contador gratis Skip to content

Równowaga to cholerny mit. Nie bój się realizować swojej pasji, mamusie.

Równowaga to cholerny mit.  Nie bój się realizować swojej pasji, mamusie.
Shutterstock

Odkrywanie i dążenie do najgłębszej pasji i celu to temat bardzo bliski i drogi memu sercu. Wierzę, że szczególnie matki są bardzo podatne na życie bez namiętności i zadowalają się czymś mniejszym, niż pragną nasze najgłębsze dusze. Uczymy się żyć z ciągłym uczuciem wypalenia, stresu i ogólnej pustki; staje się naszą nową normalnością.

Dokonujemy wielu drobnych wyborów, które powoli oddają części naszej tożsamości i pozostawiają niewiele miejsca na rzeczy, które nas definiują na zewnątrz macierzyństwa. Nasze oddanie temu zadaniu jest godne podziwu, ale co tracimy w tym procesie?

Masz żyć namiętnie, być w pełni żywym, szczególnie w okresie macierzyństwa. W jaki inny sposób Twoje dzieci dowiedzą się, jak wygląda takie pełne, cudowne życie? Ale tak wielu z nas zabija swoje pasje, wygania się z wielkich marzeń i rezygnuje z szukania celu, kiedy zostajemy matkami. Nasz cel jest być matką. Wystarczy, prawda? Tak więc naturalnie po jakimś czasie porzucamy to czy tamto hobby. Spędzamy mniej czasu na myśleniu nasz marzenia i więcej czasu na pielęgnowanie innych. Uważamy, że tego wymaga praca.

Na początku jest to niewygodne i stresujące, ale wkrótce stanie się dla nas naszą drugą naturą życie z tym pustym, niezadowolonym uczuciem. Zaprzyjaźniamy się z nim, wierząc, że nigdy nie odejdzie. W końcu macierzyństwo sprawia, że ​​jesteś zajęty, tak właśnie jest. Po prostu nie ma czasu zajmować się dużymi pytaniami o cel lub dowiedzieć się, czego naprawdę potrzebujemy, aby poczuć się całością. To skomplikowane i niechlujne. Lepiej po prostu nie spuszczać oczu i iść do przodu. Mamy pracę, partnerów i przyjaźnie. Wizyty lekarskie i opieka dzienna, terminy zabaw i przygotowanie posiłków. Jak samolubne jest dążenie do czegoś dla siebie, skoro może to sprawić, że będziemy mniej obecni dla naszych dzieci lub mniej oddani naszej pracy.

Ale nieuchronnie brakuje nam rzeczy, które kiedyś ceniliśmy, takich jak czas spędzony w samotności, ćwiczenia, niezakłócona filiżanka kawy. Czujemy się urażeni rzeczami, z których zrezygnowaliśmy, więc staramy się je wcisnąć z powrotem. Szukamy „równowagi między życiem zawodowym a prywatnym”, aby uporządkować chaos. Czujemy się puści, przepracowani, zniszczeni. Czujemy się porażkami, ponieważ nie możemy tego osiągnąć wszystko chcemy i wierzymy, że to uczucie odejdzie, jeśli po prostu znajdziemy idealne medium, jakiś tajny klucz, który odblokuje nasz pełny potencjał i magicznie uporządkuje wszystko w naszym życiu, abyśmy mogli naprawdę zrobić wszystko i przejść przez wszyscy, łącznie z nami.

Zaufaj mi, próbując ścisnąć wszystko do swojego harmonogramu i dać z siebie wszystko, co najlepsze, jest daremnym ćwiczeniem. Im bardziej będziesz się starać, aby to wszystko zrobić, tym bardziej zawiodą twoje wysiłki, twoje wyniki będą mizerne i będziesz się bić za każdy pojedynczy błąd. To, co robimy. Karzemy my sami ponieważ nie jesteśmy w stanie wykonać wszystkiego zgodnie z naszymi niemożliwie wysokimi standardami i zamiast dokładnie przyjrzeć się naszemu podejściu, zakładamy byli problem. Dlatego wciąż szukamy nieuchwytnej równowagi.

Nie wybijam produktów równoważących życie zawodowe i prywatne – wierzę, że uczenie się nowych strategii i schematów myślowych może być niezwykle pomocne. Po prostu myślę, że nasza obsesja na punkcie tworzenia równowagi polega bardziej na naszej potrzebie pozbycia się tego uczucia porażki, nieadekwatności i rozczarowania, które nas nękają, a czasami podchodzimy do tego w niewłaściwy sposób.

Reshma Saujani, założycielka Girls Who Code, wygłasza potężny wykład TED, w którym zachęca nas, abyśmy nauczyli dziewczyny odwagi, a nie doskonałości. W swojej prezentacji zwraca uwagę na fakt, że dziewczęta wcześnie w naszej kulturze uczą się nie próbować niczego, chyba że potrafią to zrobić bezbłędnie, nie popełniać błędów i nie podejmować ryzyka.

W młodym wieku zaczynamy otrzymywać wiadomości, że nasze zachowanie, wygląd i wydajność muszą być doskonałe, albo otwieramy się na wyśmiewanie, osąd i, co gorsza, odrzucenie. Dążymy do perfekcji w naszej pracy i życiu osobistym. Uczymy się oceniać siebie i inne kobiety według niemożliwie wysokich standardów, których nigdy nie możemy sprostać, a potem obwiniamy siebie. Zakładamy, że wszyscy inni sprawiają, że to wszystko działa. Chodzi mi o to, że na Facebooku wyglądają na tak szczęśliwych, więc co do cholery jest nie tak mnie?

Wydaje się, że jestem jedyną osobą, która nie może osiągnąć takiej równowagi między życiem zawodowym a prywatnym Pracuje, ponieważ tak naprawdę nie szukam równowagi. Szukam nadludzkich mocy, które wydłużą mój dzień z 24 do 48 godzin, które pozwolą mi nigdy nie spać ani jeść, więc mogę wszystko zrobić i w końcu po prostu dobrze się ze sobą czuję. Główny problem polega na tym, że usunąłem się z równania.

Mając tak dużo na talerzu, po prostu nie ma czasu na moje śmieszne potrzeby. Ale że, moi przyjaciele, właśnie dlatego tracimy z oczu równowagę. Usuwamy podstawę naszej piramidy życia, nasze połączenie z naszym własnym światem wewnętrznym, radością i celem, który nas napędza – a potem stajemy oszołomieni, gdy cała piramida się przewraca.

Dlatego nigdy naprawdę nie osiągniesz „równowagi” ani nie pozbędziesz się bolesnego uczucia rozczarowania, dopóki nie wrócisz do realizowania swoich pasji – rzeczy, w których znajdujesz przyjemność, które ożywają twoją duszę – i nie pozwolisz sobie na znalezienie celu na zewnątrz twojej roli jako mamy. To wielki paradoks macierzyństwa: stajesz się lepszy, nie gorzej, karmiąc swoją duszę. To nie jest samolubstwo. To niesamowicie odważny akt miłości. Spójrzmy prawdzie w oczy: podczas gdy rola macierzyństwa należy do Ciebie, dopóki nie umrzesz, jego obowiązki zmieniają się z czasem. Twoje dzieci będą cię potrzebować rzadziej lub na różne sposoby, a jeśli skupi się na nich cały twój cel, wszyscy będą cierpieć. Dla ich dobra musisz określić inne zainteresowania niż wychowywanie dzieci i Twój własny.

To nie jest proste zadanie dla mam. Jesteśmy tak dostosowani do potrzeb naszych rodzin, tak przyzwyczajeni do wyciszania naszego wewnętrznego głosu, gdy woła o pasję i radość, i niezwykle trudno jest ponownie zwiększyć głośność. Potrzeba praktyki i czasu oraz pewnego skupionego poświęcenia, by słuchać tego głosu, po raz kolejny ucząc się, jak to jest poddać się mu i zaufać mu.

Nadal pracuję nad ponownym usłyszeniem swojego. Zaczęło się od cotygodniowych zajęć jogi, które wydawały się niesamowicie niepoważne. Niemal wycofałem się z tego sto razy. Ale poszedłem i ku mojemu zdziwieniu i zdumieniu świat wciąż się obracał. Moja rodzina przeżyła beze mnie przez godzinę, a ja czułem się bardziej energiczny i żywy niż w ciągu ostatnich miesięcy.

Jak się okazuje, o wiele bliżej mi do znalezienia swojej pasji i odkrycia celu poprzez „samolubne” uczestnictwo w zajęciach jogi, niż powrót do szkoły lub obsesję na punkcie braku kierunku. Musiałem sobie to udowodnić radość i zachwyt były warte mojego czasu i energii, zanim Bóg lub wszechświat zaczął docierać do mnie w sprawie mojej pasji i celu. Musiałem udowodnić mojemu wewnętrznemu głosowi, że wciąż tu jestem, że wciąż słucham.

Zachęcam cię, drogi przyjacielu, do zrobienia tego samego. Naucz się rozpoznawać tę część siebie, która gorąco pragnie zachwytu i Posłuchaj tego kiedy mówi: „Aha, coś tu jest.” Poddaj się temu, nawet jeśli wydaje się to dziwne lub strata czasu. Zaufaj temu, bo zaprowadzi Cię w niesamowite miejsce.