Sale lekcyjne z dystansem społecznym wymazałyby (większość) korzyści z nauczania osobistego

Sale lekcyjne z dystansem społecznym wymazałyby (większość) korzyści z nauczania osobistego

Sale lekcyjne z dystansem społecznym-1
A. Martin UW Fotografia / Getty

Dzieci muszą wrócić do szkoły! W ostatnich tygodniach stało się to swego rodzaju mantrą. Po sezonie kwarantanny wystarczająco zakłóciliśmy życie dzieci. Czas wrócić do normalności, a to oznacza powrót do szkół. Oczywiście musimy podjąć pewne środki ostrożności – zmniejszone liczebności klas, zdezynfekowane sale lekcyjne, maski, dystans społeczny – ale (zgodnie z teorią) cokolwiek trzeba, musimy umieścić dzieci w szkole.

Rozumiem to jako nauczyciel języka angielskiego w gimnazjum. To było ogromne zamieszanie, kiedy w połowie marca zamknęliśmy naszą witrynę z powodu pandemii koronawirusa. Nie miałem problemu z publikowaniem moich zadań w Google Classroom, nagrywaniem filmów instruktażowych lub spotkaniem na dyskusje klasowe w Zoom – ale nie o to chodziło. Nauczanie to nie tylko przekazywanie informacji. To o wiele więcej. Zachęcające poklepywanie po plecach, spontaniczne rozmowy na korytarzu, zaimprowizowane dodatkowe sesje pomocy w porze lunchu. Jest tam dla dzieci – czasami dosłownie, fizycznie będąc tam. Trudno to wszystko uchwycić, gdy zamiast spotykać się twarzą w twarz, patrzysz na maleńkie twarze swoich uczniów w tych małych pudełeczkach w Zoom.

Nasz semestr nauczania na odległość był ogólnie wielkim sukcesem. Nawet zdalnie mogłem zaoferować te same zachęcające uśmiechy, te same pocieszające słowa jak poprzednio. Chociaż nie było krótkich rozmów na korytarzu lub w kafeterii, zawsze mogłem wysłać krótkiego e-maila lub prywatną wiadomość na czacie do ucznia, który wydawał się mieć problemy. W razie potrzeby udostępniłem się na dodatkowe sesje pomocy przez Zoom; Pewnego razu zorganizowałem nawet specjalną sesję Zoom, aby pośredniczyć w konflikcie między dwoma uczniami. Metoda uczenia się na odległość była bardziej skuteczna, niż kiedykolwiek bym przewidywał – a jednak ja (i każdy inny nauczyciel, z którym rozmawiałem) tęskniliśmy za powrotem do normalności, powrotem do klasy. Bez względu na to, jak skutecznie nauczaliśmy w domu, nie ma to jak przebywanie w sali z uczniami.

Rozumiem więc, dlaczego tak wiele osób uważa, że ​​należy pilnie wrócić do sal lekcyjnych, wrócić do naszych normalnych zajęć. Chcielibyśmy wymazać ostatnie kilka miesięcy, wznowić życie, które prowadziliśmy wcześniej i pozwolić dzieciom w wieku szkolnym znowu być normalnymi dziećmi w wieku szkolnym.

Wszystko to ma dla mnie sens, dopóki nie pomyślę o tym, jak będą wyglądać ponownie otwarte szkoły. Jeśli bezpiecznie ponownie otworzymy szkoły…naprawdę bezpiecznie, zgodnie z wytycznymi CDC – wierzę, że stosowanie masek, dystans społeczny, dezynfekcja itd. skutecznie wyeliminuje korzyści płynące z osobistego instruktażu.

Nauczyciel mierzy i zaznacza miejsca w klasie do powrotu uczniów po pandemii koronawirusa. Vladimir Vladimirov / Getty

Wyobraź sobie klasę, w której jest tylko pięciu, sześciu, siedmiu uczniów, a ich biurka są oddalone od siebie o sześć stóp. Nie mogą pracować w grupach ani parach. Żadnych grup czytelniczych, żadnej wymiany myśli, żadnych partnerów laboratoryjnych. Kiedy uczniowie pracują przy swoich biurkach, nauczyciel nie może chodzić po pokoju i sprawdzać pracy uczniów, nie może szeptać słów pochwały ani delikatnych poprawek – aby to zrobić, musisz podejść znacznie bliżej niż sześć stóp. Wszystkie ustne opinie nauczyciela muszą być publiczne i praktycznie wykrzykiwane z daleka.

Nie ma ciepłych, opiekuńczych uśmiechów – wszystkie niewerbalne zachęty nauczyciela są ukryte za pozbawioną wyrazu maską. Wszystkie instrukcje nauczyciela, wszystkie pytania i odpowiedzi uczniów są dostarczane zza masek, co oznacza, że ​​wszyscy krzyczą przez cały czas, aby zostać wysłuchanym. W ciągu ostatnich kilku miesięcy większość z nas miała 5-10 minut interakcji przez maski: możesz rozmawiać, ale jest to dość wyczerpujące. Jest wystarczająco dobry do podstawowych wymian, ale raczej nie sprzyja dyskusji na wysokim szczeblu.

Oczywiście omijalibyśmy wszystkie małe problemy logistyczne. Byłoby po prostu niewygodne, gdyby uczniowie nigdy nie mogli pożyczyć ołówka, podzielić się kartką papieru lub zszywaczem po pokoju bez niekończących się porcji środka dezynfekującego i dezynfekującego do rąk. Przyzwyczaili się do wchodzenia do pokoju pojedynczo, uważając, aby nie ocierać się o siebie w korytarzu lub drzwiach. Moglibyśmy tak ułożyć harmonogram obiadów, aby każdy uczeń mógł siedzieć przy swoim samotnym stole, zawsze sześć stóp od innych. Te rzeczy są możliwe, ale nie stanowiłyby powrotu do normalności. Przeciwnie, zamaskowane twarze i dystans byłyby stałym i potencjalnie traumatycznym przypomnieniem pandemii.

Najbardziej niepokoi mnie ten społeczno-emocjonalny kawałek. Chociaż nie jestem wyszkolonym doradcą (a doradca zawodowy w naszej szkole jest doskonały), prawie każdy, kto pracuje z nastolatkami, jest czasami rodzajem doradcy. Każdego dnia jeden lub więcej uczniów w twojej klasie przeżywa najgorszy dzień w życiu, więc zawsze jesteś gotów pożyczyć współczującego ucha, a nawet ramienia do płaczu. Jest to często podawane jako jeden z powodów, dla których chcesz być na miejscu, a nie tylko łączyć się z uczniami przez Zoom.

Ale zastanów się, jak wyglądałoby uczenie się społeczno-emocjonalne w zamaskowanej, zdystansowanej społecznie, nowej normalności. Jeśli zauważysz, że dziecko jest zdenerwowane, nie możesz go odłożyć na bok i dyskretnie zapytać, co się stało. Miękki, czuły ton głosu, którego używasz, gdy pocieszasz dziecko, jest zbyt cichy i brzmi zbyt przytłumiony, aby przekazać cokolwiek przez maskę. Nie będzie płaczu na ramionach. Co najwyżej mógłbyś popchnąć pudełko chusteczek higienicznych uczniowi, który płacze w bezpiecznej odległości sześciu stóp.

Jak na ironię, oddalona klasa to cieplejsze, bardziej opiekuńcze środowisko niż zamaskowana i społecznie zdystansowana klasa, która spełnia wytyczne CDC. Wolałbym raczej widzieć twarze moich uczniów w małych pudełeczkach, niż być z nimi w pokoju iw ogóle nie widzieć ich twarzy. Wolałabym podzielić się autentycznymi opiniami i autentyczną zachętą, nawet jeśli dzielę się nimi elektronicznie, niż pojawić się osobiście w pokoju, w którym boimy się interakcji.

Chcę z powrotem swoją klasę. Chcę, żeby znowu było normalnie. Ale nie tak. Wolałbym kontynuować naukę na odległość i wrócić do budynku, kiedy naprawdę możemy wrócić – twarze i wszystko inne – niż kontynuować tę nową normę, która wcale nie jest normalna.