contador gratis Skip to content

Trzymam przytulanki moich dzieci tak długo, jak tylko potrafię

kid-cuddles-lede
Dzięki uprzejmości Elizy Broadbent

Od prawie dziesięciu lat przytulam dzieci.

Mój najstarszy ma 9 lat i od urodzenia byłem bliskim rodzicem. Byłem tą mamą niosącą swoje dziecko w chuście; Nosiłem go ze szpitala w chuście Moby. Przyjaciele narzekali, że nigdy go nie widzieli, tylko mały kapelusz i sterczące nóżki. Kiedy nie był opakowany, karmił piersią. Spaliśmy razem. Wiele mam nie radziło sobie z tego typu ciągłą bliskością, z niekończącymi się przytuleniami. Ale naprawdę wierzę, że te ciągłe przytulanie uchroniły mnie przed poważną depresją poporodową. Byłam poważnie zagrożona, ponieważ już w ciąży cierpiałam na ciężką depresję.

Kiedy urodził się mój drugi syn, nie wyrzuciłem pierwszego z naszego ogromnego łóżka. Nasz najstarszy spał z mężem. Noworodek spał ze mną. Pielęgnowałem go i owinąłem. Opiekowałem się tandemem do Znowu zaszłam w ciążę kiedy mój najstarszy miał trzy lata i nosił dwoje dzieci jednocześnie: jedno zawinięte z przodu, drugie zawinięte na plecach. Nigdy nie położyłem moich dzieci.

Dzięki uprzejmości Elizy Broadbent

Przytulania pozostały stałe. Kiedy moje dzieci były przestraszone, przestraszone lub zranione, wycofywały się na moje kolana, aby się przytulić. Zawsze byłem ich bezpiecznym miejscem; moje przytulanie to ich nieustanny probierz, ich przytulanie moje. Wszyscy byliśmy związani dotykiem.

Mój trzeci syn został potraktowany tak samo, z taką samą bliskością. Owijanie i pielęgnacja, wspólne spanie i przytulanie, ciągłe, trzymające mojego środkowego syna z przodu i najmłodszego syna na plecach. Podczas karmienia dostałem nawet poważne przytulanki: mogłem opuścić dziecko niżej w chuście i pielęgnować je, nawet nie wyjmując go. Byłem Rodzicem Przywiązania, tym, który nigdy nie narzekał na stały kontakt z dziećmi. Tę zawsze wprawiają w zakłopotanie mamy, które narzekały, że zostały „dotknięte”.

Nigdy nie zostałem dotknięty. Zawsze chciałem więcej.

Mój 9-latek nadal będzie się wślizgiwał pod moje ramię. Wciąż trzyma mnie za rękę. Trzyma za rękę 7-letniego brata. Mój 7-latek nie będzie błagał o przytulanie, ale usiądzie mi na kolanach, jeśli o to poproszę. Mój 5-latek też nie potrzebuje mnóstwa czasu na przytulanie, z wyjątkiem sytuacji, gdy budzi się rano. Potem zwija się na kanapie, kiedy ja piszę. Przykrywam go kocem, a on z powrotem zasypia. Jest ciepłym, małym zawiniątkiem, delikatnie chrapiącym, wciąż prawie dziecinnym. Jeśli trzymam go na kolanach, wdycham i mocno się koncentruję, nadal mogę poczuć zapach dziecka pod małym chłopcem. Nadal widzę ugryzienia bociana na karku, kiedy robi się gorąco.

Ale szybko zanikają.

Wkrótce nie będę miał nikogo, kto mógłby mi przytulić dzieciaka.

Trzeba im przypomnieć, żeby przytulili mnie na dobranoc i pocałowali. Kiedy wybiegają z ojcem za drzwi, machają; nie podbiegają i nie przytulają mnie. Kiedy wracają do domu, podchodzą i rozmawiają; nie przytulają mnie do niedźwiedzia. Nadal mogę podnosić najmłodszego i nosić go, ale te dni szybko mijają. Owinąłem go w ciągu ostatnich kilku miesięcy, kiedy był zmęczony podczas wędrówki. Po około piętnastu minutach skarżył się, że bolą go nogi. Nieważne, jak go dostosowałem. Z żalem go postawiłem. Prawdopodobnie już nigdy go nie zawinę. Tak długo miałam przytulanki. Boli, odpuszczanie tego. Długo opłakiwałem.

Ale teraz stoję przed czymś gorszym: żadne dziecko w ogóle się nie przytula. Nikt nie oferował spontanicznych uścisków. Nikt nie będzie chciał być niesiony, wyciągany z samochodu ani nie będzie trzeba go podnosić, gdy płacze. Nikt nie będzie chciał siedzieć mi na kolanach ani wtulać się we mnie, kiedy je podnoszę, wiotczeć i modelować do mnie w ten szczególny sposób, jak małe dzieci.

Dzięki uprzejmości Elizy Broadbent

Rosną. Jestem wdzięczny za ten wzrost; dlaczego jeszcze wychowujemy dzieci? Jak mówi Kahlil Gibran: „Twoje dzieci nie są Twoimi dziećmi / Są synami i córkami Tęsknoty Życia za Sobą. / Przychodzą przez Ciebie, ale nie od Ciebie / I chociaż są z Tobą, nie należą do Ciebie”.

Wiemy, my, rodzice, że nie możemy ich wiecznie trzymać małymi. Wychowujemy je, aby rosły i rozwijały się, i opuszczamy nas: bolesna część miłości.

Puste ramiona to tylko pierwszy krok.

Mógłbym powiedzieć, że dostanę szczeniaka. Mógłbym udzielić błyskotliwej, łatwej odpowiedzi. Ale nie ma. Nie ma żadnej odpowiedzi na puste ramiona matki, tylko żal. Słodki smutek, smutek konieczny, ale mimo wszystko smutek.

Będę ich trzymać tak długo, jak będę mógł. Wtedy pozwolę im odejść.