contador gratis Saltar al contenido

Tak, wciąż noszę swoje „duże dziecko”, a oto dlaczego

Tak, nadal noszę moje 4-letnie dziecko i oto dlaczego

Każdego ranka noszę mojego 4-letniego syna do przedszkola. Prawda jest taka, że ​​wciąż noszę go w wielu miejscach.

Kiedy prosi o odebranie, z radością zgadzam się. I tak, mamy zabawne spojrzenia. Czasami komentarze:

„Wygląda na to, że masz zajęte ręce”.

„Dlaczego robisz to swojej biednej matce?”

„Myślę, że jest wystarczająco duży, by samodzielnie chodzić”.

“Nie sądzisz, że go rozpieszczasz?”

To prawda, ma ponad 40 funtów. Wygląda, jakby był tak duży jak 6- lub 7-latek, więc rozumiem, że ludziom może to wyglądać dziwnie.

Więc dlaczego go noszę? Dlaczego po prostu nie pozwolę mu chodzić?

Ponieważ mi się to podoba. Szczerze mówiąc, myślę, że noszę go bardziej dla siebie niż dla niego. Dla mnie noszenie go nie jest ciężarem; to jest prezent. Jego słodki zapach i jego głowa spoczywa na moim ramieniu. Przytulam go, oddycham głęboko i czuję się z nim całkowicie swobodnie w moich ramionach.

Ponieważ on lubi to. Nie ma nic lepszego niż ciepły, pewny uścisk mamy, który uspokaja dziecko. Jeśli chce być pocieszony i mocno przytulony, dlaczego miałbym mu tego odmawiać?

Ponieważ wiem, że to nie potrwa długo. Wiem, że moje dni przytulania są policzone. Doceniam fakt, że wciąż jest w wieku, w którym chce być blisko siebie. Wiem, że to tylko kwestia czasu, zanim będzie za duży, by go utrzymać. Jestem też wdzięczny, że nadal chce, żebym go niosła, bo w mgnieniu oka uzna, że ​​jest na to za stary.

Ponieważ jest moim ostatnim dzieckiem. O ile wiem, będzie to moja ostatnia szansa na noszenie małego dziecka. Tak, wykorzystuję każdą okazję, by docenić jego małość. Cieszę się każdą chwilą, w której chce być blisko i jestem fizycznie do tego zdolny.

Ponieważ to mój trening. Wychowywanie dzieci to moje cardio, a noszenie mojego malucha to praktycznie trójbój siłowy. Obecnie rzadko chodzę na siłownię, a czasem noszenie mojego gigantycznego przedszkolaka jest dla mnie najlepszym sposobem na spalenie tych dodatkowych węglowodanów.

Ponieważ nie obchodzi nas, co myślisz. Nie przeszkadza mi to spojrzenie z ukosa i pełne irytacji westchnienia. Gdybyś był mną i rozumiał rzeczy, które rozumiem, wiem, że prawdopodobnie zrobiłbyś to samo.

I nie, nie sądzę, żebym go rozpieszczał. Zapewnianie dziecku pociechy, kiedy tego potrzebuje, nie jest rozpieszczaniem; to słuchanie jego potrzeb i pomaganie mu najlepiej, jak potrafię. Za kilka krótkich lat nie będzie nawet chciał, żeby go widziano ze mną, nie mówiąc już o tym, żeby go porywano i dusiono pocałunkami.

Zanim się zorientuję, będzie młodym mężczyzną, który ceni swoją niezależność. Ale teraz, w tej ulotnej chwili, nadal jest moim synkiem. I nie obchodzi mnie, czy ludzie to oceniają, mam zamiar nosić go tak długo, jak tylko mogę, i pielęgnować każdą jego chwilę.