contador gratis Skip to content

Pozytywne rodzicielstwo polega na tym, że nadal chcesz ich zabić

Pozytywne rodzicielstwo
AureliaAngelica / iStock

Wszyscy wiemy, jak działa pozytywne rodzicielstwo: Twój 6-latek krzyczy, że jesteś złą mamą, że zawsze psujesz mu zabawę i że nie, nie posprząta swoich zabawek, ponieważ jego bracia zrobili bałagan i on cię nienawidzi.

Pozytywne rodzicielstwo każe nam zejść na jego poziom, zrobić smutną minę i powiedzieć: „Wow. Brzmisz naprawdę szalony. Czy możesz mi powiedzieć, dlaczego jesteś taki wściekły, wściekły, szalony? ” Lub coś innego, na przykład: „Brzmisz, jakbyś miał wielkie uczucia. Czy możesz mi powiedzieć, jakie są te wielkie uczucia i jak mogę ci z nimi pomóc? ” Lub wreszcie: „Och, wow, brzmisz, jakbyś potrzebował przytulenia!” To wszystko, gdy twoje dziecko krzyczy ci w twarz.

Jest tylko jeden problem z pozytywnym rodzicielstwem: Całkowicie chcesz ich zabić.

Pozytywne rodzicielstwo prosi Cię, abyś zachował lekko zaniepokojoną, smutną minę, kiedy chcesz zrobić minę jak Meduza, węże i wszystko inne. Ponieważ to wojna, kochanie. Jakiś mały bratbox ze złym nastawieniem właśnie nazwał cię złą mamą. Cały dzień spędzałeś na praniu, myciu podłóg, czytaniu dr Seussa i delikatnym wyrywaniu smarka z czyichś włosów, żeby nie szarpał i nie powodował krzyku. Zrobiłeś to wszystko na mieszance letniej kawy i resztek resztek gofra Eggo. Jeśli nie jesteś dobrą mamą, co jeszcze, kurwa, masz robić, zrób to wszystko, gwiżdżąc „Chim Chim Cher-ee” z Mary pierdolony Poppins? Nie, nie jesteś złą mamą. Przycisk wciśnięty. Zainicjuj litanię obowiązków, które wykonałeś dzisiaj.

Ale nie, jesteś pozytywnym rodzicem. Nie zrobiłeś tych rzeczy, aby później sprawić, że twoje dziecko poczuje się winne. Nie chcesz, żeby myśleli, że są ci coś winni. Jesteś bezinteresowna. Robisz te rzeczy z własnej woli. Jesteś Madonną, biustonoszem Mary-not-the-cone-bra.

Potem mówi, że psujesz mu zabawę. Jego zabawa? Jego zabawa? Spędziłeś cały dzień, wykonując wymienione prace domowe, plus organizowanie czasu na zajęcia plastyczne i rzemieślnicze, wraz z nożyczkami i klejem, które wymagają ścisłego nadzoru, co odciąga Cię od prac domowych. A kiedy skończyli, wydobyłeś blask. Plik brokat. Wytwarzaj opryszczkę, rzecz, która nigdy nie opuszcza domu. Pójdą na studia, a pod kuchennym stołem znajdziesz brokat. Ale i tak błyszczysz, bo je kochasz. Po całym tym wesołym gównie czytasz im trzy książki, a potem grasz w warcaby, w których pozwalasz im wygrać.

Ale ty ich nie narzekasz. Nie przypominasz im o całej zabawie, jaką dzięki Tobie mieli (i wycieczce na plac zabaw). Narzekanie jest złe i złe, a oni i tak cię nie usłyszą, mówią eksperci. Zamiast tego bierzesz głęboki oddech. Mówisz: „Kochanie, dlaczego nie weźmiesz ze mną kilku głębokich oddechów?” A kiedy krzyczą, że nie chcą brać głębokiego oddechu, bierzesz je same i powstrzymujesz się od skręcania ich chudej szyi.

A mimo to tupią nogami i krzyczą, że to zrobią nie posprzątaj swoje zabawki. Suko, przyniosłem te zabawki do tego domu i mogę je wyjąć. I tak jest ich za dużo. Wiedziałbyś. Około połowę swojego życia spędzasz na zbieraniu zabawek, sortowaniu zabawek, pochylaniu się po zabawki i wykopywaniu zabawek zza kanapy. Jedyne, o co prosisz, to żeby kupili jakieś cholerne Hot Wheels. Z podłogi w salonie zbierzesz więcej w 10 sekund. Gdybyś nie był tak cholernie zmęczony pochylaniem się, żeby podnieść gówno, zrobiłbyś to sam i zrezygnowałbyś z napadu złości.

Ale nie bierzesz ich zabawek. Są dobrem twojego dziecka, a zatem są święte – nie bardziej możesz ich dobrej woli niż oni dobrej woli twojej biżuterii. Nie możesz zabrać zabawek. Nie możesz narzekać, jak często je odbierasz. Zamiast tego przybierasz zaniepokojoną, smutną minę i mówisz: „Widzę, że nie chcesz podnosić swoich zabawek. Ja też nie lubię odbierać. Zobaczmy, kto może odebrać najwięcej najszybciej! Gotowi do startu start!” Albo powiesz: „Zaśpiewajmy razem piosenkę porządkową”. Potem śpiewasz jakieś wymyślone gówno na melodię „Frère Jacques. ” Tak czy inaczej, zbierasz na kolanach. Cholera.

Pozytywne rodzicielstwo działa. Pomaga zweryfikować dzieci jako prawdziwych ludzi. Szanuje ich uczucia. Mówi, że są tak samo ważni jak dorośli. Ale w każdym pozytywnym momencie rodzicielstwa pojawia się wewnętrzny monolog, który ma więcej wspólnego z wyrzeczeniem się i jazdą do Vegas niż miłością i piankami. Jeśli nie jesteś buddystą zen, prawie niemożliwe jest przetrwanie napadu złości bez chęci uderzenia dziecka. Znak kochającego, pozytywnego rodzica? Ty nie. Ale to nie znaczy, że o tym nie myślisz.