contador gratis Skip to content

Przestańmy pytać: „Jak rodzice na to pozwolili?” W odpowiedzi na nieoczekiwaną tragedię

Rodzice pozwalają na to
Skitterphoto / Pixabay

W sylwestra w Kolorado zaginął 6-letni chłopiec. Jego ciało zostało właśnie zidentyfikowane wczoraj, kiedy znaleziono go w pobliskim stawie. To druzgocąca wiadomość. „Najgorszy koszmar każdego rodzica”, w mediach zawsze mówią, kiedy coś takiego się wydarzy, ponieważ to prawda. Nie ma nic gorszego. Najwyraźniej pokłócił się z rodzeństwem i opuścił dom, a wcześniej wędrował z dala. Nie mam pewności co do dokładnych okoliczności, ale oczywiście gdy tylko zgłoszono zaginięcie, zaczęło się szaleństwo: Jak rodzice na to pozwolili?

Czytałem, że jego mama była w pracy, a dziadek się nim opiekował. Nie jestem pewien, czy to prawda, czy nie. To nie ma znaczenia. Nie obchodzi mnie to. Kiedy cztery lata temu Jessica Ridgeway została uprowadzona w naszej społeczności, szła sama do szkoły, a jej matka, która pracowała na nocne zmiany, spała. Czy potrafisz sobie wyobrazić coś gorszego niż nieobecność, aby chronić swoje dziecko przed krzywdą? Nie, oczywiście, że nie możesz.

Nie mogłem się powstrzymać przed przeczytaniem komentarzy na stronie Denver’s 9News na Facebooku, w których twierdzi się, że „Gdyby moje dziecko miało historię wędrówki z dala od domu, założyłbym mu tracker GPS”. „Gdzie byli rodzice?” „Nigdy bym…” Lista jest długa – możesz sobie wyobrazić. Wszyscy czytaliśmy komentarze takie jak ten, dotyczące incydentu z gorylem w zeszłym roku, aligatora w Disney World, naprawdę za każdym razem, gdy wydarzy się coś tragicznego, co chcemy dodać do naszej wyimaginowanej, całkowicie nieefektywnej listy „rzeczy, które nigdy nie mogły się nam przytrafić”.

Ponieważ to właśnie świadomie lub podświadomie mówimy, gdy osądzamy rodziców, obwiniamy ich i zawstydzamy, gdy dzieją się straszne rzeczy: To nigdy by mi się nie przytrafiło. Ale oczywiście wszyscy wiemy, że może, w takiej czy innej formie. Wszyscy odwróciliśmy się plecami, trzymaliśmy kciuki, gdy na chwilę wbiegliśmy do domu, z nudów podnieśliśmy telefon w parku. Nie jesteśmy doskonali. A nawet gdybyśmy byli? Jesteśmy również na łasce złożoności ludzkiego ciała, chorób i dolegliwości. To najgorsza część bycia rodzicem – myślę, że wszyscy możemy się co do tego zgodzić.

Przed laty widziałem film lub program telewizyjny (do końca życia nie pamiętam, co to było), w którym dwie osoby siedziały na ławce na promenadzie i oglądały rodzinną jazdę na rolkach. Dzieciak był zawinięty w parę centymetrów swojego życia, przykryty ochraniaczami i hełmami, a osoba obserwująca skomentowała: „Któregoś dnia ten dzieciak zostanie ugryziony przez kleszcza i umrze”. To naprawdę nie jest zabawne, może nawet niewłaściwe, ale myślę, że wszyscy możemy odnieść się do tego uczucia. I to jest do bani – myślenie, że możemy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby zapewnić naszym dzieciom bezpieczeństwo w określony sposób, a jednak nigdy nie jesteśmy w stanie przygotować się na wszystko. Być może jest to nieoczekiwane, którego powinniśmy się najbardziej obawiać.

Kiedy znajomy poronił w drugim trymestrze ciąży, jedna z moich ciężarnych przyjaciółek, również po pierwszym trymestrze ciąży, powiedziała: „Myślałem, że w tym momencie wyjechałem z lasu”. Chciałem powiedzieć: Nigdy nie wychodzimy z lasu. Wszyscy mamy tak wiele do stracenia od momentu poczęcia, adopcji, a nawet rozpoczęcia planowania dla naszych dzieci. To powinno być motto wychowywania dzieci. Rodzicielstwo: nigdy nie wychodzimy z lasu.

Możemy (i powinniśmy) brać udział w kursach zapobiegania wykorzystywaniu seksualnemu; naucz nasze dzieci bezpiecznego hasła; ćwiczyć sytuacje odgrywania ról; edukować nasze dzieci o narkotykach i alkoholu, związkach i seksie; ćwicz bezpieczeństwo broni; karmić nasze dzieci zdrową żywnością; bądź z nimi aktywny; trzymaj wodę sodową i kofeinę z dala od ich małych ciał; trzymaj je z dala od dymu papierosowego; i tak dalej. Ale w głębi serca wiemy, że bez względu na to, co robimy, nigdy nie możemy zagwarantować ich zdrowia i bezpieczeństwa. I to nas zabija.

Ale jest jedna rzecz, którą wiem na pewno, a która nigdy nie pomogła chronić naszych dzieci przed krzywdą: osądzanie i zawstydzanie innych rodziców.

Jestem pewien, że czytając to, czujesz się jak gówno. Wiem, że to piszę. Mój mąż (mam nadzieję, że tego nie czyta) nie może znieść, kiedy marynuję się w tragediach związanych ze śmiercią dzieci. Kilka tygodni temu zeszłam na dół w nocy, nie mogąc mówić, ponieważ płakałam po przypadkowym obejrzeniu filmu, na którym ojciec z Aleppo trzymał swoje zmarłe dzieci. Nie chciałem tego oglądać; Nie chciałem. Zawsze stąpam po cienkiej linii między chęcią nasycenia się tragediami (dla tych z nas, którzy byli przyklejeni do telewizora podczas Sandy Hook) z jakiegoś poczucia obowiązku lub odpowiedzialności, próbą udźwignięcia ciężaru rodziców, którzy byli cierpienie i chęć uchronienia się przed bólem.

Ale co za luksus, prawda, możliwość włączenia lub wyłączenia czegoś takiego dla tych z nas, którzy są rodzicami tylko żyjących dzieci? Myślę, że wielu rodziców ma z tym problem. Chcemy odwrócić wzrok. To zbyt bolesne. Nie potrzebujemy więcej przypomnień, że życie naszych dzieci jest bardziej kruche, niż chcielibyśmy to zrozumieć, ale nie możemy też odwrócić wzroku.

Ale oto co my mogą zrób: Dotknij tej rozpaczy, tej surowej części nas, która jest wypatroszona, kiedy wyobrażamy sobie utratę naszych dzieci, i zamień ją w czyste współczucie. Współczucie dla rodziców, ponieważ my także możemy sobie wyobrazić, jak by to było w naszych najgorszych koszmarach. (I nie mówmy, że „nie możemy sobie wyobrazić”, ponieważ tak, my mogą wyobraźmy sobie.) Możemy zdać sobie sprawę, że osądzanie, obwinianie i zawstydzanie to nic innego jak nieudana próba zabezpieczenia naszego własnego bezpieczeństwa poprzez moralną wyższość i możemy temu odpuścić. Zamiast tego możemy znaleźć współczucie.