contador gratis Skip to content

Śniadanie potlucka albo twoja praca: dylemat pracującego rodzica

dylemat-na-potluck-czy-twoja-praca-pracujacy-rodzic-dylemat

© flickr

Prawdziwa historia: pracowałem w firmie jako redaktor naczelny. Firma była o krok od wejścia na giełdę. Byłam świeżo samotną matką, jedyną opiekunką i żywicielką moich dzieci. Poszedłem do szefa i powiedziałem jej, że będę musiał wyjechać o 16:30 w czwartek, żeby zdążyć do domu na przedstawienie szkolne mojego wówczas 7-latka. Następnego ranka spóźniłem się do biura godzinę później, żeby wziąć udział w jego klasowym śniadaniu.

„W porządku” – powiedziałem – „uzupełnię montaż w domu”. Nie pytałem. Ostrzegałem ją.

– Przepraszam – powiedziała. „Nie możesz zrobić obu. Musisz wybrać jedną. ”

“Poważnie?” Powiedziałem.

Prawdopodobnie miała zły dzień. Może zły rok. To, co powiedziała następnie, było, z perspektywy czasu, niewłaściwe: że nie powinienem oczekiwać specjalnego zwolnienia; że gdybym wiedział, co jest dla mnie dobre, też bym nie poszedł; że z powodu IPO moja praca była już zagrożona, niezależnie od tego, jak dobrze to robiłem, a ona mogła mnie tylko tak bardzo chronić.

Wybrałem wykonanie. Mój 7-latek płakał przy śniadaniu. Trzy miesiące później i tak zostałem zwolniony. „Nie mogliśmy nawet cię znaleźć, żeby cię zwolnić” – powiedział przedstawiciel działu kadr. To było pierwsze zdanie, które wyszło z jego ust.

Ostatecznie tak naprawdę nie chodziło o nieobecności w biurze, z których tylko jedna była związana ze szkołą. (Inni byli na wizyty u lekarzy lub – co zdumiewające, policzyli to – na raportowanie poza biurem). Firma została upubliczniona. Chcieli wyglądać na szczupłych w oczach inwestorów. Nie byłem jedyną ofiarą tego zaciskania pasa, a ponadto szefowa mnie nie zatrudniła – jej szef to zrobił – co zawsze jest trudne.

Ale moja nieobecność była wygodną wymówką.

Przywołuję tę historię jako preludium do May Madness, szału końca roku, który panuje w wielu naszych szkołach dla dzieci: potluck śniadań i przedstawień, wycieczek terenowych, wystaw sztuki, kaw i konferencji rodziców z nauczycielami, które stały się zmora harmonogramu każdego pracującego rodzica. Nie chodzi o to, że nie kochamy naszych dzieci ani nie chcemy być dla nich na ich imprezach wydawniczych i śpiewach chóralnych. Wiele z tych wydarzeń, zwłaszcza przedstawienia, jest przejmujących, znaczących. My chcieć być tam i kibicować im. Po prostu liczba zobowiązań w dzisiejszych czasach wydaje się wymykać spod kontroli i boimy się, nie bez powodu, zwolnienia.

W swojej nowej książce Towarzystwo Tumbleweed: Praca i opieka w dobie niepewności, socjolog Allison Pugh pisze: „Co dwa lata wymieniana jest połowa siły roboczej w typowej firmie z Doliny Krzemowej”. Zrozumiałe, w zmiennym środowisku, takim jak zaawansowane technologie. Jednak Pugh dodaje: „Częścią tego, co jest tutaj nowe, jest to, że pracodawcy podejmują niektóre z tych ruchów restrukturyzacyjnych nie tylko w czasie recesji, ale także w okresach płynnych”. Innymi słowy, nie ma znaczenia, czy znajdujemy się w recesji, czy w okresie wzrostu: większość z nas wie, że dywan można w każdej chwili wyrwać spod naszych profesjonalnych stóp.

W takim środowisku nikt z nas nie może sobie pozwolić na pomyłki. Więc każde szkolne wydarzenie, na które jesteśmy zaproszeni, staje się, mówiąc szczerze, kolejną potencjalną wymówką dla naszego zwolnienia.

Kiedy chodziłem do szkoły w latach 70., chodziłem do szkoły. Oznacza to, że każdego ranka wychodziłam z autobusu i każdego popołudnia wracałam autobusem do domu, a między domem moja matka nie pojawiła się nagle na terenie szkoły z zapiekanką z kurczaka. Gdyby moja matka lub ojciec – którzy pracowali w tej samej kancelarii przez cztery dekady – kiedykolwiek postawiliby stopę w mojej szkole, oznaczałoby to tylko jedną z pięciu rzeczy: przedstawienie szkolne, konferencję rodziców z nauczycielami (obie odbywały się w nocy , dobrze po godzinach pracy) lub że byłem chory, kontuzjowany lub zawieszony.

Dzisiejsi rodzice mają o wiele trudniej na każdym froncie. W rzeczywistości oczekiwania dotyczące zaangażowania rodziców w szkołach naszych dzieci najwyraźniej wzrosły wprost proporcjonalnie do liczby godzin, jakie oboje rodzice muszą teraz przepracować, aby związać koniec z końcem, nie wspominając o samotnych rodzicach, takich jak ja, którym po prostu pieprzy się.

LuAnn Billett, matka trojga dzieci, jest nauczycielką żonaty z profesorem matematyki w Lancaster, Pa. Of May Madness, mówi: „Prawie codziennie pojawiają się wiadomości o prezentach dla nauczycieli, prośbach o opiekę nad zwierzętami w klasie w okresie letnim, piosenkach do zapamiętania. wiosenny koncert, notatki od lektora, chcącego wiedzieć, czy będziemy pracować [our son’s] kłopoty brzmią latem lub jeśli planujemy „po prostu dobrze się bawić latem i nie wykonywać żadnej pracy w szkole”? (z pewnością podchwytliwe pytanie, jeśli kiedykolwiek je widziałem) i wiele próśb wolontariuszy o wydarzenia na koniec roku ”.

W międzyczasie, w równoległym świecie Luksemburga, nauczycielka Brigitte Wunsch nie ma takich obowiązków. Wunsch, podobnie jak Billett, jest również matką trojga dzieci, ale jako samotna matka jej czas jest bardziej ograniczony – co, jak mówi, jest w rzeczywistości całkowicie wykonalne w kraju takim jak Luksemburg.

„W Europie jest zupełnie inaczej” – pisze. „Nie oczekuje się niczego od rodziców. Mogą przynieść ciasto lub sałatkę na letnią ucztę, ale nie muszą i nie muszą tam być. Wystarczy, że przyjdą do szkoły 15 minut, aby podpisać świadectwo szkolne swoich dzieci, to wszystko. ” Jej dzieci mają również bezpłatną poranną opiekę dzienną i niedrogą opiekę pozaszkolną do godziny 19:00

Wunsch uważa, że ​​amerykański system jest szalony, ale niektórzy amerykańscy rodzice delektują się czasem spędzonym w szkołach swoich dzieci. „Uwielbiam i nie mogę się doczekać każdego ranka, w którym jestem zapraszana do klasy” – powiedziała mama trójki dzieci i dyrektor generalna Nomie Baby Katie Danziger – „zwłaszcza, że ​​mam świadomość, że to wszystko dobiegnie końca i będzie mi brakowało. ” Danziger jest jednak swoim własnym szefem, więc obawy przed zwolnieniem nie są częścią jej równania. Ale nawet ci rodzice z szefami wyrażają chęć większego zaangażowania.

„Jako pracujący rodzic odczuwam desperacki entuzjazm dla tego rodzaju wydarzeń” – powiedziała Elizabeth Kennedy, redaktorka z Richmond w Kalifornii. „Będę uczestniczyć we wszystkim, jeśli wypadnie poza godzinami pracy. Nie obchodzi mnie, co to jest. ”

Z drugiej strony, kiedy zadałem pytanie z prośbą o przemyślenia pracujących rodziców w tej sprawie, odpowiedź była zdecydowanie negatywna. („Proszę, rozważcie swoje uczucia na temat szaleństwa na koniec szkoły, przedstawiając tyrady, zachwyty i / lub opinie, proszę” – napisałem na Facebooku.) Większość moich respondentów czuła się przeciążona, jakby zawodzili zarówno pracę Dzieci. Carol Quave, samotna pracująca matka z Annapolis w stanie Maryland, wyraziła swoją frustrację. „Jestem zbyt zajęty, żeby o tym pisać !!!” Ona napisała.

Więc co należy zrobić? Czy szkoły powinny kapitulować, czy korporacje? Czy powinniśmy wystrzegać się wszystkich codziennych wydarzeń szkolnych, takich jak w Luksemburgu, czy też powinniśmy spróbować znaleźć złoty środek między stosunkiem tego kraju do zaangażowania rodziców a obecną sytuacją nie do utrzymania dla wszystkich rodziców – nie tylko pracujących rodziców, jak wskazało wielu moich respondentów – w Stanach Zjednoczonych?

Sheryl Sandberg, dyrektor operacyjny Facebooka i autorka Wychyl się, całkiem otwarcie opowiadała się za równowagą między życiem zawodowym a prywatnym i elastycznością, wychodząc z biura o 17:00 tak często, jak to możliwe. Po niedawnej tragicznej stracie męża będzie musiała podnieść tę stawkę jeszcze bardziej. Kiedy jest dwoje rodziców, obowiązki można podzielić. Mając tylko jeden, wybór, czy się pojawić, czy nie, staje się bardziej skomplikowany. A czasem łamiące serce.

Wiem. Żyję z tą komplikacją i złamanym sercem od prawie dwóch lat i moje dziecko nie jest z tego powodu zadowolone. „Tęsknisz za wszystkim!” niedawno zawodził. To oczywiście nie jest prawda. Przegapiłem tylko spotkanie społeczności, które odbywa się w każdy poniedziałek rano w jego szkole i wieczór gier szkolnych, którego jakoś nie udało mi się umieścić w kalendarzu. Ale dla niego wydawało się to prawdą, co czyni to prawdą.

Problem jest jednym z różnych celów. Celem korporacji jest zarobienie jak największej ilości pieniędzy. Celem rodzica jest pielęgnowanie. Celem szkoły jest nauczanie dzieci i angażowanie rodziców w tę edukację. Celem dziecka jest być kochanym, a przynajmniej nie być jedynym dzieckiem bez rodzica na śniadaniu.

Wszystkie te cele są stale sprzeczne.

Byłoby łatwo – i łatwo – powiedzieć, że korporacje powinny po prostu dać więcej elastyczności, a rodzice powinni po prostu nauczyć się akceptować, że nie mogą uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach, a szkoły powinny oczekiwać mniejszego zaangażowania, a dzieci powinny po prostu wysysać. Ale wiemy, że żadna z tych rzeczy się nie wydarzy, a przynajmniej nie wydarzy się z dnia na dzień.

Ale zmiana na tym froncie jest możliwa. Wiem to. Pomyśl o tym w ten sposób: kiedy urodziłam swoje pierwsze dziecko, w 1995 roku, ani razu nie widziałem ojca spacerującego z niemowlęciem w chuście w godzinach pracy. Ani razu. Kiedy urodziłam dziecko nr 3, w 2006 roku, ojciec niosący dziecko nie był już jednorożcem. Był mile widzianą obecnością, nadzieją.

W ten sam sposób, gdyby szkoły mogły powoli zmniejszać zaangażowanie rodziców – lub przynajmniej zmienić to zaangażowanie na bardziej obfite kolacje niż śniadania i zaplanować szkolne występy bliżej 19:00 niż 18:00 – być może korporacje będą bardziej chcą dać nam większą elastyczność w ich uczestnictwie.

Naprawdę wierzę, że może się to zdarzyć, zanim moje dzieci urodzą swoje dzieci. Ale wszyscy musimy z tego powodu hałasować: porozmawiaj z administratorami Twojej szkoły, porozmawiaj z szefami. Powiedz im, jak teraz wszystko jest nieszczęśliwe, w tym i co najważniejsze, nasze dzieci.

W każdym razie muszę uciekać. Jest 16:30. Program zajęć pozaszkolnych mojego dziecka trwa tylko do 17:30. Moje biuro jest godzinę drogi od domu. Mam nadzieję, że uda mi się wymknąć i nikt tego nie zauważy.