaję więcej pytań o to, z czego są zrobione rzeczy i jestem prawie pewien, że Mike kupuje produkt, jeśli jest na nim napis DARMOWY. Chociaż jest to zdrowa, pozytywna zmiana w ciągu ostatnich 30 lat, wystarczy, aby doprowadzić Cię do szału. A ludzie uwielbiają ważyć.

„Czy jesteś bezglutenowy?”

„Nie mam pojęcia… może? Czy powinienem być?”

Pozbywam się i dodaję produkty w zależności od tego z kim rozmawiałem i co przeczytałem i szczerze mówiąc nie nadążam. Nie jestem pewien, czy mogę już cokolwiek jeść i jestem prawie pewien, że wszystko w moim domu mnie zabije. W zeszłym tygodniu wysłałem SMS-a do Mike’a: „Widziałem, że sok, który kupiłeś, pochodzi z Chin. Nic nie jemy ani nie pijemy z Chin ”.

Naciskany z jakiegoś powodu zdałem sobie sprawę, że nie jestem do końca pewien, dlaczego.

„Po prostu nie!”

Nasi rodzice nie czytali tego. Jedyne szaleństwo, jakiego doświadczyliśmy, to „brak tłuszczu”! Nie pamiętam, żeby mój ojciec kiedykolwiek czytał etykietę i jestem prawie pewien, że wszystko w moim domu, gdy dorastałem, było toksyczne. Mężczyzna wyczyścił wszystko tamponem Brillo. I wciąż żyję, żeby o tym mówić.