contador gratis Skip to content

Przyjmowanie podejścia „mniej znaczy więcej” do wychowywania mojego piątego dziecka

Rodzicielstwo mojego piątego dziecka: podejście „Mniej znaczy więcej”
PeopleImages / iStock

Mój styl rodzicielski stawał się coraz słabszy w przypadku każdego z moich pięciorga dzieci. Nie ma lepszego studium przypadku tej ewolucji niż zbliżające się pierwsze urodziny mojej najmłodszej córki w ten weekend.

Podobnie jak czwórka moich pozostałych dzieci, w sobotę moja roczna córka będzie kopać we własnym cieście, zostawiając bałagan, który na ten dzień jest całkowicie odpowiedni. Jedyne pytanie będzie brzmiało: czy pójdzie najpierw twarzą w twarz, czy rękami?

Jednak w przeciwieństwie do jej rodzeństwa jej urodziny będą spokojną, prywatną imprezą z kilkoma prezentami. Nie będzie miała „zaproszenia wszyscy”Shindig, których doświadczyły moje inne dzieci.

Nie wstydzę się bardziej wyciszonej uroczystości. Rzeczywiście, moje piąte dziecko pozwoliło mi praktykować to, co głoszę: że mogę dać więcej, dając mniej.

Moje rodzicielstwo „mniej znaczy więcej” jest widoczne nie tylko w skromnych urodzinach mojej córki.

Nigdy nie zależy mi na tym, aby doprowadzić ją do kolejnego etapu.

Kiedy urodziły się moje inne dzieci, wystarczyło kilka nieprzespanych nocy, zanim chciałem nacisnąć przycisk szybkiego przewijania do przodu. Tęskniłem za momentem, w którym odzyskam kilka godzin nieprzerwanego snu.

Chociaż byłoby nieszczere powiedzieć, że podobało mi się wyczerpanie tych pierwszych kilku tygodni, tęsknię za nocną potrzebą mojej córki na pocieszenie.

Nie mogłem się doczekać kolejnego kamienia milowego. Chciałem, żeby usiadła, zaczęła czołgać się, a potem szła. Teraz czuję się inaczej. Z każdym kolejnym kamieniem milowym moja córka nie potrzebuje mnie tak bardzo.

Teraz bardziej lubi, żebym ją gonił, niż mnie, żebym ją przytulał, i żałuję, że tak będzie przez resztę czasu.

Pozwalam jej częściej.

Moje piąte dziecko ma więcej miejsca niż którekolwiek z moich pozostałych dzieci.

Wyraźnie pamiętam, jak nerwowo szedłem za moim najstarszym, kiedy nauczył się chodzić dziewięć lat temu. Szybko pomogę mu wstać, kiedy będzie zbyt chwiejny.

Dziś moja mała 1-latka upada setki razy dziennie, mając tylko pieluchę, która łagodzi upadek.

Mówię jej, żeby częściej „wstawała”, a mniej „biedne dziecko”.

Porzuciłem iluzję, że potrzebuję całkowitej kontroli.

Statek płynął w domu moim dyktatorskim autorytetem. Skorzystam z wszelkiej możliwej pomocy.

Z innymi dziećmi rzuciłem się w ziemię w pogoni za zrobieniem tego wszystkiego. Stałem się lepszy w delegowaniu (lub rezygnacji), gdy ma to sens.

Moje inne dzieci mogą pomóc mojemu zapracowanemu maluchowi. Właściwie każdy może mi pomóc – drugi rodzic w kolejce do kasy lub miła starsza pani z sąsiedztwa.

Nie, nie przeszkadza mi teraz latanie moim helikopterem dla rodziców na większej wysokości. Czuję się swobodnie, korzystając z krótkiego okresu, kiedy świat mojej córki jest prosty, niewinny i nieświadomy.

Mam czworo innych dzieci, które są przekonane, że wkrótce życie stanie się bardziej skomplikowane.

Na razie moja córka jest szczęśliwa i beztroska. Nie ma pojęcia o nazwach marek, nowych butach czy nieużywanych zabawkach.

W sobotę, kiedy moja córka skończy 1 rok życia, będzie się uśmiechać od ucha do ucha, rozbijając swój śliczny różowy tort. Będzie szczęśliwa, że ​​wszyscy się uśmiechamy i śmiejemy razem z nią i gruchamy na temat bałaganu, który robi, lub jej zaróżowionej twarzy.

Jej uśmiechy mówią mi, że nie obchodzi jej brak wielkiej imprezy. Nie będzie jej przeszkadzał brak ładnych, zdobionych stołów, pełnych uroczych prezentów.

Moje ostatnie dziecko nauczyło mnie cieszyć się dniem dzisiejszym, kiedy mniej znaczy więcej. Wiem, że to nie będzie wieczne, więc będę się rozkoszować tymi chwilami, póki będę mógł.

Ten post pierwotnie ukazał się na Fatherly.

[free_ebook]