contador gratis Skip to content

Rzeczywistość macierzyństwa

niechlujne jedzenie dziecka

messy-baby-eating Zdjęcie za pośrednictwem Shutterstock

Nie jestem matką, o której zawsze myślałem, że będę.

Kiedy byłam w ciąży z bliźniakami, niecierpliwie czekając na przybycie moich pierworodnych dzieci, idealizowałam piekło z macierzyństwa.

Wyobraziłam sobie słodkiego, miękkiego noworodka na każdym ramieniu i praktycznie poczułam ich małe podmuchy powietrza na mojej szyi. Wyobraziłam sobie, jak pachnę ciasteczkami i słońcem, jadę i śpiewam, gdy małe stopy radośnie kopią. Marzyłem o tym, by śmiać się z nimi na słonecznym polu, splatać im włosy, szeptać tajemnice, zawsze ich uwielbiać, tak jak oni z pewnością by mnie uwielbiali.

Myślałam, że będę Marmee z Little Women, ale z lepszymi włosami i ładniejszymi butami.

A potem faktycznie zostałam matką.

Każdy rodzic wie, jak to jest naprawdę. Jeśli śpiewam w samochodzie, to dlatego, że desperacko pragnę, by ktoś przestał płakać. Rzadko bywamy na słonecznych polach, a moje dzieci tak walczyły o czesanie włosów, że nie wyobrażam sobie próby zaplatania ich w warkocz. Dochodzą do ciebie wymagania macierzyństwa. Przez większość dni tak naprawdę nie myślisz o tym, jak bardzo ty i twoje dzieci uwielbiacie się nawzajem, ponieważ jesteś po prostu cholernie zmęczony. Cheerios na obiad? Tak. Znowu zrezygnować z kąpieli dziś wieczorem? Jasne.

A jednak mimo zaczerwienionych oczu jak ja, mimo że większość wczorajszego dnia spędziłam we łzach złości i frustracji, ponieważ nikt mnie nie słucha, nadal idealizuję macierzyństwo.

W cichej chwili, kiedy dzieci śpią (tak naprawdę dzieje się to tylko wtedy, gdy śpią), znowu mam te jasne, błyszczące obrazy w mojej głowie. Kiedy leżę w łóżku pod koniec długiego dnia, myślę, że może jutro będę weselszy. Może jutro będę pachnieć słońcem i moimi dziećmi i naprawdę będę się kochać.

Macierzyństwo to więcej ciężkiej pracy niż słoneczne pikniki czy szeptane sekrety, ale myślę, że i tak musimy je idealizować. Może być częścią naszego DNA; Myślę, że nie możemy temu zaradzić, a to daje nam siłę do działania dzień po dniu. Wiem doskonale, że moje dzieci nie są aniołami i ja też nie; poza tym, że czasami jesteśmy na słodkich, krótkich chwilach.

Kiedy całuję jednego z bliźniaków na dobranoc, pochylając się z bolesnym pragnieniem zakończenia tego dnia, ona bierze moją twarz w dłonie, zasłania ją tuzinem delikatnych pocałunków i chichocze. Ja też chichoczę i czuję to.

Kiedy kładę dziecko na kolana, żeby zawiązać but, a ona wtula się we mnie i mówi: „Jestem w swoim gnieździe”, czuję to.

Miękkość małego ramienia spoczywającego na mojej szyi utrzymuje się, nawet w obliczu domu pokrytego bałaganem, moich ubrań pokrytych mazią, mojej tęsknoty za przerwą, odpoczynkiem, pokojem.

Czasami rzeczywistość macierzyństwa jest tak trudna, że ​​ledwo możesz oddychać; nie wiesz, jak masz zamiar przetrwać następną godzinę, nie mówiąc już o następnym dniu, następnych osiemnastu latach. Po prostu przedzierasz się przez to, bo musisz, i czujesz, że całe twoje życie składa się ze złych wyborów, złych dni i nieświeżego oddechu. I ważne jest, aby o tym porozmawiać, podzielić się naszymi zmaganiami z innymi rodzicami i być całkowicie szczerym.

Ale myślę, że nadal musimy trzymać się wymarzonej wersji macierzyństwa. Jeśli przynajmniej trochę nie wyidealizujemy macierzyństwa, nikt już nie będzie decydował się na posiadanie dzieci. Staniemy się narodem starych ludzi, poruszających się po nudnym, rozpadającym się świecie. Więc nawet jeśli piękna, wyidealizowana strona macierzyństwa pojawia się tylko w krótkich chwilach, jak blade przebłyski słońca w pochmurny dzień, będę go szukał.

Jest tutaj. Mogę to poczuć.

Powiązany wpis: Do niemytych mszy matek