contador gratis Skip to content

Trening snu pomógł mi być lepszym rodzicem

spać-pociąg-dziecko
Lauren Bates / Getty

Muszę się do czegoś przyznać: pozwalam moim dzieciom krzyczeć.

Zanim podejmiesz przypuszczenia lub osądy, wysłuchaj mnie.

Po pierwsze, zacznę od stwierdzenia, że ​​to, w jaki sposób rodzic decyduje się pomóc dziecku zasnąć, nie powinno podlegać ocenie. A jednak tu jesteśmy. Wystarczy wspomnieć słowa „trening snu” lub „wypłakuj to”, a oszukańcze mamusie szybko przypomną Ci, jak bardzo zawiodłeś jako rodzic i jak bardzo schrzaniłeś swoje dzieci na całe życie.

Powiedzmy sobie jasno, jest wiele sposobów, w jakie zawiodłem jako rodzic i prawdopodobnie schrzaniłem moje dzieci na całe życie, ale trening snu jest nie jeden z nich.

Porozmawiajmy teraz o tym, czym właściwie jest trening snu. Wbrew temu, co niektórzy myślą, nie pozwala dziecku płakać godzinami. Zasadniczo jest to sposób na nauczenie dziecka samodzielnego spania. Jest na to wiele sposobów, ale jednym ze sposobów jest pozwolić dziecku płakać przez chwilę, zanim je podniesiesz lub uspokoisz.

Podobnie jak większość rodziców, miałem pomysły na temat rodzica, jakim byłbym – większość z nich wygasła jeszcze przed narodzinami mojego pierwszego dziecka. Mój plan porodowy w zasadzie wyleciał przez okno, a poród był na granicy traumy. Powrót do zdrowia był bardzo powolny i bolesny. I niemal natychmiast coś się „zepsuło”, chociaż nie bardzo wiedziałem co.

Wiem już, że była to chmura depresji poporodowej. To było tak, jakby zgasły światła – na wszystko – a ja po prostu przeżyłem, omdlewająco wijąc się przez mgłę.

Jeszcze gorszą sprawą był skrajny brak snu. Oczywiście każdy nowy rodzic boryka się z nieprzespanymi nocami, ale było to wyczerpanie następnego poziomu. Cały czas chciałem płakać i nienawidziłem prawie wszystkiego – w tym siebie.

Ale dałem radę, więc nie mogło być tak źle, prawda? Przeżyłam i czy nie o to chodziło w pierwszych kilku miesiącach macierzyństwa? Czy nie musiałem go po prostu wciągnąć i poradzić sobie? Byłam teraz mamą i moim zdaniem „mama” była synonimem „bezinteresownego męczennika”. Moje potrzeby nie miały już znaczenia.

Przynajmniej tak myślałem, aż do pewnej nocy, która prześladuje mnie do dziś.

Mój syn płakał. Jeszcze raz. Próbowałem go uspokoić. Jeszcze raz. Byłem coraz bardziej sfrustrowany. Jeszcze raz. Próbowałem go podkuwać. Próbowałem go podrzucić. Próbowałem butów i odbijając go. Wszystko bezskutecznie. Po kilku minutach zdałem sobie sprawę, że moja złość i desperacja wzrosła do niezdrowego poziomu, który mnie przeraził.

Bojąc się, że naprawdę to stracę, położyłem syna w łóżeczku i wyszedłem z pokoju. Nie wydarzyło się nic strasznego. Na szczęście. Ale bałem się na tyle, żeby coś zrobić z tą ciemną chmurą, w której żyłem.

Daniela Jovanovska-Hristovska / Getty

Coś musiało dać. Nie mogłem już tego robić – przynajmniej nie w taki sposób miał robiłem to. Więc potem wprowadziłem kilka zmian.

Najpierw rzuciłam karmienie piersią, prawie zimnego indyka. (Moje powody, dla których to robię, to zupełnie inna kwestia i nie, nie oczekuję też żadnego wstydu ani osądu w związku z tą decyzją). Po drugie, mój mąż i ja wymyśliliśmy plan wspólnego karmienia w nocy. Po trzecie, zdecydowaliśmy się polegać na dobrym, staromodnym treningu snu.

Obecnie istnieje kilka dość agresywnych metod treningu snu, ale przeprowadziliśmy nasze badania i znaleźliśmy rozsądną metodę, która byłaby dla nas wygodna. Zasadniczo, kiedy kładziemy syna do snu – w jego własnym łóżeczku – pozwalamy mu płakać przez kilka minut, zanim go pocieszamy. Jeśli obudził się w środku nocy, to samo. Każdego dnia wydłużaliśmy czas, zanim poszliśmy go uspokoić. I wiesz co? Zadziałało.

Wkrótce zaczął zasypiać – sam w swoim łóżeczku – szybciej i dłużej spać. W wieku czterech lub pięciu miesięcy spał bez przebudzenia przez 11-12 godzin. A przynajmniej bez płaczu na tyle głośnego ani na tyle długiego, że słyszeliśmy. Jasne, były wyjątki od naszego treningu snu. Plan zmieniał się, gdy był chory lub gdy podróżowaliśmy. Ale w większości działało i wszyscy byliśmy lepsi.

Trening snu – aw szczególności płacz – to obecnie gorący temat i każdy ma swoje zdanie. W większości przypadków jesteś okropnym potworem, który powoduje zaburzenia przywiązania, nie uspokajając od razu swojego dziecka. Jak możesz pozwolić dziecku płakać?, ludzie krytykują.

Cóż, powiem ci… to jest nie łatwo. W rzeczywistości jest to wręcz brutalne, gdy patrzysz, jak zegar odmierza czas do z góry określonego czasu, kiedy albo usłyszysz, jak płacz ucicha, albo wejdziesz, aby uspokoić dziecko. Ale wiesz, co jest dużo trudniejsze niż trening snu? Macierzyństwo w trakcie załamania psychicznego.

Bycie rodzicem wstrząsa twoim światem, a dorastanie dziecka ma wpływ na ciało i umysł kobiety. Dodaj szalejące hormony, brak snu i inne czynniki ryzyka, a otrzymasz przepis na poważne problemy ze zdrowiem psychicznym. Zdecydowałam się spać, trenować swoje dziecko, ponieważ zdrowy i bezpieczny rodzic tak jest the najważniejsza rzecz dla dziecka i nie żałuję. ŻADEN.

Nie tylko moje zdrowie psychiczne poprawiło się, gdy moje dziecko spało, ale od tego czasu śpi gwiazdą rocka.

Nie mówię ci, że trening snu jest odpowiedzią na wszystkie problemy życiowe lub że jest to uniwersalne rozwiązanie. Jeśli wspólne spanie, dzielenie łóżka lub inne nawyki związane ze snem działają na Ciebie, zrób to, co działa. Obejmuje to robienie tego, co musisz zrobić, aby być zdrowym, szczęśliwym i bezpiecznym rodzicem dla swojego dziecka.

Bycie mamą jest nie synonim męczeństwa. Musimy dbać o siebie, aby opiekować się naszymi dziećmi i nie powinniśmy czuć z tego powodu ani grama winy. Nie powinniśmy też pozwalać innym oceniać lub zawstydzać nas za wybory, których dokonaliśmy, abyśmy mogli być rodzicielem, jakiego potrzebuje nasze dziecko.

Poza tym niedługo będą spali przez alarm w dzień szkolny. Zaufaj mi.

Posłuchaj, co nasze prawdziwe Straszne Mommies, Keri i Ashley, mają do powiedzenia na ten temat, kiedy przekazują swoje (zawsze prawdziwe) myśli ten odcinek naszego podcastu Scary Mommy Speaks.