W obronie sztywnego rodzica

W obronie sztywnego rodzica

W obronie bycia sztywnym rodzicem

Jestem sztywnym rodzicem. Zaskakuje mnie to, ponieważ zawsze byłem dość wyluzowaną i elastyczną osobą. Jestem łatwym podróżnikiem, kimś, kto potrafi rzucać ciosami. Nie jestem wybredna. Przynajmniej byłem takimi rzeczami w moim życiu przed dzieckiem.

Teraz jako matka jestem całkowicie nieelastyczna. Moje pierwsze dziecko działało zgodnie z harmonogramem od 2-tygodniowego życia, ponieważ ktoś dał nam książkę, która je polecała, a w tych desperackich, pozbawionych snu wczesnych dniach trzymałbym się każdej ideologii, która obiecała rozwiązanie. Gdybyś powiedział mi, żebym napadł na Polskę, powiedziałbym: „okej, jeśli będę mógł położyć się spać”.

Szczerze mówiąc, nie mogliśmy nawet trzymać się dokładnego harmonogramu – był to bardziej schemat, od którego regularnie odchodziliśmy: obudził się o 6:15 zamiast o 7! Oznacza to, że poranna drzemka będzie o 8:15 zamiast o 9, ale przesuńmy ją do 8:25, a następnie odliczajmy resztę minut w przyrostach w ciągu dnia, abyśmy nadal mogli trzymać się godziny 7 wieczorem! Z perspektywy czasu było to trochę histeryczne, zabawne i nieco szalone – nie mogliśmy go budzić, kiedy chciał spać i odwrotnie. Mimo to próbowaliśmy każdego dnia. Harmonogram był głównym tematem naszej rozmowy. Jak powiedziała moja szwagierka, pediatra, „plany te w zasadzie dają rodzicom coś do zrobienia, podczas gdy ich dziecko w naturalny sposób rozwija się w normalny sen”. Ale ponieważ mój syn od samego początku świetnie spał (może z powodu książki, a może nie – miał spokojny i wyluzowany temperament, nawet od dzieciństwa), przypisaliśmy wszystkie zasługi Harmonogramowi.

Ponieważ wierzyliśmy, że to działa, uzależniliśmy się od idei mocnej drzemki i pory snu, i chociaż nauczyłem się mniej rozłączać się przez 10 minut tu i tam, nadal byłem bardzo sztywny w kwestii mojego syna, a potem drugiego syn, faktycznie drzemiący w łóżeczku, mniej więcej we właściwym czasie. Nie planowałbym niczego w południe albo załatwiłbym mu opiekunkę, gdyby coś było nieuniknione. I poszedł spać o 19:00, daj lub weź pół godziny, ta sama oferta. W jego łóżeczku, w domu. Bez wyjątków.

Jesteśmy też dość sztywni, jeśli chodzi o podróżowanie. Mamy dwoje dzieci, które niezawodnie rzygają w samochodzie. Na każdą podróż, którą chcemy odbyć, musimy rozważyć potencjalną zabawę z nędzą dwojga chorych dzieci i godziną lub dwiema sprzątaniem fotelików samochodowych. Musimy zważyć koszt hotelu plus fakt, że nikt z nas nigdy nie śpi dobrze w hotelu. (Nasz młodszy syn jest krzykaczem w środku nocy – wydaje pojedyncze, rozpaczliwe wycie, które budzi nas wszystkich zlanych zimnym potem. Potem znowu zasypia, a reszta z nas leży przytomna z łomoczącymi sercami, następną godzinę.) Prawie zawsze stwierdzamy, że wycieczka nie jest tego warta.

I bardzo nas to krytykuje od członków rodziny i przyjaciół. Dostajemy zaproszenia na przyjęcia, które zaczynają się o 18:00, ale odmawiamy, bo taka jest rutyna kolacji / kąpieli / spania. Planujemy naszą podróż zgodnie z harmonogramem snu, nawet jeśli oznacza to przegapienie niektórych rzeczy lub spóźnienie. Podróżujemy bardzo rzadko, pomimo rodziny, która chciałaby nas częściej widzieć. Kiedy podróżujemy, zwykle gdzieś wyjeżdżamy i pozostajemy tam tak długo, jak pozwalają na to pieniądze i wakacje – w zasadzie zakładamy drugie miejsce zamieszkania, abyśmy mogli bez przeszkód powielać nasze rutyny.

Dzieje się tak w dużej mierze dlatego, że wiem, że wyjazd, powiedzmy, do Paryża, podczas którego będę sprzątać wymiociny w taksówce, spędzając tydzień na zmaganiach z opóźnionym odrzutowcem pięciolatkiem i dwulatkiem, i stojąc przed Wieżą Eiffla, pośrednicząc w sprzeczce o prawowitego właściciela spinacza do papieru… cóż, po prostu nie warto.

To mnie trochę wkurza. Pisząc to, zdaję sobie sprawę, że brzmię nie tylko sztywno, ale też zupełnie odważnie i nudno. Kiedyś uwielbiałem podróżować – pojechałem do Europy na weekend, jeśli mogłem dostać ofertę w ostatniej chwili. Brałem udział w nierozważnych podróżach kruchymi samochodami. Kochałem żyć w ten sposób.

Ale życie to wybory, a na razie wybieram wypoczęte dzieci i przewidywalny harmonogram. Spontaniczność i przygoda nie są dla nas teraz w kartach. Mój drogi przyjaciel, który ma trochę starsze dzieci, mówi mi, że wolność i elastyczność nie są daleko. „Możesz podróżować, gdy minie etap drzemki-wózka-pieluchy-kubka-łyk” – powiedziała. „Możesz robić różne rzeczy w ostatniej chwili bez poczucia, że ​​skręcasz 18-kołowym pojazdem na wąskiej drodze”.

Dlatego pokładam nadzieje w tym momencie, kiedy mogę przestać być sztywny i znów zacząć być sobą. Paryż z 5-latkiem i 8-latkiem? Jasne, jeśli dostanę ofertę w ostatniej chwili.