contador gratis Saltar al contenido

Ponowna nauka ćwiczeń w wieku 40 lat

Ponowna nauka ćwiczeń w wieku 40 lat
Jacob Ammentorp Lund / iStock

Kiedy byłam nastolatką i dwudziestolatką, ćwiczyłam tylko po to, żeby nabrać formy. Chodziło o dopasowanie moich ubrań lub ubrania w sklepach I. chciał żeby się dopasować. Byłem biegaczem, ale średnim, walczącym – nie szybkim, wcale. Nie specjalnie lubić bieganie, ale było wystarczająco wydajne, jak szły ćwiczenia.

Kiedy miałem 30 lat, miałem troje dzieci. Ćwiczyłem, aby zachować dobrą kondycję między dziećmi, a czasami nadal biegłem wyścig lub dwa, aby udowodnić, że jestem tak sprawny, jak przed dziećmi. (Byłem i nie byłem. Tak jak czułam się w miarę sprawna, wydawało się, że znowu będę w ciąży.) Ćwiczenia stały się czymś więcej niż tylko dopasowaniem do moich spodni. W końcu miałam w szafie cieńsze spodnie, spodnie zimowe (o jeden rozmiar w górę), spodnie wczesne ciążowe, spodnie późno ciążowe i miękkie, rozciągliwe spodnie poporodowe. Zawsze były spodnie, które pasowały.

Nie, nowością było to, że po dziesięcioleciach ambiwalencji ćwiczeń naprawdę nie mogłem się doczekać biegania. Byłam zaskakująco wyczerpana młodym macierzyństwem pozostającym w domu – fizycznymi wymaganiami, czasami przytłaczającą bliskością i nieustępliwością bycia „włączonym” 24/7. Pobiegłem więc, aby dać sobie trochę miejsca z dala od macierzyństwa, aby myśleć i dbać o siebie, i zawsze wracałem z 30-minutowego biegu wyraźnie wypoczęty. Zmiana ta stała się na tyle oczywista, że ​​kiedy mój mąż zobaczył moje zmarszczone czoło i usłyszał napięcie w moim głosie, zachęcał mnie: „Idź pobiegać!”

Teraz, mając 40 lat, wcale nie biegam. Co się stało? Cóż, kilka rzeczy. Moje dzieci się zestarzały – teraz wszystkie są w wieku szkolnym – i nie czuję już roztrzęsionej chęci „ucieczki”. Moje kolana i stawy skrzypiały i zacząłem się martwić o długoterminowe skutki tysięcy mil, które pokonywałem w nie przez ponad dwie dekady. I było coś jeszcze – w jakiś sposób zacząłem ćwiczyć ze starszymi ludźmi.

Kiedy miałem jeszcze 30 lat, poszedłem na siłownię, aby móc ćwiczyć opiekę nad dziećmi i biegać na krytym torze w długie zimowe miesiące tutaj w Cleveland. Podczas godzin spędzonych z mamą w domu skończyłem ćwiczyć z siwowłosym tłumem emerytów. Dzieliliśmy ten kryty tor, po który przyszedłem, i szybko mijałem starszych biegaczy i biegaczy, którzy mieli 20, 30 lub 40 lat ze mną.

Nie tak szybko, jak się okazało. Z dwoma cesarskimi cięciami pod pasem – dosłownie – byłem zażenowany, gdy stwierdziłem, że ledwo mogę zrobić przysiad. Bieganie, choć dobre dla ciężarnej ciąży, nie robił nic, aby naprawić chirurgiczne uszkodzenie brzucha.

Dlatego zwróciłem się do Pilatesa, który skupia się na sile rdzenia, elastyczności i równowadze. Zajęcia Pilates, podobnie jak reszta mojej sali gimnastycznej, były w większości wypełnione przez starszych ludzi. Ale nie mijałem ich, jakbym był na torze. Nie, tym razem kompletnie skopali tyłek – mój. Podczas gdy byłem wyczerpany prostym rozgrzewkowym ćwiczeniem brzucha na moich pierwszych zajęciach, 70- i 80-latkowie wokół mnie dopiero zaczynali. Byli elastyczni, mocni i wytrzymali. To było szalenie inspirujące.

Wtedy uderzyło mnie oczywiste: będę się zestarzał. Mogłem się zestarzeć, próbując robić to, co robiłem w wieku dwudziestu i trzydziestu lat, powoli obserwując, jak moje ciało biegnie coraz wolniej i coraz bardziej skrzypi, albo mogłem kopiować tych ludzi, takich aktywnych, sprawnych, starych ludzi, którymi kiedyś chciałem być.

Nie mogę znowu wrócić do moich dwudziestki i trzydziestki – mój wiek nie ma miejsca, jak tylko podnieść się. Nie chcę być 65-latkiem, który ma kłopoty ze schodami i musi się przenieść do parterowego domu. Nie chcę być 75-latką, która nie może zejść na podłogę ze swoimi wnukami. I nie chcę być 85-latką, która ma słabą równowagę, upada i złamie biodro.

Na razie chcę być wystarczająco sprawnym 40-latkiem. Nigdy nie biegnę w kolejnym maratonie i nie mogę biec w żadnym innym wyścigu. Ale to nie daje rezygnacji. Ewoluuje i pozwala moim programom fitness ewoluować razem ze mną. Moje skrzypiące kości już nie lubią biegać, ale lubią pilates, jazdę na rowerze i spacery, a ostatnio próbowali też jeździć na nartach i surfować. Kto wie, co dalej? Cieszę się, że się dowiem. Poruszanie się jest ze mną zawsze dobre, o ile idę do przodu.