contador gratis Skip to content

Potrzebujemy nowego słowa, aby opisać nowe matki

nowa mama

„Neomamma” to moje słowo określające nową mamę.  Opisuje bycie pierwszym, nieświadomym nowym rodzicem, który nie wie, co robi, nie ma jeszcze instynktu macierzyńskiego (ale uważa, że ​​powinien), nadal krwawi z jej dolnych regionów i nosi ubrania ciążowe.  Aha, czy zapomniałem wspomnieć, że ta nowa mama jest trochę zmęczona?

List otwarty do redaktorów słownika Merriam-Webster:

Czytałem, że niedawno dodałeś kilka nowych słów – 150 z nich! – do twojego słownika. 150 słów! To dużo słów. To kupa słów. To więcej słów, niż niektórzy nastoletni chłopcy używają przez cały dzień. Dwa ze 150 dodanych słów to „selfie” i „tweep”.

Selfie? Tweep?

Pomyślałem, że być może błędnie napisałeś „twerp”. Ale tego nie zrobiłeś. Jesteście ludźmi ze słownika i najwyraźniej doskonałymi ortografami.

A „selfie”? Naprawdę? Dodałeś słowo, które – jak zakładam – pochodzi od Kim Kardashian lub jednej z jej sióstr? Czy naprawdę potrzebujemy słów „selfie” i „tweep” w słowniku? To nawet nie brzmi jak słowa. Tweep brzmi jak dźwięk, który wydaje Kardashian, kiedy kicha.

Wiesz, jakiego słowa potrzebujesz? Czy wiesz, o jakie słowo cię błagam? Potrzebujesz nowego słowa dla nowej mamy. Proszę! Już czas! Nowe matki istnieją znacznie dłużej niż „tweep”, „selfie”, a nawet Kardashian.

Nowe matki istnieją prawie od zawsze. Potrzebujemy własnego słowa. Nazywam to słowo „neomama”.

„Neomama” to moje słowo na określenie nowej mamy. To słowo opisujące bycie pierwszym, nieświadomym nowym rodzicem, który nie wie, co robi i nie ma jeszcze instynktu macierzyńskiego (ale uważa, że ​​powinien). Boi się popełnić błąd. Jest tym przerażona. Jest zmęczona. Jest okropnie, obrzydliwie, potwornie zmęczona.

Ta kobieta… Ten stan rodzicielstwa… Cóż, nie ma na to słowa. Dlatego to wymyślam. I naprawdę bym chciał, gdybyś mógł dodać to do swojej dużej książki.

Bo uważam, że nowa mama potrzebuje słowa, które odróżnia ją od matki malucha, przedszkolaka czy nastolatka. Istnieje również ogromna różnica między matką po raz pierwszy a doświadczoną mamą, która właśnie urodziła dziecko numer dwa lub dziecko numer trzy lub – w zależności od tego, co ogląda rzeczywistość – dziecko numer dwadzieścia trzy.

Jeśli zamierzasz się bronić i powiesz mi, że słownik zawiera całą kategorię „matka”, nie przejmuj się. Widziałem to. „Den Mother”. „Matka Ziemi”. “Ojczyzna.” Płyta główna.” „Motherf # $ er.”

Nie mogłem w to uwierzyć. Masz „skurwysyn # $% er” w słowniku skurwysynu # $% ing! Ten mnie zszokował! Ale to, co masz. I nie, to tego nie obejmuje. Nie masz słowa na nową matkę.

Jeśli potrzebujesz więcej dowodów, chciałbym opowiedzieć trochę o pierwszym poranku, który spędziłem sam w domu z moim pierwszym dzieckiem. Miał prawdopodobnie około sześciu dni. Moich rodziców nie było. Moich teściów nie było. Mojego męża nie było. Nie było nikogo, kto mógłby zapytać o potencjalnie zainfekowane pępowiny, dziwnie wyglądające kupy lub dziwne miękkie plamy.

Wielkim wydarzeniem mojego pierwszego prawdziwego dnia w pracy był miły, relaksujący spacer po okolicy. Kupiłem chustę z własnym instruktażowym DVD. Ale niedługo po tym, jak wyszedłem z mieszkania, stwierdziłem, że tkanina z chusty dusi twarz mojego syna i prawdopodobnie nie może oddychać. Więc wyciągnąłem go i zacząłem nosić go na rękach. Oczywiście kobieta idąca ulicą trzymająca noworodka w pustej chuście będzie zwracać uwagę. Zatrzymała mnie starsza pani. “O. Jak uroczo! Jak on ma na imię?”

“Jak on ma na imię?”

Jego imię.

Jak miał na imię?

Wyblakłem.

Teraz na moją obronę, dzieciak i ja spotkaliśmy się dopiero w tym tygodniu. Mój mąż i ja właśnie nadaliśmy mu imię. Imię wciąż było takie nowe!

Po kilku sekundach – jednej, dwóch sekundach – nazwa przyszła mi do głowy. Ale czy wiesz, jak czułam się „neomama”? (Widzisz, jak ładnie to słowo tam działa?)

To zajęło dużo czasu. Tygodnie. Miesięcy. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, jak długo, kiedy ani nawet jak. Ale z biegiem czasu stawałem się coraz bardziej komfortowy w nowej roli. Aż do pewnego magicznego, ale nie wyróżniającego się dnia, porzuciłam swój status „neomamy” i zostałam po prostu mamą.

A „mama?” Z przyjemnością stwierdzam, że jest już w słowniku.