contador gratis Skip to content

W obronie płaczu dziecka

w obronie-pozwalania-Twojemu-dziecku-płakać-go-na-go-na-u

© Shutterstock

Po prostu wyjdę i powiem to: pozwoliłem dziecku płakać. Nie mam zamiaru nazywać tego „treningiem snu” ani zajmować się wszystkimi zagadnieniami technicznymi i określać go jako „CIO”. Pozwoliłem dziecku płakać, żeby mogła nauczyć się samodzielnie zasypiać. To było okropne i zdecydowanie najtrudniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek musiałem zrobić dla mamy. I było to niezwykle potrzebne.

Pewnej grudniowej nocy, kiedy mój mąż wyjechał do pracy, mama pomagała jej pozbawionej snu córce w opiece nad jej pozbawioną snu córką. (I nie chodzi mi tylko o to, że masz-masz-dziecko-oczywiście-nie-zasypiasz.) To był wyjątkowo trudny miesiąc, naznaczony przerażającym 4- miesięczna regresja snu (poważnie, PTSD tylko po wpisaniu tego) i potrzebowałem kopii zapasowej.

Harper nie chciał spać. Każdej nocy uśpienie jej zajmowało średnio dwie godziny. Zasypiała podczas karmienia, a ja (och tak delikatnie) umieszczałem ją w łóżeczku, tylko po to, żeby się obudziła i musiała zacząć cały proces od nowa. Kiedy udało mi się ją zdjąć, budziła się co półtorej godziny. Wszystko. Noc. Długie. To było brutalne.

Moje dziecko i ja rozpaczliwie potrzebowaliśmy snu, a my go nie dostawaliśmy. Tak więc decyzja została podjęta. Nauczyłabym swoje dziecko samodzielnego zasypiania. Wiedziałem, że to będzie trudne, ale porównałem to do zabrania jej do lekarza na zastrzyki. Płakała (ja płakałam), ale to było coś, co musieliśmy zrobić. Nadszedł czas, aby zdjąć kółka treningowe i pozwolić mojej dziewczynie się uczyć.

Tej pierwszej nocy Harper płakał przez 25 minut. Moja mama patrzyła na elektroniczną nianię, gdy szlochałam pod prysznicem. Byłam okropną mamą. Porzuciłem swoje dziecko. Mama próbowała mnie pocieszyć: „Wiemy, że nie jest głodna. Jej pielucha jest czysta. Wiemy, że jest bezpieczna i nie jest ranna ”. Dobrze. Ona po prostu chce mnie. Otóż ​​to. Jestem wszystkim, czego chce na całym świecie, a ja nie jestem przy niej. Moje serce rozpadło się na tysiące drobnych kawałków i poczułem się beznadziejny.

I właśnie kiedy byłam pewna, że ​​nie wytrzymam ani sekundy, że fizycznie się złamie, moja córeczka przestała płakać. Zasnęła. Ale nie poczułem ulgi, o której myślałem, że będę. Czułem się winny i smutny. Byłem pewien, że była zraniona emocjonalnie i uszkodzona. Po prostu wiedziałem, że między nami został wbity trwały klin i nasz związek nigdy nie będzie taki sam. Łzy nie przestawały działać.

Po okropnej nocy przespanej (dla mnie, nie dla niej), pobiegłem do jej łóżeczka, gdy tylko się obudziła następnego ranka. Chciałem ją złapać i nigdy nie pozwolić jej odejść, ciągle przepraszając. Chciałem jej przypomnieć, że kochałem ją bez końca.

Kiedy wszedłem do jej pokoju dziecinnego, moja dziewczyna się uśmiechała. Ona była szczęśliwy. Jak mogła być szczęśliwa? Czy nadal nie była na mnie wkurzona? Czy nie żywiła urazy? Nie. Po prostu była szczęśliwa. I wypoczęty.

Każda noc stawała się coraz lepsza, płacz był coraz mniejszy. Świadomość, że będziemy musieli przejść przez udrękę pierwszej nocy, znów sprawiła, że ​​przebrnąłem przez następne kilka nocy. Nadal byli twardzi. Moja mama nadal obserwowała monitor, a ja wciąż płakałem. Ale każdego ranka Harper budził się z uśmiechem.

Tak, wciąż mamy ciężkie noce, a drzemki nie są idealne. Ale teraz śpi znacznie lepiej i ogólnie jest szczęśliwszym dzieckiem.

Zdecydowanie nie podjąłem decyzji lekko. Oto 5 powodów, dla których pozwalam dziecku płakać:

1. Potrzebowaliśmy snu. To znaczy, duh. Dobrze? Ale jako mamy jesteśmy bezinteresowni. Jeśli nasze dzieci będą musiały jeść, będziemy je karmić – nawet gdy nasze żołądki warczą, ponieważ od wielu dni żyjemy na stęchłych płatkach. Czy mogę biegać na oparach, aby zająć się moim nowym dzieckiem? Tak, mogłem (i zrobiłem). Ale nie tylko ja byłem pozbawiony snu. Moje dziecko też potrzebowało dobrego snu, a ona po prostu go nie dostała. Przez większość czasu była wybredna i przemęczona, a bardziej niż czegokolwiek potrzebowała snu.

2. Nie udało nam się spać razem. Pewnej nocy, walcząc o spróbowanie wszystkiego i wszystkiego, aby uśpić Harpera, postanowiłem spróbować wspólnego spania. Znam rodziny, które go kochają i chwalą jego skuteczność w zapewnieniu każdemu dobrego snu. To była moja ostatnia deska ratunku (chyba przedostatnia) i wiedziałem, że muszę tego spróbować. O pierwszej w nocy, po nieudanym zwykłym kołysaniu, karmieniu, poklepywaniu i uciszaniu Harpera do snu przez ostatnią godzinę, położyliśmy się na naszym gościnnym łóżku. Stworzyłem za nią barykadę, upewniłem się, że w promieniu 100 jardów od niej nie ma koców ani poduszek (przesada, ale nie do końca), otuliłem ją ochronną ręką, zamknąłem oczy i kucnąłem na noc. Cóż, taki był plan. Nie mogłem się wygodnie. Nie mogłem się zrelaksować. Wszystkie ostrzeżenia, które kiedykolwiek przeczytałem, przemknęły mi przez głowę. Wtedy usłyszałem chichot. Otworzyłem oczy, by zobaczyć moją dziewczynę, rozbudzoną, gotową do zabawy w nowym forcie, który stworzyła mama. Zawieść.

3. Brakowało mi męża. Urodzenie dziecka jest zakłóceniem w małżeństwie (mało powiedziane?). Miej dziecko, które nie śpi, a twój mąż zamienia się w (gorącego) współlokatora. Kiedy byłem we mgle, potykając się przez nasze dni, dostrzegałem męża, kiedy wychodził rano do pracy i to wszystko. Skończyły się wspólne kolacje i przytulanie się na kanapie. Byłam zbyt zajęta usypianiem dziecka. A kiedy tego nie robiłem, miałem obsesję na punkcie (Google) sposobów, aby nakłonić ją do snu.

4. Potrzebowałem mnie z powrotem. Uwielbiam spędzać czas z moim dzieckiem, a moje dni jako mama zostaje w domu. Od rana do nocy. Nie wybrałbym innego sposobu. Ale cenię też swój czas dla siebie. W niektóre dni – te trudne – odliczam do 17:30 czasu kąpieli. Wiem, że mam kieliszek czerwonego wina i nowy odcinek Bachelorette czekając na mnie. I kto wie? Mogę nawet trochę zwariować i wziąć kąpiel z bąbelkami. To mój czas i mogę spać spokojnie, wiedząc, że moje dziecko śpi słodko w swoim pokoju dziecinnym.

5. To była dla nas najlepsza opcja. Zdaję sobie sprawę, że to kontrowersyjny temat. Niektóre mamy tam były i całkowicie to rozumieją. Inne mamy oceniają, myśląc, że to samolubne i okrutne. Niektórzy próbowali, ale to nie zadziałało. Ostatecznie pozwolenie Harper nauczyć się samodzielnego zasypiania zadziałało dla nas, ponieważ zadziałało na nią. Była gotowa i w głębi duszy to wiedziałem.

Jako nowe mamy, ciągle słyszymy „właściwy” sposób robienia rzeczy, a usypianie naszych dzieci jest na szczycie tej listy. Wszyscy i ich matka (dosłownie) uwielbiają dzielić się swoimi historiami o tym, jak to zrobili, twierdząc, że ich historia jest najlepsza. Ale to, co w końcu zadziałało, to kiedy odłączyłam wszystkich innych, podążałam za instynktem mojej mamy i słuchałam prawdziwego eksperta – mojej córeczki.