contador gratis Skip to content

Teraz, gdy mam dwoje dzieci, są rzeczy, których brakuje mi w posiadaniu jedynego dziecka

Teraz, gdy mam dwoje dzieci, są rzeczy, których brakuje mi w posiadaniu jedynego dziecka
Shutterstock

Kończę 12 tygodni urlopu macierzyńskiego z moją drugą córką, która urodziła się dzień po wyborach (to już inna historia). Kiedy przygotowuję się do ponownego wejścia w coś, co Zorba nazwał „pełną katastrofą” – dwie prace, dwoje dzieci, jeden kredyt hipoteczny, jeden starszy kot – zastanawiam się, co oznaczało to przejście.

Jestem szaleńczo zakochana w moim nowym dziecku. Kocham i doceniam moją pierwszą córkę w nowy sposób, gdy dojrzewa na moich oczach i dorasta do roli starszej siostry. Kocham męża bardziej niż kiedykolwiek; zabija go jako tata, jednocześnie zabijając siebie, aby uruchomić startup, a nawet czasami przynosił mi kwiaty.

Jedną ze zmian, które już zauważyłem, i które inne matki, które tam były, zwróciły mi uwagę, jest to, że z jednym dzieckiem często możesz przekazać je w tę iz powrotem, podczas gdy wolny rodzic w zasadzie prowadzi życie jak zwykle – bierzesz ją kiedy pójdę na siłownię, zabiorę ją, a ty wskoczysz na tę rozmowę. Ale z dwoma to dużo, dużo trudniejsze. W rezultacie częściej działamy jako czteroosobowy zespół. Wszyscy jesteśmy na pokładzie, a to już zaowocowało niesamowitymi rodzinnymi chwilami.

Zasadniczo to wszystko jest wielka miłość i domki z piernika (a czasem pociąga nosem i zgubione rękawiczki, pieluchy i wrzeszczą). Ale jest jeden kompromis, który mnie zasmuca. I to jest to, że opuściłem stowarzyszenie matek samotnych dzieci.

Miałem dwuletnią walkę o płodność, zanim urodziło się moje pierwsze dziecko. Blizny z tamtego czasu skłoniły mnie do powstrzymania się przed ponowną próbą, a następnie próba trwała kolejny rok. W rezultacie mam jednego dzieciaka, który spodziewa się swojej pierwszej wizyty wróżki zębatki lada dzień, podczas gdy druga ledwie ząbkuje.

Kiedy moja pierwsza córka skończyła 3, a potem 4 lata, zaczęła wyglądać mniej jak pierwsza, a bardziej jedyna. W rezultacie często wiązałam się z innymi matkami jednego. Nastąpiłaby zmiana, otwarcie w rozmowie, kiedy odkryliśmy się na placu zabaw, na przyjęciach lub wydarzeniach w pracy.

To interesująca grupa kobiet. To, co wielu łączy, to życia, które nie przebiegały dokładnie według scenariusza. Niektórzy, jak ja, mieli problemy z płodnością. Może ich związki się skończyły, ich partnerzy umarli, albo po prostu znaleźli partnerów nieco później w życiu, albo nie zrobili tego i zostali samotnymi matkami z wyboru. Niektórzy mają ograniczenia finansowe. Niektórzy są rodzicami adopcyjnymi, rodzicami tej samej płci lub oboje.

A niektórzy mają pracę, często twórczą, którą absolutnie kochają, więc dokonali czegoś, co w jakiś sposób wciąż uważane jest za radykalny wybór – że w ich życiu jest wystarczająco dużo miejsca dla jednego dziecka i nie więcej. Lauren Sandler, autorka książki Jeden jedyny, którą pochłonęłam, zastanawiając się, czy dodać ją do naszej rodziny, opublikowała imponującą listę kanonicznych pisarek, które miały dokładnie jedno dziecko: Toni Morrison, Joan Didion, Susan Sontag, Margaret Atwood, Alice Walker. Jessica Valenti jest młodszą pisarką, która napisała o problemach zdrowotnych, które spowodowały, że znalazła się na tej samej łodzi z jednym dzieckiem i radości, którą tam znalazła.

Przez przypadek lub dostosowanie się do okoliczności matki jedynych dzieci, które znam, nie zaginęły całkowicie w macierzyństwo. Często podróżują, modnie się ubierają, pracują na rzecz zmian politycznych, prowadzą odnoszące sukcesy biznesy, prowadzą długie wyścigi, wydają książki, wygłaszają przemówienia, organizują rekolekcje, wykonują oryginalne prace, a nawet wychodzą na tańce. Wiedzą, kim są i ciężko pracują, aby osiągnąć swoje cele na świecie, jednocześnie w pełni ciesząc się rozkwitem swoich dzieci. Na dłuższą metę nadal jestem zdecydowana być taką matką, chociaż po raz kolejny biegam za pieluchami, napadami złości i budzę się w nocy.

Będzie mi brakowało nieco kontrkulturowego charakteru naszej trzyosobowej rodziny, nie wspominając o względnej łatwości wsiadania i wysiadania z taksówek. Oczywiście to, co dostałam w zamian – szansa, by pomóc innemu wyjątkowemu człowiekowi wzrastać, będąc nieco mniej przerażonym rodzicem, rodzeństwem mojego ukochanego pierworodnego – jest bezcenne. Ale nadal będę czerpać inspirację z każdej kobiety, którą znam, która żyje swoim życiem na swój własny, wyjątkowy sposób.

Ten post pierwotnie pojawił się na Medium.