contador gratis Skip to content

To twoje dzieci powinny decydować o kierunku, a nie ty

Szkoła Wyższa
PORTRET OBRAZY AZJA BY NONWARIT / Shutterstock

To bardzo kuszące.

Chodzi mi o to, że pewnego dnia twój maluch rozbija banany w twarz, a następnego ma około 12 lat i zauważasz, że mają dziwną skłonność do demontażu rodzinnego komputera stacjonarnego, dodawania do niego większej ilości pamięci RAM, a następnie ponownego okablowania całe gospodarstwo domowe w szybką sieć LAN. A jaka jest pierwsza rzecz, która przychodzi Ci do głowy? TEN DZIECKO JEST NASTĘPNYM MIEJSCEM PRACY I MUSI mieć kierunek informatyka na uczelni!

I od razu zdecydujesz, że pozwolisz sobie na swobodę projektowania ich planu zajęć w liceum, a także do jakiej uczelni będą uczęszczać, i ścieżki zajęć, w których będą uczestniczyć. Och, to wszystko jest takie ekscytujące! Wychowałeś geniusza komputerowego! Nigdy nie przychodzi ci do głowy, że być może największym pragnieniem (i prawdziwym talentem) tego dzieciaka jest zostanie nauczycielem plastyki w liceum, strażakiem lub stylistą fryzur.

Jest wielka szansa, że ​​Twój osobisty plan na całe życie nastolatka spotka się z następującą odpowiedzią: „Mamo, czy to nie moja przyszłość i moja decyzja?” Z którym potem ich spotkasz: „Cóż, płacę za studia, więc nie, to nie tylko twoja decyzja”. Nic dziwnego, że po takich wymianach zostaje nam całe pokolenie nieszczęśliwych dzieciaków z college’u, które po prostu przeżuwają cztery lata z góry określonej przyszłości, a potem wypluwają na drugim końcu z wykształceniem, które może (jeśli oni mają szczęście) napełniać ich portfele, ale to niewiele wypełnia ich dusze.

Ostatecznie masz siłę roboczą pełną ludzi, którzy nie robią tego, do czego są powołani lub namiętni, co prawdopodobnie oznacza, że ​​cokolwiek robią, nie robią tego tak dobrze.

Pisze Sharon Reed, profesor college’u Washington Post o tym, jak powinniśmy pozwolić naszym dzieciom wybrać własny kierunek studiów i całkowicie się z tym zgadzamy. Widziała wielu studentów siedzących w jej biurze, opłakujących presję, jaką rodzice nakładali na nich, aby przestudiowali pewną rzecz i stali się czymś pewnym. I sprawia, że ​​większość uczniów jest zarówno nieszczęśliwa, jak i przestraszona – boją się, że wyjdą z rodzicami prawdę o tym, czego naprawdę chcą się uczyć w szkole.

Mówi: „Nie przejmują się złą oceną ani problemami ze współlokatorem; wielu z nich jest sfrustrowanych, ponieważ nie są zadowoleni ze swojego majora. Kiedy pytam ich, dlaczego studiują medycynę, studia prawnicze lub jakąkolwiek inną dziedzinę, na której się obecnie zajmują, jeśli nie są nią zainteresowani, zawsze słyszę tę samą odpowiedź: „Moi rodzice tego chcą”. Wiem, że rodzice chcą dobrze, ale naleganie na kierunek, którym studenci nie są zainteresowani, jest naprawdę okropną rzeczą, jaką można zrobić swoim dzieciom ”.

W tym niedawnym pokoleniu rodziców absurdalnych prób wydostania się z piekła ze swoich dzieci, wielu jest teraz głęboko w wieku nastoletnim i przeszło od mikrozarządzania nieistotnością zajęć pozalekcyjnych w gimnazjum do mikrozarządzania bardzo żywotnymi (i prawdopodobnie zmieniającymi życie) znaczenie wyższego wykształcenia ich dziecka. I podczas gdy jedno jest po prostu irytujące i powoduje kilka złych konsekwencji (bzdury w szkole średniej), drugie może zmienić przyszłość Twojego dziecka w bardziej szkodliwy sposób, niż możesz sobie wyobrazić.

Zastanawiamy się, dlaczego obserwujemy gwałtowne wzrosty niepokoju i depresji na uczelniach w całym kraju. Reed twierdzi, że uczniowie żyją w strachu przed niezadowoleniem swoich rodziców. Mówi o jednym uczniu: „[He] rozpłakał się w godzinach pracy, ponieważ miał „C” w rachunku różniczkowym i nie sądził, że mógłby zrobić coś lepszego. Bał się wyjaśnić rodzicom, którzy chcieli, aby został inżynierem, że jest u szczytu swojego talentu matematycznego i to nie wystarczyło, ani nie uszczęśliwiło go. ”

Nie pamiętam, abym kiedykolwiek wcześniej konsultował się z rodzicami na temat tego, jakie zajęcia wybrać lub na czym się specjalizować na uczelni. Skoro o tym mowa, nie mieli też prawa głosu gdzie Poszedłem do koledżu. Ale to było ponad 25 lat temu, kiedy przeciętny 17-latek był bliżej zachowywania się jak 27-latek niż 7-latek, a znacznie wcześniej dorosłość był czasownikiem. Moi rodzice wysłali mnie do czteroletniego college’u sztuk wyzwolonych, a ich jedyną radą było: „Idź na spotkanie ze światem, weź udział w różnorodnych zajęciach i zacznij się zastanawiać, kim jesteś”, a nie „Proszę, ukończ za cztery lata w pełni gotowy pracować przez następne 35 lat w z góry określonej pracy, którą nauczyłeś się wykonywać, gdy tam byłeś ”.

Przyznaję: jestem bardzo zaniepokojony ważnymi decyzjami na uczelni, które mój syn obecnie podejmuje. Trudno mi się oprzeć napomykaniu Myślę byłby dobry w pracy lub w pracy Myślę może mu się spodobać. Na razie tylko kręci głową i mówi: „Mamo, ja to wymyślę” i uczę się, jak sobie z tym radzić.

Dowiaduję się też, że jestem najszczęśliwszy, kiedy on jest najszczęśliwszy, a jeśli to oznacza, że ​​dąży do całkowitego przeciwieństwa tego, czego chcę, aby realizował, ale będąc przesadnie radosnym ze swojej pracy, to niech tak będzie . Przyjdę.