contador gratis Skip to content

Skończyłem robić żarty mamusi z winem

wino mama
Carlo107 / Getty

Ostatnim miejscem na ziemi, w którym można by się spodziewać dowcipu na temat wina, jest grupa blogerek. Praktycznie wymyślili powiedzenia, takie jak „Wino nie jęczeć”, „Kubek mamusi” i „Godzina po winie”.

Byłem na premierze książki w Atlancie dla innej pisarki, która jest bardzo popularna wśród mam blogerek. Zyskała sławę, pisząc o tym samym, co my: o bardzo powiązanych tematach dla rodziców, opowiedzianych w humorystyczny sposób. Kiedy wszyscy zebraliśmy się wokół niej w kręgu jak totalne fanki, wymienialiśmy się mamusiami wojennymi historiami. Opowieści o wymiotach dzieciaków, wydmuchiwaniu pieluch i nadepnięciu na klocki Lego. Rozmawialiśmy o naszej pogardzie dla „Świnki Peppy”, „Maxa i Ruby” i „Caillou”.

Rozmowa zeszła na profesjonalne przedsięwzięcia: Gdzie zostałeś opublikowany? Którzy redaktorzy są Twoimi ulubionymi? Ile oni płacą? Czy kiedykolwiek stałeś się „wirusowy”? Poza sławną autorką byłam jedyną osobą, która wcześniej stała się wirusowa. Wyjaśniłem, że jestem wdzięczny za to, że tak wielu ludzi łączyło się z moją pracą, ale to był rollercoaster. Przez 48 godzin moje życie w Internecie toczyło się pełną parą. Byłem chwalony, trollowany i wysyłany nienawiści – wszystko naraz. Tabloidy próbowały pokazać całemu światu swoją wersję mojego życia osobistego. Dużo było do zarządzania.

„Więc jak sobie z tym poradziłeś? Co się stało?” – zapytała mnie autorka.

„No cóż, umieściłem„ wino do picia ”na mojej liście rzeczy do zrobienia i ponieważ jestem wybredna, wypiłem całą cholerną butelkę – powiedziałem, chichocząc z siebie.

Ale nikt inny się nie śmiał; zamiast tego dostałem niewygodne uśmiechy. Nie chodziło tylko o to, że mój żart o winach był zły (był), ale o to, że wszyscy wiedzieli coś, czego ja nie wiedziałem.

„Och, to nie byłbym ja. Byłam trzeźwa od lat ”- powiedziała autorka.

Moja śmiejąca się twarz musiała spaść i uderzyć o podłogę ze słyszalnym łoskotem. Gorączkowo przeszukałem mózg w poszukiwaniu czegoś dowcipnego do powiedzenia, ale zamiast tego zaniemówiłem. Nie mogłem się uratować. Cisza przeniknęła powietrze między nami i poczułem się jak wulkaniczny dupek. Wyjaśniła mi, że jest uzależniona od kokainy i też nie piła.

Nie pamiętam, co powiedziałem potem, ale pamiętam: kupiłem tę cholerną książkę. Rozważałem zakup 20 kopii. Jakby zakupy mogły uwolnić mnie od mojej niewrażliwości.

Jak ja nie ogłoszenie? Rozejrzałem się za miłą Autorką, która opuściła nasz krąg, by porozmawiać z innymi skupiskami chętnych blogerek. Na imprezie inauguracyjnej książki nie było alkoholu. To wszystko były przystawki z owoców, sera i warzyw podawane z wodą. Jedyny raz, kiedy widziałem święto bez alkoholu, to na przyjęciu urodzinowym dla dzieci i na bożonarodzeniowym przyjęciu dla bogobojnych dam z południa. Nie zdawałem sobie sprawy z trzeźwego tonu tej imprezy, no cóż, dopóki nie uderzył mnie prosto w trzeźwą twarz.

Tej nocy pojechałem do domu ze wstydem. Ostatnią rzeczą, jakiej bym chciał, to sprawić, by osoba uzależniona czuła się źle z powodu braku wchłaniania. To jakby przeciwieństwo wsparcia.

Ten jeden incydent zmienił moje spojrzenie na żarty mamusi; nie są zabawne – są niebezpieczne. Nie tylko aktywnie zagrażają trzeźwości osób w trakcie rekonwalescencji, ale są zagrożeniem dla nas wszystkich. Kultura picia wina przez mamusię sprawia, że ​​myślimy, że kilka drinków jest w porządku, aby poradzić sobie ze stresem życiowym. Może cała butelka. A dla wielu, którzy mają niepewny związek z narkotykami lub alkoholem, jest to śliskie zbocze.

Regularnie kwestionuję swój związek z alkoholem, bo przez długi czas wymykał się spod kontroli. Zanim zostałam pisarką publikowaną na większych stronach, prowadziłam też blog dla mam, na którym wyładowywałam swoją frustrację związaną z macierzyństwem, łączyłam się z innymi mamami i żartowałam ze zmęczonymi alkoholami.

Absolutnie nic nie było wtedy zabawne w moim życiu. Żonglowałem życiem z dwojgiem małych dzieci, moje małżeństwo było chwiejne, a ja byłem w gorącym bałaganie. Okryła mnie nuda macierzyństwa i dusiła. Czułem się uwięziony. Uciskany. Czysta nieustępliwość codziennego życia dosłownie nigdy się nie zatrzymała ani nie zwolniła.

Więc wypiłem butelkę wina na noc. Wymazałem sobie bajki na dobranoc i zemdlałem w łóżku z moimi dziećmi.

Nie zauważyłam, że mam problem z alkoholem, ponieważ wszystkie kobiety wokół mnie robiły to samo. I do diabła, funkcjonowałem. Pracowałem, karmiłem moje dzieci, woziłem je do przedszkola i ich zajęć, ćwiczyłem i robiłem zakupy spożywcze. Po prostu czułem, że potrzebuję czegoś o godzinie 5, aby wsunąć się w wieczorne przejście. Żeby pomóc mi przetrwać resztę dnia, kiedy mój mózg i cierpliwość były wysmażone.

Musiałem uśmierzyć ciężar drugiej zmiany. Musiałam znów poczuć się sobą, człowiekiem, dorosłą kobietą, która istniała na tej ziemi nie tylko po to, by zmieniać kupione pieluchy i zarządzać randkami dla małych dzieci. Musiałem znaleźć humor w moim fatalnym życiu, a jedyny sposób, w jaki mogłem się z tego śmiać, to jeden, dwa lub trzy kieliszki wina każdej nocy.

Nie jestem sam, a moja historia nie jest wyjątkowa. Według ogólnopolskich badań przeprowadzonych przez Centers For Disease Control and Prevention (CDC), około jedna na dwie kobiety w wieku rozrodczym (tj. W wieku 18-44 lat) pije alkohol, a 18% kobiet pijących alkohol w tej grupie wiekowej upijający się drink. Picie alkoholu w napadach jest definiowane przez National Institute on Alcohol Abuse and Alcoholism, jako „wzorzec picia, który podnosi stężenie alkoholu we krwi (BAC) do 0,08 g / dl” (zazwyczaj 4 drinki dla kobiet). Nadmierne picie jest szkodliwe dla zdrowia i zwiększa ryzyko raka, chorób serca, chorób wątroby i kurczenia się mózgu. Jasne, że są trochę zachwalano korzyści zdrowotne wynikające z umiarkowanego picia, ale nauka jest bardzo mętna.

Główne pytanie, które moim zdaniem powinniśmy sobie zadać, brzmi: czy gdybym mógł znaleźć inny sposób radzenia sobie z lękiem, poczuciem winy, presją i monotonią mamy, to spróbuję?

Gdyby bieganie pomogło nam poradzić sobie z byciem mamą, czy włączylibyśmy je do naszego życia zamiast butelki? Jeśli joga, medytacja, a nawet paraliżujące umysł epizody Prawdziwe-gospodynie-nieszczęsnych-miast-lub-hrabstw mógłby nam pomóc przetrwać część dnia, czy zastąpilibyśmy nim sesje z alkoholem?

Poszedłem po butelkę, ponieważ było to łatwiejsze i wygodniejsze, a przynajmniej tak sobie wmawiałem. W domu zawsze piłem alkohol. Mogłem posadzić dzieci przed „Dorą” lub „Doc McStuffins” i wycofać się do mojej oazy na świeżym powietrzu – tj. Bocznej werandy mojego domu – i spędzić „czas dla siebie”, obserwując je przez okno. Mogłem na godzinę wyłączyć przełącznik i po prostu być. Po prostu istnieć i oddychać.

Nie miałam żadnych innych narzędzi w moim emocjonalnym arsenale, aby poradzić sobie z mentalnym obciążeniem bycia mamą w dzisiejszym nowoczesnym społeczeństwie. Ze względu na moją stałą chmurę alkoholu nie szukałem też alternatywnych sposobów radzenia sobie.

Nie jest tajemnicą, że dzisiejsze matki są pod ogromną presją. Nie wystarczy, abyśmy zaspokajali emocjonalne potrzeby naszych dzieci, musimy martwić się o to, ile ćwiczeń wykonują i ile czasu spędzają przed ekranem każdego dnia. Powinniśmy się martwić, ile kremu przeciwsłonecznego-śmierci nakładamy na ich cenną skórę, ale nie pozwól im się poparzyć! Musimy się martwić o karmienie ich organiczną żywnością i bez pakowanych makaronów. Musimy zapisać ich na tysiące zajęć pozalekcyjnych, ale niezbyt wiele, bo wiesz, że to źle, prawda?

Odkładając na bok sarkazm, wstyd, który otrzymujesz od innych matek i całego społeczeństwa za odejście od tych ideałów, jest bezlitosny. Każde działanie lub brak działania ma konsekwencje. A te konsekwencje nasilają się pod mikroskopem mediów społecznościowych.

Zamiast tłumić wszystkie problemy alkoholem, może powinniśmy zastanowić się, dlaczego mamy czują potrzebę picia. Istnieje wiele czynników kulturowych, które skłoniły matki do sięgania po butelkę. Wyraźnie brakuje wsparcia poporodowego i pomocy w leczeniu matek i ich dzieci. Seksizm i rasizm są wszechobecne w naszym społeczeństwie i oba mogą emocjonalnie zniszczyć człowieka. Płace klasy średniej nie zmieniły się znacząco od lat, a mimo to wychowanie dzieci i zwykłe życie w dzisiejszym społeczeństwie kosztuje wykładniczo więcej, co nieproporcjonalnie dotyka kobiety i dzieci. Oczekuje się, że kobiety będą wychowywać dzieci tak, jakby nie pracowały poza domem, a jednocześnie pracują poza domem, jakby nie miały dzieci.

Wyzwania, przed którymi stoimy jako kobiety i matki, nie są zabawne; są przerażające.

Czas wyjaśnić, dlaczego alkohol nie jest kulturowym stereotypem lub sztuczką, za którą powinniśmy się zatrzymać. Naprawdę tylko odwraca naszą uwagę od rozwiązywania problemów społecznych, przed którymi stoimy. Musimy to odrzucić. Czas zrobić coś lepszego dla siebie, dla kobiet i dla naszych dzieci – trzeźwo myślących i szeroko otwarte oczy.

Ten post pierwotnie ukazał się na Ravishly.