Ta nowa faza pandemii jest bardziej stresująca niż blokada

Ta nowa faza pandemii jest bardziej stresująca niż blokada

ponowne otwarcie najbardziej stresującej części
Stephen Maturen / Getty

A więc to faza pandemii… 2? 3? 103? Kto wie. Niezależnie od tego, w jakiej „fazie” się znajdujemy, dla mnie powraca to stare znajome wyczerpanie. Znasz tego jednego. To nie jest „zmęczony ziewaniem” – jest raczej zmęczeniem do kości. Poczułem to w marcu, gdy świat się zawalił. Kiedy szkoły moich dzieci zamykały drzwi na czas nieokreślony, a ja nagle zostałem nauczycielem w pierwszej, trzeciej i piątej klasie, gorączkowo staraliśmy się znaleźć maski i papier toaletowy oraz nauczyć się obsługi dostaw artykułów spożywczych (nasza rodzina je DUŻO płatków, my szybko się nauczył)… To wszystko było przerażające i nowe, a każdy dzień przynosił kolejne wyzwanie do rozwiązania.

Pamiętam, że przez te kilka pierwszych tygodni pod koniec dnia czułam się wyczerpana psychicznie i fizycznie. Po przejrzeniu harmonogramów „Google Hangout” i „Zoom chat” każdego dziecka, zorientowaniu się, czym jest „pasek porównania” i jak przesłać mój arkusz z matematyki pierwszej klasy na huśtawce, pomagając mojemu piątoklasiście wybrać temat wspomnień, ucząc się „Prezentacje Google ”Po raz pierwszy, aby moja trzecia klasa mogła przedstawić prezentację o manatach… a jednocześnie, wiesz, wykonuję własną pracę za co mi płacą, a także upewniając się, że wszyscy jedli warzywo, myli ciała i myli zęby od czasu do czasu, uciszali ich, gdy mój mąż dzwonił do pracy, uciszali, gdy ja dzwonili do pracy, zamiatali podłogę, żeby nie dostać mrówek, sprawdzali stan psychiczny moich dzieci, gdy mijały tygodnie bez osobistego kontaktu ze światem zewnętrznym, ćwiczyli i piliśmy wodę (samoopieka!), dzwonili do rodziców i siostra i zapewnił, że wszyscy są zdrowi…

Tak. Zmęczony.

Ale z biegiem czasu przyzwyczailiśmy się do naszej nowej normy. Dzieci znały ogólny rozkład dnia i przyzwyczaiły się do robienia własnego śniadania, a przez większość dni również lunchu. Dowiedziałem się, że Seesaw, Google Classroom i Zoom (nadal nie rozumiem tego dziwacznego sposobu, w jaki teraz robią matematykę, ale nieważne) i moja energia powoli wróciła. Wszyscy pogodziliśmy się z naszą rzeczywistością – że nie mogliśmy spotkać się z przyjaciółmi. Ta jazda konna została odwołana. Więc był baseball. I tenis. Nie było randek z zabawami, chodzenia do restauracji czy odwiedzania dziadków. Z biegiem czasu moje dzieci przestały pytać. Wszyscy przestaliśmy o tym myśleć. I życie toczyło się dalej. Mgła depresji uniosła się trochę, ponieważ tak naprawdę nie czuliśmy, że tracimy wiele, ponieważ wszyscy, których znaliśmy, byli skuleni tak jak my. Odnieśliśmy trochę radości, ucząc się grillowania własnej pizzy, grania w rodzinne gry planszowe, rozpalania ogniska, pozwalania dzieciom spać w swoich fortach w piwnicy i spania do późna podczas oglądania filmów.

Minął kwiecień, potem maj. Ale teraz czerwiec wygląda inaczej. Czerwiec oznacza faktyczną ciepłą letnią pogodę (dla północnego Środkowego Zachodu, gdzie mieszkam) i, jak się wydaje, ponowne otwarcie świata.

Zdaję sobie sprawę, że pojawienie się ludzi z ich domów w społeczeństwie przywróciło stare zmęczenie, z którym walczyłem na początku tej pandemii. Znowu błąkam się w transie przypominającym zombie, próbując dostosować się do nowego sposobu rzeczy – podobnie jak w marcu. Ledwie jestem w stanie przetrwać kolację, pomijam codzienne treningi i oddaję swojemu mężowi porę snu, podczas gdy omdlewam na kanapie.

Zmęczony to nawet nie jest właściwe słowo. Wydaje się, że wyczerpanie nie oddaje tego sprawiedliwie. Jak więc mam to nazwać? I dlaczego wrócił?

Szczerze mówiąc, myślę, że jest to nowy rodzaj zmęczenia wywołany przez świat, który wydaje się być „skończony” z COVID-19, kiedy COVID-19 nie jest już prawie „skończony” z nami.

Myślę, że wynika to z faktu, że w ciągu ostatnich kilku dni zapraszano nas na baseny, grille, randki do zabaw i happy hours z przyjaciółmi. Zostaliśmy powiadomieni, że stajnia dla koni jest ponownie otwarta na lekcje, a tenis też działa. Restauracje, bary i kina odkurzają blaty i otwierają drzwi. A nasz coroczny festiwal miejski 4 lipca – jedna z naszych ulubionych tradycji – otrzymał zielone światło, aby iść naprzód.

I stwierdzam, że mówię: „Czekaj. Co? Już to robimy? Tak szybko? W jaki sposób?” gdy patrzę, jak liczba COVID-19 nadal rośnie.

Wygląda na to, że utknąłem w labiryncie, ściskając ręce moich dzieci, gdy drzwi za drzwiami otwierają się, wzywając mnie do wejścia – drzwi do parku, basenu, biblioteki, domu przyjaciela, festiwali, koncertów… i ciągle mówimy nie, ale w odpowiedzi natychmiast otwierają się kolejne drzwi.

Przez cały ten proces czułem się niezwykle szczęśliwy, że moje dzieci są na tyle młode, że łatwo mogą je rozproszyć film online, lody lub kamping na podwórku. Nie przegapiliśmy żadnych ważnych kamieni milowych, takich jak ukończenie szkoły średniej lub bal maturalny. Jasne, musieliśmy odwołać niektóre wakacje i tęsknić za naszymi krewnymi, ale mieliśmy to o wiele lepiej niż wielu.

Jestem też niezmiernie wdzięczny, że nasi przyjaciele wyciągają rękę, tęsknią za nami i chcą się spotkać. Nie ma lepszego uczucia i mam nadzieję, że nadal będą o nas myśleć.

Ale nie jesteśmy gotowi, aby powiedzieć tak, i coraz trudniej jest powiedzieć nie. Moje dzieci, mimo że są wystarczająco małe, aby przejść te miesiące kwarantanny, jeżdżąc na rowerach po naszej ślepej uliczce i kradnąc lody na patyku i ciastka oreo, gdy mama nie patrzy, są również na tyle duże, że wiedzą, że świat zaczyna się ponownie otwierać. Są na tyle dorośli, że słyszą, że ich przyjaciele spotykają się, uprawiają sport, jeżdżą na obozy i wyjeżdżają na letnie wakacje.

A my nie.

Ponieważ, co wydaje się być pięć minut temu, wszyscy byliśmy zablokowani. Ponieważ ludzie w każdym zakątku Stanów Zjednoczonych wciąż chorują. Bo chociaż wydaje się, że od lutego starzeliśmy się o 10 lat, koronawirus jest wciąż bardzo nowy i niewiele o nim wiemy. Ponieważ moim zadaniem numer jeden jest ochrona mojej rodziny.

Ale to właśnie „zmęczenie decyzją” jest nowym zmęczeniem. Wcześniej to święte-bzdury-to-co-się-dzieje-czy-to-bezpiecznie-dostać-codziennie-na-mail-obawy, które sprawiały, że upadaliśmy do 21 wieczorem każdej nocy. Teraz jest to strach wszystkich innych, którzy wychodzą z domu i znowu żyją, ale co, jeśli to nie jest bezpieczne i pojawia się nowy skok w przyszłym tygodniu. mnie w dół.

To smutek w oczach moich dzieci, kiedy dowiadują się, że odmawiam kolejnego zaproszenia do znajomych.

To przytłaczający ciężar, jak spędzić te letnie dni bez obozów czy naprawdę niczego zaplanowanego, kiedy pracuję w domu, a trzy pary oczu patrzą na mnie każdego ranka, zastanawiając się, co możemy zrobić tego dnia.

To ciągłe zgadywanie – czy bardziej szkodliwe jest dla zdrowia moich dzieci, jeśli wystawię je na świat zewnętrzny, czy trzymam je w domu w izolacji od rówieśników? Jeden z ekspertów twierdzi, że jest to bezpieczne, o ile zachowujemy dystans społeczny i nosimy maski. Czy dzieci będą miały nawet dystans społeczny i będą nosić maski? Inny ekspert mówi, że nie ma mowy. Zostań w domu. Wiem tylko, że moje dziecko desperacko pragnie interakcji ze światem poza murami naszego domu. Ale boję się, że sprowadzę COVID-19 do naszego domu. O tym, że to dostali. Mój mąż to dostał. O tym, że to rozumiem.

To tam iz powrotem na jednym wykresie, z napisem „Spłaszczyliśmy krzywą!” podczas gdy inny mówi: „Liczby wciąż rosną!” i chorobliwe historie o dzieciach, które dostały MIS-C i zdrowych dorosłych, takich jak ja, po czterdziestce podłączonych do respiratorów lub nigdy nie wracających do domu.

To kolejka górska, polegająca na pogodzeniu się z decyzją o odrzuceniu zaproszeń i pozostaniu w domu, ale potem posiadanie FOMO (lub FOMO dla swoich dzieci), gdy oglądasz materiały z mediów społecznościowych przedstawiające przyjaciół i rodzinę, żyjące życie i świetne lato podczas objadania się Netflixem i jedzenia frytek na kanapie przez dziewięć miliardów dni z rzędu.

Ledwie masz gorącą minutę na złapanie oddechu po nieoczekiwanym wymuszonym nauczaniu w domu, zanim wszyscy zaczną już mówić o tym, czy odeślą swoje dzieci jesienią.

Chodzi o niewiedzę, czy postępujesz właściwie, ale robienie wszystkiego, co w Twojej mocy, z posiadanymi informacjami i modlenie się, że jest to właściwe.

Mówi „przepraszam”, gdy twoje dzieci uciekają z twoich ramion i krzyczą, jaki jesteś niesprawiedliwy, podczas gdy wszystko, co próbujesz zrobić, to utrzymać przy życiu wszystkich członków twojej rodziny.

Więc tak. Jestem cholernie zmęczony.

A to dopiero czerwiec.