contador gratis Skip to content

Piekło, które jedzie z krzyczącymi dziećmi

Piekło, które jedzie z wrzeszczącym dzieckiem
Shutterstock

Jechałem do domu naszym minivanem z krzyczącym dzieckiem na tylnym siedzeniu. Moja żona Mel siedziała obok mnie. Wyglądała przez okno, lewą ręką trzymała nogawkę spodni, prawa ręka opierała się o podłokietnik, a twarz trzymała w dłoni. Za mną Tristan, lat 7 i Norah, lat 5, oboje mieli zakryte uszy. Byliśmy 10 minut od domu, ale wiedziałem, że to będzie wieczność. Aspen, nasz 5-miesięczny chłopiec, był po prostu kapryśny i chciał, żebyśmy wszyscy o tym wiedzieli. Przełączyła się między swoim normalnym, pełnym smutku płaczem, a głębokim płaczem paniki iz powrotem.

Zanim wsiedliśmy do furgonetki, sprawdziliśmy jej pupę, daliśmy jej trochę mleka – tak jak zwykle – żeby była zadowolona. To najwyraźniej nie wystarczyło, albo coś ją niepokoiło, ale byliśmy tak blisko domu, że następne wyjście było nasze, więc parliśmy dalej. To miało potrwać kilka długich minut, ponieważ przy krzyczącym dziecku w minivanie minuty wydawały się godzinami.

I gdzieś w tym wszystkim moja 5-latka poprosiła o telefon matki. Na początku jej nie słyszeliśmy, więc była bardziej sfrustrowana. Kiedy już zrozumieliśmy, powiedzieliśmy jej, że nie, ponieważ telefon mamy był niedostępny. Ale szczerze, Mel i ja byliśmy prawdopodobnie trochę sfrustrowani z powodu płaczącego dziecka, więc muszę założyć, że nasz ton nie był aż tak przyjemny.

Więc Norah też zaczęła krzyczeć. Kopała swoimi małymi stopkami, miażdżyła małe pięści i zgrzytała małymi zębami i nagle była to harmonia płaczu dziecka i jego dopasowania. Mój biedny syn był w środku, z rękami zasłoniętymi uszami, oczami trochę zamglonymi, najwyraźniej nie wiedząc, co zrobić lub powiedzieć, żeby to zatrzymać.

Ale szczerze, co mógłby Zatrzymaj to? Mel odchyliła się do tyłu i spróbowała porozmawiać z Norah, ale bezskutecznie. Wtedy zastanawiałem się, co może być gorszego niż jazda minivanem z wrzeszczącym dzieckiem i pięciolatkiem rzucającym sprawność? W tamtym czasie nie mogłem wiele wymyślić.

Pomaganie dziecku zrozumieć, jak radzić sobie z frustracją, jest naprawdę trudne i łatwo jest reagować emocjami, wpadać w złość lub brać rzeczy do siebie. Łatwo się poddać, dać im to, czego chcą i iść dalej. Ale potem pojawia się uczucie, że pogarszam ich, zmieniam w złego człowieka i to jest ostatnia rzecz, jakiej chcę.

Jednak nigdy się nie poddawaj, cóż… to zupełnie inna sprawa. To czyni ze mnie brutala – wymagającego wojującego ojca i też nie chcę nim być. Rodzicielstwo nie jest czarno-białe. Nie występuje w jasno określonych binariach, ale raczej w odcieniach miliona kolorów, które zmieniają się w zależności od wieku i sytuacji.

Krótko mówiąc, Mel zamiast telefonu dała jej kawałek cukierka, co zdenerwowało jej brata. “Mogę trochę?” – zapytał Tristan.

„To wszystko, co miałem” – powiedziała Mel.

Norah spojrzała na swojego brata z uśmieszkiem, jej usta zacisnęły się na czekoladzie. Dziecko wciąż płakało, a Tristian miał teraz zaczerwienioną twarz i czuł się zaczepiony, ale Norah była zadowolona. Mel obiecała Tristanowi, że dostaniemy mu trochę słodyczy, kiedy wrócimy do domu, ponieważ z dziećmi wszystko musi być równe, chociaż życie tak naprawdę nie jest takie.

I kiedy doszedłem do wyjścia, poczułem głębokie zmęczenie, które pochodzi tylko z późnej nocy jazdy furgonetką z wrzeszczącymi dziećmi. Było już po 21:00 i zacząłem myśleć o pracy. Prowadziłem wtedy zajęcia online i musiałem skończyć kilka ocen, zanim mogłem iść spać.

Prowadząc, zastanawiałem się, ile czasu zajmie ułożenie dzieci do łóżek. Myślałem o całej pracy, którą miałem do wykonania, io tym, że znowu będę spać późno. Zastanawiałem się, dlaczego jestem w tym wszystkim. Zastanawiałem się, dlaczego tak bardzo staram się być rodzicem. W środku złego dnia dla rodziców łatwo jest poczuć się zaczepionym i złym – emocja, która jest prawdopodobnie bardzo podobna do tego, co czuł Tristan, gdy jego siostra otrzymywała cukierki, a on nie. Myślałem, że rodzicielstwo powinno być słodkie i satysfakcjonujące, coś podobnego do programów telewizyjnych z lat 50., ale to oczywiście nie była rzeczywistość. Do tego momentu większość z nich krzyczała.

Chciałem zjechać furgonetką na pobocze, wysiąść i odejść, nigdy więcej mnie nie zobaczono. Chciałem z tym wszystkim skończyć. Chciałem trochę ciszy. Chciałem iść spać. Naprawdę chciałem być gdziekolwiek, ale nie w tej furgonetce z płaczącym dzieckiem.

W sumie jechałem z wrzeszczącym dzieckiem przez około 20 minut. Ale to było dużo, dużo, dłużej. A kiedy już wszystko zostało powiedziane i zrobione – kiedy dzieci już spały, moja praca została skończona, a ja leżałem w łóżku, patrząc w ciemny sufit – uśmiechnąłem się. Nie wiem dlaczego, ale tak było. Doprowadziło to do śmiechu i nagle nie mogłem przestać się śmiać, myśląc o absurdalności tego wszystkiego. To był głęboki chichot, który znajdował się gdzieś między szaleństwem a ulgą. Śmiałem się z reakcji Tristana, kiedy nie dostał czekolady. Śmiałem się z pragnienia odejścia w ciemność, aby nigdy więcej mnie nie zobaczyć i jakie to było głupie. Śmiałem się, bo było już po wszystkim.

Ale jednocześnie wiedziałem, że nie powinienem się śmiać. Powinienem się wypalić. Zamiast tego zaśmiałem się. Przypuszczam, że to rodzicielstwo. To właśnie oznacza, gdy twoja mama mówi: „Pewnego dnia spojrzysz na to wszystko wstecz i będziesz się śmiać”. I chociaż wydawało się to trochę wcześniej, niż się spodziewałem, nadal było mile widziane po długiej nocy jazdy z wrzeszczącymi dziećmi.