contador gratis Skip to content

Straszne wyznania mamusi: kiedy jesteś mamą, która pije

Picie i macierzyństwo: kiedy jest za dużo?
Markus Spiske raumrot.com / PEXELS

O trzeciej, po długim dniu pilnowania reguł i składania prania, czuję znajome ciągnięcie. Gdy dzień zaczyna blaknąć i promienie późnego wieczornego słońca przenikają przez moje kuchenne okna, zaczynam czuć się zdenerwowany.

Nie, Mówię sobie. Jeszcze nie. Jest za wcześnie. Powinieneś poczekać.

Zajmuję się przyziemnymi zadaniami związanymi z wychowywaniem dzieci w domu, które wykonywałem już tysiące razy, gdy opieram się pokusie. Patrzę, jak zegar tyka, tyka, tyka, powoli zbliżając się do arbitralnego czasu, który ustawiłem jako akceptowalny. Dzieciaki krzyczą dookoła, domagając się, żeby wiedzieć, co podam na obiad, podczas gdy telewizor rozbrzmiewa dźwiękami dzisiejszych wiadomości. Moja kuchnia to pustkowie plecaków, wyrzuconych prac domowych i początków rodzinnego posiłku.

Pranie znów się rozwinęło. Trudno mi myśleć o wymaganiach związanych z napiętym harmonogramem pracy jako freelancer i żonglowaniem obowiązkami bycia rodzicem „w domu”. Opróżniam zmywarkę po raz drugi w ciągu dnia, patrzę przez okno nad zlewem i czuję, jakbym tonęła w morzu bałaganu, którego nie mogę kontrolować. Moje życie nie jest moim własnym, nie trwało to bardzo długo i jestem zmęczony tym, że jestem wszystkim dla wszystkich w moim domu.

Jestem zmęczony.

Matkowanie jest trudne.

Wino to ułatwia.

Butelka wina stoi w pogotowiu na moim blacie, czekając jak cierpliwy towarzysz. Jak latarnia morska, stoi wysoko, do połowy zapełniona po wczorajszej konsumpcji i cierpliwie czeka, aż podejdę i pogłaska ją. Kiedy sięgam po kieliszek do wina w mojej szafce, czuję już słodycz czerwonego wina i zapach tanin, który za kilka chwil będzie ciężki w moim nosie.

Czuję w dłoniach chłodną szklaną butelkę i słyszę trzask korka, gdy przechylam butelkę, żeby nalać dziennej porcji zdrowego rozsądku. Dźwięki chaosu w moim domu trochę cichną, gdy skupiam się na wirze krwawego wypływu z butelki.

Dźwięk cieczy rozpryskującej się w kryształowym kielichu, wypełniającego szklankę, jakby wypełniał moją duszę. Kiedy przykładam szklankę do ust, czuję, jak rozluźniają mi się ramiona i biorę długi, pyszny drink. Czuję się uzupełniony i odmłodzony przez starego przyjaciela w moim kieliszku. Zaczęła się szczęśliwa godzina.

I tak jest przez większość dni.

Nie mogę się doczekać codziennego kieliszka wina i czasami denerwuje mnie to. Śmieję się z żartów, jakie moi przyjaciele opowiadają o potrzebie wypicia butelki wina po stresującym dniu z dziećmi. Dzielę się memami na Facebooku z żartami o matkach, które przetrwały z alkoholem u boku. Sącząc wino na przyjęciu, rozglądam się i zastanawiam się, czy są tam inne mamy, które czują się tak jak ja.

Czy martwią się uzależnieniem od alkoholu?

Czy obawiają się, że mają problem?

Jestem pielęgniarką i opiekowałem się alkoholikami. Znam znaki, charakterystyczne cechy osoby, która nie radzi sobie z alkoholem. Widziałem bełkoczącego pijanego wujka na weselach przyjaciół i zawsze buzującego przyjaciela na imprezach sąsiedzkich. Trzymałem dłonie pacjentów, pożółkłych i spuchniętych z powodu niewydolności wątroby, kiedy dryfowali i tracili przytomność, podczas gdy ich bliscy płaczą i żałują, że nie zrobili więcej, aby powstrzymać picie.

To nie ja.

Piję drogie rzeczy. Z kryształu. Jak cywilizowany dorosły.

Ale pozwalam sobie na wino więcej dni niż nie. Czasami nie jest to tylko jedna szklanka. Piję na imprezach towarzyskich, aby złagodzić lęk społeczny. Piję na wieczorne wyjścia dziewcząt. Piję, ponieważ mój mąż wrócił do domu w wspaniały piątkowy wieczór i wyciągamy się na szezlongach, podczas gdy dzieci biegają boso po trawie. Czasami piję, bo jest wtorek.

Moje dzieci kilka razy widziały mnie pijanego i wstyd był ciężki, gdy następnego ranka leczyłem kaca i watolinę. Dorośli czasami popełniają błędy, Mówię im. Mamusia przesadziła. Mówię im, że to się więcej nie powtórzy. Sącząc seltzera i modląc się, żebym nie zwymiotował, mówię sobie, że będę po prostu trzymał się mojego codziennego kieliszka wina.

Ponieważ macierzyństwo jest trudne. A wino pomaga.

Pytam znajomych o ich spożycie alkoholu, porównując notatki, aby sprawdzić, czy jestem „normalny”. Kiedy okłamuję ich o tym, ile kieliszków wina wypijam w ciągu tygodnia, podejrzewam, że też mnie okłamują. Rozmawiamy o tym, jak macierzyństwo jest stresujące, wymagające i wyczerpujące. Ubolewamy, że nie mamy czasu, żeby naprawdę się zrelaksować, a alkohol pozwala nam na chwilę odetchnąć od codziennego gówna, jakim stało się nasze życie. Brzękamy szklankami różu i popijamy, zadowoleni ze świadomości, że nie mamy problemu.

Jesteśmy tylko mamami, które piją.