contador gratis Skip to content

Sekretne stowarzyszenie poronień

Sekretne stowarzyszenie poronień
A75 / iStock

Poronienie – to brzydkie słowo, prawda? To słowo, które zatrzymujesz dla siebie lub szepniesz w bliskim towarzystwie, mimo że jedna na cztery kobiety doświadcza jednej. Jeśli poronisz, zostajesz członkiem tajnego klubu, o którym nieliczni spoza wspólnoty chcą rozmawiać i do którego nikt nie chce się przyłączyć.

Dowiedziałem się, że moje dziecko umarło we mnie w poniedziałek, dzień po Dniu Matki i dwa tygodnie po usłyszeniu bicia serca. Moje dziecko miało 8 tygodni. Można by pomyśleć, że dowiadywanie się następuje wtedy, gdy czujesz to najbardziej, ale tak nie jest.

Wiedziałam, że była to moja druga ciąża, kiedy cicho, ale desperacko szukali bicia serca na monitorze, który według mojego lekarza jest przestarzałym. Wiedziałem, kiedy technik wszedł na górę i nic nie mogłem znaleźć. Wiedziałem, kiedy wysłali mnie na dół z fałszywą nadzieją, że to może być tylko monitor. Wiedziałem, kiedy technik ultradźwiękowy z fantazyjnym aparatem powiedział mi, że nie może podać nam wyników, niezależnie od tego, co znalazła, i odwróciła monitor. Wiedziałem. Nic nie czułem, ale wiedziałem.

Potem przyszedł telefon i „Tak mi przykro”. Potem nadeszły łzy. Wiedziałem i teraz czułem. Reszta jest niewyraźna. Powiedzieli mi, czego się spodziewać i jakie mam opcje, ale nic nie słyszałem.

Publicznie postanowiłem się przebić. Powiedziałem bliskim znajomym i rodzinie, że jestem gotowy, aby przejść dalej. Prywatnie płakałam w łóżku, podczas gdy mój mąż opiekował się naszym roczkiem i sam leczył naszą stratę. Powiedziano mi, żebym oczekiwał burzy emocji w broszurach, z którymi zostałem wysłany do domu. Powiedziano mi, czego się spodziewać, kiedy zaplanowałem D&C. Powiedziano mi, jakie mam możliwości uprzątnięcia szczątków mojego kochanego słodkiego dziecka. Mój wykres nawet powiedział mi, że doświadczam „nieodebranej aborcji”, ponieważ wraz z moim sercem, moje ciało tęskniło za notatką mojego dziecka.

Skrupulatnie przeanalizowałam swoje możliwości i fakty dotyczące poronienia. Byłem nikim, jeśli nie dobrze poinformowany. Mój personel medyczny był miły i uważny, kiedy wyjaśnił, dlaczego nie może przeprowadzić mojej pierwszej zaplanowanej operacji. Znałem wszystkie powody. Byłem zbyt chory na infekcję dróg oddechowych, aby poddać się leczeniu, a dodatkowo zniewaga, że ​​moje przeważające poranne mdłości były problemem przy sedacji.

Wiedziałem, że będzie ciężko, kiedy w końcu będę miał zabieg dwa tygodnie po tym, jak dowiedziałem się, że bicie serca mojego dziecka ustało – dwa tygodnie bez ani jednego fizycznego znaku, tylko potwierdzenie z cichego, nieruchomego aparatu USG.

Nie byłam zaskoczona, gdy kilka dni po operacji znalazłam się w kościele, czując się pusta i szlochając, gdy zespół śpiewał „Amazing Grace”.

Chciałam krzyczeć do każdego w zasięgu słuchu: „Poroniłam”. Nie byłam nawet zdziwiona, kiedy poczułam, że idę dalej, kiedy dni stały się łatwiejsze.

Ale były rzeczy, których nie wiedziałem.

Nie wiedziałem, że ludzie, którzy nic mi nie są winni, okażą mi największą dobroć, albo że ich dobroć będzie dla mnie pozytywną podszewką. Nie wiedziałem, że nawet po przejściu przez etap żałoby nadal będę to czuł lub że będę czuł to w najdziwniejszy sposób. To nie byłaby przytłaczająca rozpacz, ale przelotna myśl, jak delikatny dotyk niespełnionego życzenia.

Nikt nie powiedział mi, jak by to było, oglądać moją prawie 2-letnią kołyskę w swoim małym foteliku bujanym, szepcząc „Tak bardzo cię kocham” do lalki kołyszącej się w jej ramionach. Żadne badania nie byłyby w stanie przygotować mnie na to, że słowa „siostra” i „brat” wydawałyby się lodem z ust mojej córki.

Nie zdawałam sobie sprawy, jakie to uczucie zobaczyć jedną linijkę na teście ciążowym zamiast dwóch lub że mogłabym chcieć dla kogoś, kto jeszcze nie istniał tak głęboko w mojej duszy.

Nie byłam przygotowana na to, jak słodko-gorzko byłoby patrzeć, jak moje żywe dziecko się starzeje. To subtelne przypomnienie, że moje ciało nie jest w stanie dać jej bliskiego wieku rodzeństwa – rodzeństwa, za którym nie tęskni, ale ja tak.

Nie wiedziałam, że to nie zapowiedzi ciąży mnie złapią, ale ogłoszenia straty. Nie wiedziałem, że będę czuł prawdziwą radość z powodu zdrowych, rozświetlonych ciąż. Ale strata – och, czy strata cię dopada. To było dość szokujące, że poronienie kogoś innego przywróciło mnie do tego dnia, dnia, w którym znałam.

Nikt nie byłby w stanie wyjaśnić, jak tęsknota skrada się w tobie, kiedy najmniej się tego spodziewałeś, na przykład kiedy jesteś sam, kiedy zmieniają się pory roku lub kiedy budzisz się w nocy. Nie spodziewałam się, że najbardziej tego poczuję, patrząc na zdjęcia szczęśliwych rodzinnych wspomnień. To poczucie, że czegoś, kogoś brakuje.

Teraz wiem. Moje serce zawsze będzie tęsknić za dzieckiem, którego nigdy nie będę trzymać, którego nigdy nie wymienię. Bez względu na to, ile mam dzieci, w moim sercu zawsze będzie miejsce na to jedno, moje anielskie dziecko.

Teraz wiem. Poronienie – to nie jest brzydkie słowo. To po prostu trudne.

[free_ebook]