contador gratis Skip to content

Sekretne życie pracujących mam

opisywanego-sekretnego-życia-pracujących-matek

© Shutterstock

Często wspominam moje bezdzietne dni pracy i pamiętam wiele pracujących mam, które sprawiły, że wyglądało to tak łatwo. Mieli to wszystko razem; raporty gotowe, przygotowane na wielką prezentację, z perfekcyjnie związanymi włosami. Nie bałem się dnia, że ​​zostanę pracującą mamą. Jeśli oni mogą to zrobić, ja też! A potem, kiedy to rzeczywiście mi się przydarzyło, byłem całkowicie przerażony, gdy dowiedziałem się więcej o tym, co NAPRAWDĘ dzieje się za kulisami. Życie pracującej mamy jest jak sekretny klub, którego tak naprawdę nie rozumiesz, dopóki nie staniesz się jego częścią. Ale jeśli obiecasz, że nie powiesz, zdradzę ci kilka naszych sekretów…

Zanim zabraliśmy się do pracy, mieliśmy już dzień. Staliśmy na nogach od wielu godzin. Dziecko PONOWNIE obudziło się o 5 rano bez wyraźnego powodu. Czy on kiedykolwiek będzie spał? Ścigaliśmy się, żeby wziąć szybki prysznic, kiedy nasze drugie dziecko zaczęło pukać do drzwi prysznica, żeby nie tak grzecznie poprosić o śniadanie. (Dzieci nie są zbyt cierpliwe, jeśli chodzi o jedzenie.) Skróciliśmy prysznic tylko po to, by zdać sobie sprawę, że jego nocne podciąganie znowu przeciekło w jego łóżku. Poważnie? Zaczęliśmy się wspinać po prześcieradła do pralni. I o cholera! Prawie zapomnieliśmy, że dzisiaj jest „dzień superbohatera” w przedszkolu. W ostatniej chwili udało nam się zmienić ich stroje, żeby nasze pociechy nie były rozczarowane. Zapomnieliśmy się nakarmić, ale kilka stęchłych złotych rybek z torby pozostawionej w samochodzie powinno wystarczyć. Byliśmy już kucharzem, doradcą, pokojówką i szoferem… i to jeszcze zanim przeszliśmy przez drzwi naszej płatnej pracy. Ale jesteśmy tutaj teraz i szybko przeniesiemy naszą uwagę na pierwsze spotkanie tego dnia. I nikt nie będzie wiedział, przez co przeszliśmy, żeby się tu dostać.

Nosimy kucyki. Nie dlatego, że chcemy, ale dlatego, że musimy. Zazdrościmy innym kobietom w biurze, które wyglądają na tak zestawione i modne. Jej włosy są kręcone. A jej ramiona wyglądają tak czysto. Fantazjujemy o tym, jak to było przygotowywać się samodzielnie, we własnym tempie, zanim mieliśmy dzieci. Jutro będę kręcić włosy jak ona. Ale potem znowu poświęcamy to, jak chcielibyśmy wyglądać na kolejny „dzień kucyka”, ponieważ nasz maluch potrzebował nas, gdy próbowaliśmy naprawić włosy. W kieszeniach mamy smoczki, plucia na ramionach i lepkie odciski palców na spodniach. Ale będziemy to wszystko ukrywać i nikt się nigdy nie dowie.

Na naszych barkach spoczywa ciężar świata. Wszędzie nosimy poczucie winy pracującej mamy. Nie ma przed tym ucieczki. Kiedy zaczynamy czuć się dobrze w tej sytuacji, otrzymujemy telefon z przedszkola, że ​​nasz maluch PONOWNIE jest chory. Tym razem paciorkowiec krąży po przedszkolu i teraz nasza kolej. To są chwile, kiedy toniemy w poczuciu winy. Czujemy się winni opuszczenia pracy. Co nasz szef pomyśli o tym, że znowu wyjeżdżamy wcześniej? A potem szczytuje poczucie winy, że nasze dziecko było narażone na te zarazki, PONIEWAŻ pracujemy. Kiedy jesteśmy w domu, ciężko pracujemy, aby nadrobić czas spędzony w pracy z naszymi dziećmi i mężami. A potem wracamy do stresu związanego z nadążaniem za pracą.

Praca to nasz „czas dla siebie”. Bardzo trudno jest nam znaleźć czas dla siebie. Dlatego lubimy małe rzeczy w pracy, które dają nam poczucie „czasu dla siebie”. Nie boimy się przyznać, że sikanie w pracy sprawia nam przyjemność, bo to nasza szansa na obejście się bez widowni. Albo że bardzo cieszymy się powolnym jedzeniem naszego lunchu bez małych palców kradnących jego części. To nasza jedyna okazja, aby napchać NASZE brzuchy, ponieważ czas na obiad będzie polegał na nakarmieniu rodziny. Nie obchodzi nas, czy naszym współpracownikom wyglądamy jak świnie. To nasza jedyna szansa na zjedzenie pełnego posiłku. Gdyby tylko wiedzieli…

Jesteśmy absurdalnie skuteczni. Musimy być. Nasza codzienna lista rzeczy do zrobienia jest dłuuuga. Nasz najnowszy projekt musimy zakończyć przed godziną południową pomiędzy porannymi spotkaniami a codziennymi ćwiczeniami przeciwpożarowymi. A jeśli do końca dnia nie przefaksujemy zaktualizowanych danych o szczepieniach do przedszkola, jutro dzieci nie będą mogły iść. Przerwy obiadowe spędzamy na koordynowaniu spotkań, szukaniu informacji o naszym najnowszym wyzwaniu dla mam lub załatwianiu spraw dla naszej rodziny. Kończymy pracę do godziny 17 na punkt i wybiegamy za drzwi, bo musimy. W drodze do domu nie tracimy nawet minuty. Są rozmowy telefoniczne lub książki audio, z których można się uczyć. Nie zapominajmy, że zanim odbierzemy dzieciaki z przedszkola, lepiej wstąpmy do sklepu spożywczego. Po prostu nie zostało nam wystarczająco dużo mleka, aby przetrwać dzisiejszy wieczór i jutro. Zastanawiamy się, na co u licha spędzaliśmy czas, zanim urodziliśmy się dzieci.

Jesteśmy nocnymi markami. Zawsze jesteśmy TAK zmęczeni. Wydaje się, że jeśli to w ogóle możliwe, zajmie to lata. Jeśli siadamy po pracy, wiemy, że moglibyśmy spać na kanapie, więc nawet się nie odważamy. Wchodzimy w tryb wykonania. I kiedy przekraczamy punkt wyczerpania, obiecujemy sobie dziś wieczorem zdecydowanie idę spać wcześnie. MUSZĘ dziś spać. Ale po prostu nie ma wystarczająco dużo czasu w ciągu dnia. Po odczytaniu jeszcze jedna bajka na dobranoc ponieważ czas spędzony z naszymi dziećmi jest tak cenny, nie śpimy do późna, myjąc ubranie, którego nasz maluch potrzebuje jutro na „niebieski dzień”, przygotowując mrożonki jako kolejną próbę zaprzestania jedzenia poza domem i kończąc pracę, ponieważ musieliśmy wyjść odebrać nasze dzieci na czas.

I zgadnij co? To był tylko jeden dzień. Jutro znowu to wszystko zrobimy.

Jesteśmy klubem mam, które są mistrzami w tworzeniu tego Popatrz łatwo. Ale za naszymi kucykami są w rzeczywistości niezwykle bezinteresowne, ciężko pracujące mamy, marzące o dniu, w którym znów będziemy mogli rozpuścić włosy.

Ale cii, to nasz mały sekret.