contador gratis Skip to content

Trauma rozwojowa zniszczyła moją rodzinę

rozwojowy uraz-1
Pixabay / Pexel

Mój mąż i ja podskoczyliśmy w sercu, kiedy adoptowaliśmy się z rodziny zastępczej. Devon miał trzy lata, duże brązowe oczy i nieśmiały uśmiech. Jego dwuletnia przyrodnia siostra, Kayla, była odważna z piegami i kłębami loków. Mieliśmy już dwóch synów i niecierpliwie wyobrażałem sobie całe życie, na którym będą odbywać się coroczne rodzinne zdjęcia, wakacje na plaży, wakacje i przyjęcia urodzinowe.

Wcześnie dowiedzieliśmy się, że Devon i Kayla byli zaniedbywani i maltretowani, i że byli w wielu rodzinach zastępczych. Z tego powodu oboje byli niespokojni i niepocieszeni przed snem. Devon wbijał jedzenie pod łóżko i czasami jadł, aż zwymiotował. Był agresywny, bawił się kałem i oddawał mocz w dziwnych miejscach w domu.

Te zachowania nas niepokoiły, ale podczas szkolenia przedadopcyjnego powiedziano nam, że są one całkowicie „typowe” dla przybranych dzieci i nie ma niczego, czego nie mogłaby uleczyć miłość do „rodziny na zawsze”.

Przez kilka następnych lat jeździliśmy na wakacje na plaży, o jakich marzyłem, a dzieciaki urządzały przyjęcia urodzinowe w Chuck E Cheese. Grali w piłkę nożną, nauczyli się pływać i jeździć na rowerach. Kayla zadomowiła się, ale Devon nadal walczył. Próbowałem wielu różnych strategii rodzicielskich, ale nie motywowały go nagrody ani nie odstraszały konsekwencje. Dwa lata po adopcji nasza rodzina ponownie się powiększyła wraz z narodzinami naszego najmłodszego syna Brandona.

Pixabay / Pexel

Devon poszedł do przedszkola i spędził kilka pierwszych tygodni z plecakiem Blue’s Clues i dopasowanym pudełkiem na drugie śniadanie, ale potem zaczęły się telefony do domu. Pewnego dnia włączył alarm przeciwpożarowy. Innym razem wybiegł ze szkoły i zastępca dyrektora musiał przegonić go z ruchliwej drogi. Często odmawiał odrabiania lekcji, zwłaszcza gdy mu kazałem. Kiedy był tak zły, wyrwał drzwi do sypialni z zawiasów. Miał sześć lat.

Było jasne, że coś jest nie tak, ale nie miałem pojęcia, co to jest i co z tym zrobić.

W wieku ośmiu lat napady złości Devona trwały od dwóch do trzech godzin. Uśmiechał się do mnie i mówił: „Czuję, że mam atak”. A potem to zrobi. Wybijał dziury w ścianach, łamał zabawki i ścigał swoje rodzeństwo kijem baseballowym. Próbowałem być cierpliwy, ale wydawało się to niemożliwe. Czasami kopał mnie w głowę lub próbował wydostać się przez okno furgonetki, kiedy prowadziłem.

Co gorsza, Devon był biegły w ukrywaniu swojego zachowania przed moim mężem. Kiedy usłyszał, że drzwi garażu się otwierają i zdał sobie sprawę, że tata jest w domu z pracy, wyskakuje ze złości jak włącznik światła. W rezultacie mój mąż uważał, że jestem zbyt wrażliwa lub przesadzam. Kiedy zwracałem się o pomoc – do nauczycieli, rodziny, przyjaciół, terapeutów – oni również założyli, że to problem rodzicielski.

Czasami zastanawiałem się, czy mają rację. Czasami traciłem panowanie nad sobą, mówiłem rzeczy, których nie powinienem był i przesadzałem. Zmagałem się z poczuciem winy, wstydu, rozczarowania i złości.

Zmęczony oskarżaniem, przylepiłem się do publicznego uśmiechu i ukryłem za zamkniętymi drzwiami. Stałem się bardziej odizolowany i samotny. Zacząłem mieć zaburzenia snu, byłem bardzo czujny i ciągle poddenerwowany. Z perspektywy czasu zdaję sobie sprawę, że napady złości Devona do tego czasu przekształciły się we wściekłość. Stworzyło to środowisko toksycznego stresu dla jego rodzeństwa i chociaż jeszcze o tym nie wiedziałem, zachorowałem na zespół stresu pourazowego. Byłem tak zajęty samym przetrwaniem, że nie miałem pojęcia, jak tragiczna stała się sytuacja.

Aż pewnego popołudnia Devon ze złością karate rąbnął małego Brandona w gardło. Chwilę później zepchnął go ze schodów. Jedno gigantyczne pchnięcie od tyłu. Brandon nie był poważnie ranny, ale to była pobudka, której potrzebowałem.

Zacząłem zabierać Devona na izbę przyjęć zdrowia psychicznego, ilekroć był niebezpieczny. Nie miałem pojęcia, co innego robić. Kiedy pierwszy raz zapisałem go na oddział psychiatryczny, moje serce ścisnęło się. To nie była adopcja długo i szczęśliwie, którą sobie wyobrażałem. Mimo to byłem optymistą, że jesteśmy na najlepszej drodze do uzyskania pomocy.

Psychiatra na ostrym dyżurze zaczął podawać Devonowi leki. Wydawało się, że nie pomagają. Po kilku wizytach i jednym przyjęciu szpital skierował nas na intensywne zabiegi ambulatoryjne.

Jordan Whitt / Unspash

Devon zaczął otrzymywać 15 godzin leczenia i terapii tygodniowo. Zespół terapeutyczny pomógł mi stworzyć plan bezpieczeństwa dla braci i siostry Devon. Wbiegali na górę i zamykali się w mojej sypialni, kiedy tylko stawał się agresywny fizycznie. Dla bezpieczeństwa wszystkich trenowali mnie, abym go powstrzymywała w „uścisku niedźwiedzia”. Byłem przerażony, wyczerpany i załamany jednocześnie.

Kilka dni w piątej klasie Devon uderzył swojego nauczyciela w brzuch. Wyrwał rzęsy i owinął pasek wokół szyi. Wtedy jego terapeuta posadził mnie, abym wyjaśnił, że Devon musi być na programie leczenia stacjonarnego.

Wtrąciłem się. Po prostu potrzebowaliśmy więcej terapii lub innych leków, prawda? Musimy spróbować czegoś innego…

Potrząsnęła głową i nalegała. Jego zachowanie było niebezpieczne, a miesiące opieki ambulatoryjnej, które otrzymywał, nie pomagały.

Devon został przyjęty do swojej pierwszej stacjonarnej placówki psychiatrycznej, gdy miał zaledwie 10 lat i spodziewaliśmy się, że wróci do domu, znacznie lepiej, po kilku miesiącach intensywnego leczenia. Ale gdy tam był, złamał kciuk pracownikowi. Spowodował szkody majątkowe warte tysiące dolarów. Wymiotował i oddawał mocz na personel, a także dźgał innych mieszkańców – dzieci takie jak on – ołówkami. Próbował się udusić koszulą.

Ponieważ trwało to miesiące, a potem lata, byłem zdezorientowany. Devon przechodził niezliczone godziny terapii. Dlaczego nie czuł się lepiej? Dlaczego jego leki nie pomagały? To nie miało sensu.

Zacząłem prowadzić własne badania i dowiedziałem się o traumie rozwojowej – wpływie, jaki przewlekłe znęcanie się i zaniedbanie może mieć na małe dzieci. Te dzieci postrzegają świat jako niebezpieczny i nieprzewidywalny i mogą przejść do trybu walki lub ucieczki nawet w minimalnie zagrażających sytuacjach. Trauma może również zakłócić rozwój ich mózgu. Mogą odczuwać utratę swojej urodzonej matki tak dotkliwie, że zaczynają nieświadomie postrzegać każdą nową postać matki jako wroga.

Nagle zachowania Devona nabrały sensu – jego impulsywność, rozregulowanie emocjonalne i behawioralne, rozpaczliwa potrzeba kontroli i celowanie we mnie. To była taka ulga. Teraz, kiedy już wiedziałem, co jest nie tak, miałem nadzieję, że Devon w końcu uzyska pomoc.

Ridofranz / Getty

Chociaż terapeuci zgodzili się, że Devon miał traumę rozwojową, ich podejście do leczenia nie uległo zmianie. Po prostu postawili kolejne diagnozy i poprawili jego koktajl leków. Kontynuowali te same nieskuteczne terapie.

Brakowało mi wyjścia. Wróciłem myślami do trzyletniego małego chłopca, którego, jak sądziliśmy, potrzebowała tylko miłość do wiecznej rodziny. Wtedy zdałem sobie sprawę, że miłość nie może wyleczyć traumy rozwojowej, tak samo jak nie może wyleczyć białaczki lub złamać kości. A system zdrowia psychicznego najwyraźniej nie miał rozwiązań. Stan Devona pogarszał się w zakładach leczniczych. Ale co innego mogliśmy zrobić? Mając na uwadze bezpieczeństwo swojego młodszego rodzeństwa, Devon był zbyt niebezpieczny, by mieszkać w domu.

Dziś Devon ma 17 lat i bierze udział w paradzie domów grupowych, oddziałów psychiatrycznych i ośrodków terapeutycznych. Odwiedzamy go regularnie, ale nie jest wystarczająco stabilny ani bezpieczny, aby przeprowadzić się do domu. Brał wiele leków przeciwpsychotycznych i otrzymał alfabetyczną zupę diagnoz: ODD, ADHD, CD, RAD, PTSD, DMDD i inne. Udowodniono, że jest niezwykle odporny na tradycyjną terapię, co jest cechą charakterystyczną traumy rozwojowej. Z każdym nowym miejscem stawał się coraz bardziej niebezpieczny i agresywny. Wkrótce skończy 18 lat i wyjdzie z ośrodków terapeutycznych jako zły młody człowiek.

Ja też jestem zły.

Nieskuteczne leczenie zniszczyło niegdyś świetlaną przyszłość Devon, a nasza rodzina rozpadła się. Setki tysięcy dzieci cierpi na traumę rozwojową, ale system zdrowia psychicznego nie ma na nie odpowiedzi. Niedawno słyszałem, jak na konferencji przemawiał czołowy badacz traumy, Bessel van der Kolk, i potwierdził to, czego nauczyłem się na własnej skórze: Mamy długą drogę do opracowania skutecznych metod leczenia traumy rozwojowej.

Jak to jest możliwe? Dlaczego opinia publiczna nie jest oburzona? Jestem przekonany, że to dlatego, że nie opowiada się naszych historii. Swobodnie rozmawiamy o wyzwaniach, przed jakimi stają rodziny, gdy ich dziecko ma białaczkę lub inną chorobę fizyczną. Ale istnieje tabu wokół zmagań ze zdrowiem psychicznym.

A jednak istnieją tysiące rodzin, których historie są praktycznie identyczne z historiami Devona i moją. Podobnie jak ja, te rodziny otrzymują niewielkie wsparcie. Oświetleni, oskarżeni i zawstydzeni milczeniem, zeszli do podziemia, do prywatnych i tajnych internetowych grup wsparcia. Ich cierpienie jest traktowane jak brudny mały sekret, a nie kryzys narodowy – tragedia – tak jest.

Uświadomienie sobie tego tylko umocniło moje zaangażowanie i determinację, aby podnieść swój głos i użyć mojego bloga do wezwania do zwiększenia funduszy i nowych badań w zakresie leczenia traumy rozwojowej. Przemawiam nie tylko w imieniu Devona i mojej rodziny, ale także tysięcy rodzin i dzieci, które nie mają głosu.

Trauma rozwojowa nie powinna być wyrokiem dożywocia dla żadnego dziecka ani rodziny.